Translate this page!
Powered by Translate
Share with others :-)

This web page is to be viewed in Unicode Character Set UTF-8 if problems occur.
UTF-8 is probably the most commonly used encoding, Unicode for humanity united.


Silesia Poland Slask Polska Slezsko Polsko Schlesien Polen

Śląsk #2
 Śląsk kolebką Polski


Śląsk #4: Mapy

Śląsk #1: Ślęża - korzeń Śląska
od zamierzchłej przeszłości do teraźniejszości

Śląsk #3: Dwieście lat prusactwa na Śląsku




Sanktuarium ślężańskie od pradziejów do dnia dzisiejszego wyznacza
duchowe centrum Słowiańszczyzny Zachodniej
"Kiedyś szukano tu Boga - dzisiaj ludzie szukają tu kontaktu z Bogiem, którego już znają" - ks. prałat dr Ryszard Staszak

Słowiańszczyzna zachodnia w X wieku Sanktuarium ślężańskie od pradziejów do dnia dzisiejszego wyznacza duchowe centrum Zachodniej Słowiańszczyzny "Kiedyś szukano tu Boga - dzisiaj ludzie szukają tu kontaktu z Bogiem, którego już znają" - ks. prałat dr Ryszard Staszak
Słowiańszczyzna zachodnia w X wieku


Języki słowiańskie

Języki słowiańskie należą do rodziny języków indoeuropejskich, wywodzących się ze wspólnego języka praindoeuropejskiego. Około 3000 r. p.n.e. (a więc w okresie neolitu, końcowym okresie kamienia) narastające od dawna różnice dialektyczne prajęzyka indoeuropejskiego doprowadziły do rozbicia praindoeuropejskiej wspólnoty językowej.

Grupa językowa słowiańska wraz z grupą bałtycką zajmowały część północną indoeuropejskiego obszaru centralnego. Nie ulega dziś żadnej wątpliwości, że grupa słowiańska jest najsilniej związana z językami bałtyckimi. Po długotrwałej dyskusji może uchodzić za pewne, że przed wyodrębnieniem się języka prasłowiańskiego istniał krótki okres wspólnoty bałto-słowiańskiej. Wszystko wskazuje na to, że przypadał on na pierwszą połowę II tysiąclecia (albo też na drugą połowę III tysiąclecia) p. n . e.

Pierwszy podstawowy okres języka prasłowiańskiego trwał do V w., do wielkiej wędrówki Słowian na południe, wschód i zachód, związanej z wielką wędrówką ludów na przełomie starożytności i średniowiecza. Charakteryzuje się on zdumiewająco jednolitym rozwojem prajęzyka. Nie było jeszcze podówczas (przynajmniej wyraźnie zarysowanego) podziału na dialekty zachodnie i wschodnie. Ok. IV w. n. e. język prasłowiański obejmował już terytorium między dorzeczem Odry i środkowym Dnieprem, na północy po Morze Bałtyckie i Pojezierze Mazurskie, dzisiejsze Podlasie i dorzecze Prypeci, na południe po Karpaty i Sudety. Już w V w. Rozszerzył się ten obszar w kierunku północno-wschodnim na dorzecze górnego Dniepru i tereny na północ od Prypeci (pierwotne tereny bałtyckie). Po roku 500 Słowianie przekroczyli Karpaty i Sudety. W wiekach VI-VII zalali cały Półwysep Bałkański, przenikając nawet na Peloponez i Wyspy Morza Egejskiego. Zagrażali nawet stolicy cesarstwa bizantyjskiego - Konstantynopolowi. W VI w. zasiedlili również Alpy Wschodnie (na terenie dzisiejszej Dolnej Austrii, Styrii i Karyntii).

W wiekach VI - X zajmowali więc Słowianie ogromny obszar od podstawy Półwyspu Jutlandzkiego i Morza Bałtyckiego na północnym zachodzie do Zatoki Fińskiej i do źródeł Oki i Wołgi na północnym wschodzie. Na południu sięgali do Morza Egejskiego i Adriatyckiego. Zachodnie granice Słowian przekraczały dolną Łabę, sięgały po Soławę, Las Czeski i Alpy Wschodnie, na wschodzie po środkowy Dniepr.

Czasy od VII do X w. były okresem najszerszego rozprzestrzenienia się siedzib słowiańskich na terenie środkowej i południowej Europy. Szersza ekspansja plemion ruskich ku północy, wschodowi i południowemu wschodowi nastąpiła dopiero w wiekach późniejszych.

"Języki indoeuropejskie" pod redakcją Leszka Bednarczuka, 
Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988, Tom II, str.  910-911.
 

Toporki ślężańskie  z ekspozycji stałej Muzeum Ślężańskiego im. Stanisława Dunajewskiego w Sobótce


 
 


Ślężańskie rzeźby kultowe

Góra Ślęża: Ślężańskie rzeźby kultowe na wys. 520 m n.p.m. przy szlaku czerwonym z Sobótki na szczyt Ślęży
Ślężańskie rzeźby kultowe  na wys. 520 m n.p.m. przy szlaku czerwonym z Sobótki na szczyt Ślęży
Panna z rybą i niedźwiedź
\
Góra Ślęża: ślężańskie rzeźby kultowe na wys. 520 m n.p.m. przy szlaku czerwonym z Sobótki na szczyt Ślęży Panna z rybą i niedzwiedź

Wykonana ze ślężańskiego granitu rzeźba datowana na wczesne średniowiecze znana jako Panna z rybą wzmiankowana w 1209r. jako "lapis petrey", opisana w 1736 dra Gottfrieda Heinricha Burgharta w "Iter Sobothicum..." przedstawia odkrytą powyżej pasa prawie płaską kobiecą postać z dużą rybą z krzyżem. Według prof. Grzegorza Domańskiego może być to Slenz (Ślęż lub Slęz) - słowiańskie bóstwo wody. Już w 1933r. prof. Władysław Semkowicz w "Góra Sobótka i jej zabytki polskie pisał: "'Panna z rybą' przedstawia może jakieś żeńskie bóstwo wodne z rybą jako swym atrybutem".  Od zarania dziejów woda jest symbolem czystości i płodności.

 Panna z rybą - odkryta powyżej pasa prawie płaska postać kobieca, dorosła do macierzyństwa dziewica z symbolem czystości i płodności

Góra Ślęża: Panna z rybą - odkryta powyżej pasa prawie płaska postać kobieca, dorosła do macierzyństwa dziewica z symbolem czystości i płodności. Wykonana ze ślężańskiego granitu rzeźba datowana na wczesne średniowiecze znana jako Panna z Rybą wzmiankowana w 1209r. jako "lapis petrey", opisana w 1736 dra Gottfrieda Heinricha Burgharta w "Iter Sobothicum..." przedstawia odkrytą powyżej pasa kobiecą postać z dużą rybą. Według prof. Grzegorza Domańskiego może być to Slenz (Ślęż lub Slęz) - słowiańskie bóstwo wody. Już wcześniej prof. Władysław Semkowicz w "Góra Sobótka i jej zabytki polskie w 1933r. pisał: "Panna z rybą" przedstawia może jakieś żeńskie bóstwo wodne z rybą jako swym atrybutem" Od zarania dziejów woda jest symbolem czystości i płodności.

Góra Ślęża - punkt spotkań ludzi maszerujących w czystości ku małżeńskiej płodności

Góra Ślęża - punkt spotkań ludzi maszerujących w czystości ku małżeńskiej płodności

Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch. przedstawia niedźwiedzia ze znakiem ukośnego krzyża na grzbiecie

Gora Sleza: Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch. przedstawia niedźwiedzia ze znakiem ukośnego krzyża na grzbiecie
   Wandale z epok poprzedzających naszą utrącili niedźwiedziowi łapy

Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch. przedstawia niedźwiedzia ze znakiem ukośnego krzyża na grzbiecie Poprzednicy wandali z epok poprzedzających naszą utrącili niedźwiedziowi łapy
  
  Ślężańska rzeźba kultowa na polanie pod szczytem Ślęży znana jako dzik, niedźwiedż, pod jaworem ślężańśkimi

Góra Ślęża: Ślężańska rzeźba kultowa na polanie pod szczytem Ślęży znana jako dzik, niedźwiedż, pod jaworem śleżańśkimi. Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch. znana jako niedźwiedź (dzik, strzegomiańska maciora), w czasie odkrycia bez ukośnego krzyża w 1906 przeniesiona na polanę pod szczytem Ślęży 

Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch. znana jako niedźwiedź (dzik, strzegomiańska maciora), w czasie odkrycia bez ukośnego krzyża
w 1906 przeniesiona na polanę pod szczytem Ślęży

Wykonana z granitu rzeźba datowana na III - II w. przed Ch. znana jako niedźwiedź (dzik, strzegomiańska maciora), w czasie odkrycia bez ukośnego krzyża w 1906 przeniesiona na polanę pod szczytem Ślęży 

"Mnich" ślężański 

  mnich ślężański

Wspaniały rynek we Wrocławiu powstał według planu Henryka Brodatego (prawnuka Bolesława Krzywoustego)
władcy Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej, Sandomierskiej i lewobrzeżnej Wielkopolski

Wspaniały rynek we Wrocławiu powstał według planu Henryka Brodatego (prawnuka Bolesława Krzywoustego) władcy Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej, Sandomierskiej i lewobrzeżnej Wielkopolski

Wspaniały rynek we Wrocławiu powstał według planu Henryka Brodatego (prawnuka Bolesława Krzywoustego) władcy Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej, Sandomierskiej i lewobrzeżnej Wielkopolski

Polski książę świdnicko-jaworski Bolko II Piast Śląski  wnuk Władysława Łokietka, siostrzeniec Kazimierza Wielkiego.
Przez całe życie dążył do zjednoczenia śląskiej ziemi z resztą Korony Polskiej, wspomagał Władysława Łokietka w wojnie przeciw Krzyżakom i ich koalicjantowi - Janowi Luksemburskiemu.

Polski książę świdnicko-jaworski Bolko II Piast Śląski wnuk Władysława Łokietka, siostrzeniec Kazimierza Wielkiego. Przez całe życie dążył do zjednoczenia śląskiej ziemi z resztą Korony Polskiej, wspomagał Władysława Łokietka w wojnie przeciw Krzyżakom i ich koalicjantowi - Janowi Luksemburskiemu.

Zamek Bolczów nad Janowicami Wielkimi na Dolnym Śląsku powstał za czasów
polskiego księcia świdnicko-jaworskiego Bolka II Piasta Śląskiego
Zamek Bolczów nad Janowicami Wielkimi na Dolnym Śląsku powstał za czasów polskiego księcia świdnicko-jaworskiego Bolka II Piasta Śląskiego
 

Polski wpis z 1722r. do księgi pamiątkowej na szczycie Śnieżki


 
 
DZIEJE ŚLĄZKA

OZDOBIONE LICZNYMI OBRAZKAMI

NAPISAŁ DR. FELIX KONECZNY

BYTOM G.-Ś. NAKŁADEM I CZCIONKAMI WYDAWNICTWA "KATOLIKA". 1897.

I. Wstęp i ogólne pouczenie

W Imię Boże zabieram się do pracy, ażeby braciom Ślązakom opisać przeszłość ich ziemi, ciesząc się, że książka ta przejdzie przez tysiące rąk uczciwych. Wysyłam ją do pracowitego kraju, gdzie nikt nie wstydzi się ciężkiej pracy w pocie czoła, gdzie lud niema zwyczaju marnować dnia, a co kto posiada, to ma z krwawicy swego znoju i rozumnie a oszczędnie tego używa. To Ślązk, kochany przez Polaków, szanowany przez uczciwych Niemców, to lud ślązki, który już dawno podajemy za wzór ludowi całej Polski, aby sobie ztąd brał przykład, jak własną pracą i zasługą można swój los i kraju polepszyć. Wiemy my dobrze, że polski Ślązk, to jakby wielkie mrowisko pracowitego ludu; przecież w tym kraju niema ani jednego kącika, któryby nie był sowicie zroszony poczciwym potem i to nie raz, ale setki i tysiące razy, od tylu już wieków!

Ale nie tylko potem, jeszcze czemś innem ta ziemia zroszona i to obficie, nieraz aż nadto obficie; krwią swych rodaków, serdeczną krwią przodków, którzy sporo jej tu przelali w obronie wiary i mowy ojczystej, dobrowolnie, a drugie tyle wytoczyły im różne zawieruchy wojenne, które bez ich woli i bez winy, przeleciały ponad krajem, jak najgorszy wicher i niejednę zrobiły ruinę, którą potem usilna praca naprawiać musiała. Płonął nieraz tęp kraj łuną pożarów, a rzeki jego miały już nieraz czerwoną od krwi wodę! Tak to każda ziemia, gdy na niej przez długie czasy naród siedzi, ma swoje historyczne wspomnienia, różne, radosne i bolesne, bo jak człowiek, tak też kraj cały, przechodzi przez zmienną dolę i niedolę.
Opisać te dobre i złe losy, pociechy pracy i dopuszczenia Boże, jest zadaniem historyi kraju. Czem bardziej ludność pewnej ziemi garnęła się do pracy, czem lepiej spełniała swoje obowiązki względem Boga, ojczyzny, rodziny i bliźniego, tem chwalebniejsze ma taka ziemia wspomnienia historyczne. Spisać historyę, to tak, jak zrobić rachunek sumienia z całego życia, od samego początku, ale rachunek sumienia za cały kraj, za wszystkie czasy i wszystkich ludzi, którzy tu żyli, a których my jesteśmy synami i dziedzicami. Nie powstydzimy się ojców naszych, zobaczymy, że dzielni to byli ludzie! W górę podniósłszy głowę, śmiało, głośno i hardo przyznamy się, żeśmy kość z ich kości i krew z ich krwi i pragniemy być godnymi ich następcami. Wiemy, że każde przecież pokolenie dźwigać musi jakiś ciężar nieszczęść; ale kiedy poznamy, jak przodkom naszym bywało nieraz o dużo gorzej, a jednak rąk nie opuścili, natenczas tem bardziej pokochamy ojczyznę i jej historyę i tylko chcieć będziemy, żebyśmy w przeciwnościach umieli brać sobie przykład ze sławnych ojców naszych. Daj nam Boże w nieszczęściach tyle sił, co im i tyle wiary, nadziei i miłości - bo tylko w ten sposób będziemy godni być ich dziedzicami, my, którzy dostaliśmy po nich spuścizną ich potu i krwi. Pomnijmy też, że pierwszym naszym obowiązkiem jest zostawić też po sobie jaki dorobek naszym następcom, potomnemu pokoleniu, ażeby kiedyś nie narzekano na nas, żeśmy polskie ojczyste dziedzictwo na Ślązku opuścili, żeśmy nie zachowali skarbów po ojcach, skarbów duchowych wiary i języka ojczystego.
Zaszczepiła boża wola ten polski szczep na naszym kochanym Ślązku, a więc trzeba go pielęgnować; dzisiaj ten szczep w naszym ręku, jutro dzieci nasze strzedz go będą i pilnować, ażeby wzrastał. Staramy się robić dobrze, jak umiemy, a postaramy się, aby dzieci nasze umiały tę polską robotę jeszcze lepiej od nas. Póki się da pracować koło tego szczepu, widać taka wola Opatrzności, żeby się pracowało, a oczywiście rzeźko i sumiennie; jak będzie za dużo, sam Pan Bóg już to sprawi, żeby znowu było mniej. Ale my nie możemy wiedzieć, kiedy roboty tej koniec, bo to nie należy do ludzkiego przejrzenia; my tylko mamy robić i robić wszystko, co w naszej mocy, ażeby zostało drzewo polsko-ślązkie, nad którem nas Bóg zrobił ogrodnikami. A poczem będzie poznać, żeśmy byli ogrodnikami zdatnymi a pracowitymi? Tylko po tem, że drzewo będzie coraz wyższe i coraz bujniejsze! Jeżeli za naszych czasów opadnie mu która gałąź, będzie to znak naszego niedbalstwa, nasza wina przed sumieniem a hańba przed historyą.
Chcemy więc poznać, jak tu przed nami pracowali i bronili polskości, chcemy się dowiedzieć, jakiemi to cnotami sprawili, że, chociaż seciny było przeszkód i czasy jak najgorsze, jednak polskość tutaj nie zginęła i zostało tu jeszcze dla nas ziemi i chleba. Otwieramy księgę dziejów, bośmy ciekawi, dla kogo też najpierw Opatrzność chleb z tej ziemi przeznaczyła? Bo nam mówią często po niemiecku, że my tutaj przybłędy i tylko z łaski cierpieni na komornem. Przepraszamy panów Niemców, że też i my czytać umiemy i zajrzymy sobie sami do historyi. Dawno to już trzeba było zrobić, ale lepiej choć późno, niż nigdy; możemy się zresztą jeszcze poprawić i dogonić tych, którzy się po niemiecku historyi ślązkiej uczyli, a z bożą pomocą, może ich też jeszcze nawet przegonimy. Nie brakuje nam do tego szczerej chęci, a zresztą, ta historya ślązkiej ziemi taka jest ciekawa, że pouczyć się o niej, to miły i łatwy obowiązek, to tylko pół pracy głową, a drugie pół przyjemnej zabawy. Zabawią się starzy, a młodych tak zawczasu do tej zabawy w czytaniu zaprawią, że za lat kilka nie będzie już na Ślązku ani jednego takiego Polaka, któryby się Niemca dopiero potrzebował pytać o historyę swego kraju.
Z przejrzenia bożego dzieli się rodzaj ludzki na rasy i szczepy, a szczepy na narody. Chińczyk jest żółty, Indyanin amerykański ma skórą koloru brudnej miedzi, a Murzyn cały czarny, bo każdy z nich do innej należy rasy. Ale i wśród tej samej rasy jakież różnice! Jakto łatwo poznać żyda; chociaż także biały, a przecież inaczej wygląda; chociaż on tej samej rasy, ale innego szczepu; jego szczep semicki, a nasz aryjski.
Za czasów Starego jeszcze Testamentu, praojcowie nasi, Aryowie, siedzieli w Azyi. Oni pierwsi zajęli się rolnictwem, oni pierwsi oswoili sobie pożyteczne zwierzęta i zrobili z nich domowe, a co najważniejsza, oni pierwsi zaprowadzili u siebie porządek rodzinny, wspólne życie rodziców z dziećmi i osobny dla każdej rodziny majątek, czyli prawo własności do tego, co własną pracą rodzina sobie zyska. Nie siła ciała, bo są rasy i szczepy silniejsze, ale siła moralna dała im przewagę nad innemi: poszanowanie własności i cześć czystości rodzinnego ogniska; siła moralna wyrobiła w nich te przymioty, któremi najbardziej wzrasta człowiek, wzmacniając sobie charakter i rozum. Rozumniejsi od innych, zdobyli sobie po wiekach panowanie świata, rozrósłszy się w liczne narody.
Część Aryów przesiedliła się do Europy i tu dzielą się oni dzisiaj na trzy działy; Romanów, Germanów i Słowian. Romańskie narody są te, które podbite przez starożytny naród Rzymian, należały długo do ich państwa, od nich nauczyły się zakładać miasta, a jeżyki swoje pomieszały z ich językiem łacińskim. Są to Włosi, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy i Wołosi czyli Rumunowie. Inne znów narody, mówiące językami podobnemi trochę do niemieckiego, nazywają się germańskiemi, a są to: Anglicy, Niemcy, Hollendrzy, Duńczycy, Szwedzi i Norwejczycy. Nazwy Romanów i Germanów wzięte są z języka łacińskiego; oni sami nie mają dla siebie nazwy w swoich językach.
Jedni tylko Słowianie sami siebie tak nazwali i posiadają własne wspólne nazwisko, z własnego zaczerpnięte języka, a nie z łacińskiego słownika. Do tych Słowian i my należymy. Słowo znaczy tyle, co mowa, bo mowa ze słów się składa; podobne do siebie słowiańskie języki były dla naszych przodków ich wspólnem słowem; otóż wszystkich, którzy rozumieli to słowo, z którymi można się było dogadać rodzimem słowem, nazywano pomiędzy sobą od słowa Słowianami. Z tego samego powodu tłómaczy się też, dlaczego sąsiadów swoich nazwali praojcowie nasi Niemcami. Oto bo oni nie znając języka słowiańskiego, nie mogli się rozmówić z naszymi przodkami i byli dla nich, jakoby niemowy, niemi; dlatego cudzoziemca Niemcem nazwano. Do dziś dnia lud polski w niektórych stronach każdego cudzoziemca nazywa Niemcem, chociażby on ze zupełnie innego był narodu; np. można czasem jeszcze słyszeć, że w Berlinie są szwabskie Niemcy, a w Paryżu francuzkie Niemcy. Jestto zupełnie źle i błędnie, bo Francuz nie jest Niemcem, a nie wszyscy znowu Niemcy są Szwabami, (bo tylko część Niemców tak się nazywa) ale to wysłowienie poucza nas, co pierwotnie oznaczało w Słowiańszczyźnie to słowo: Niemiec, a mianowicie każdego człowieka, który był niemy na słowiańską mowę, t j. nierozumiał jej.
Słowiańskie narody są: Polacy, Łużyczanie, Czesi, Rusini, Słowacy, Słowieńcy, Kroaci, Serbowie i Bułgarowie, tudzież pół na pół Moskale czyli Rosyanie, którzy powstali ze zmieszania krwi ruskiej z tatarską. Moskale są narodem bardzo młodym; w tych czasach, kiedy się poczyna historya polska, czeska lub ruska, nie było jeszcze ani słychu o istnieniu Moskali czyli Rosyan; do historyi zaś europejskiej należą oni niespełna dopiero od 200 lat. - Słowianie zajmowali pierwotnie tj. za najstarszych pogańskich jeszcze czasów, o dużo więcej ziemi, niż dzisiaj. Wszystko koło rzeki Łaby (Elbe) było krainą słowiańską. Ludy te słowiańskie wyginęły w walkach z Niemcami, bo Niemcy zwykli byli po każdem prawie zwycięstwie urządzać rzezie miejscowej ludności, co zresztą sami niemieccy kronikarze opisują bez wstydu.
Ta pierwotna Słowiańszczyzna dzieliła się na części jeszcze o dużo więcej, niż dzisiaj. Zamiast narodów znaczniejszych, które są dzisiaj, były tylko drobne ludki, a każdy z nich żył sobie osobno. Nad każdą prawie większą rzeką siedział inny ludek, mający osobnych naczelników i odrębne często interesy, nie bardzo się stykając z sąsiadami. Na wyżywienie człowieka trzeba było wtenczas ziemi o dużo więcej, niż dzisiaj; całe grunta wielkiej, ludnej wsi dzisiejszej, starczyły wówczas ledwie na wyżywienie jednej rodziny, przez to, że więcej było moczarów, niż gleby, a i tej nie umiano uprawiać, jak należy, nie umiano sobie radzić. Ludzi było mało, a jednak raz wraz zdarzały się przeludnienia, tj. że na pewnem miejscu, w pewnej okolicy zebrało się ludzi więcej, niż ich ziemia, bór i rzeka mogły wyżywić; działo się to przez sam naturalny przyrost ludności; dorosły dzieci, przybyły wnuki, a kiedy pojawiły się prawnuki, było ich już tylu, że byle rok gorszy sprowadzał głód; nie było innej rady, jak wyprawić część młodzieży w świat, żeby sobie szukali nowych siedzib.
W ten sposób dokonała się kolonizacya Ślązka z Wielkopolski i to na dwa razy. Polanie, lud osiadły w dzisiejszej Wielkopolsce, mieszkali nad średnią Wartą, w okolicach, gdzie potem stanęły miasta Gniezno i Poznań, i zajmowali kraj na południe od Warty mniej więcej do rzek Orlej i Barycza. Do Barycza wpływa dużo rzek mniejszych, a wszystkie płyną z południa, tak, że sama przyroda wskazywała tym dzieciom Polan pochód na południe w górę rzek. Część ich została na prawym brzegu Odry, w dorzeczu Widawy, ale większa i znaczniejsza część przeprawiła się na drugą stronę Odry i osiadła nad rzeką, którą nazwali Ślęzą, a od której sami potem nazwali się Ślązanami. - Drugim zaś razem inna znowu drużyna emigracyjna Polan doszła do rzeki, której brzegi odznaczały się obfitością bobrów; nazwali ją przeto Bóbr, a sami siebie Bobrzanami. - Tak tedy istniały blisko siebie dwie kolonie z Wielkopolski; ale przez długie czasy nie miały ze sobą styczności, oddzielone dużą puszczą. Ślązanie rozrodzili się i zajmowali coraz więcej kraju. Powysyłali z biegiem czasu osadników nad Wystrzycę w jedną stroną, a w drugą stronę nad Oławę i Nissę; ci znowu przekroczyli Odrę i powysyłali nowych kolonistów nad Widawę, gdzie się zetknęli po czasie z potomkami braci swych przodków z nad Warty, nad Stobrawę, Brynicę i Małapanew. Tak Ślązanie w ciągu kilku pokoleń zajmowali kraj coraz szerszy i stali się ludem znacznie potężniejszym od Bobrzan; to tez kraj cały otrzymał od nich nazwę Ślązka, jako kraj zajęty i urządzony najpierw przez Ślązan.
Rozszerzając swe siedziby dotarli wreszcie Ślązanie do granic innych ludków drobnych i spotkali się z sąsiadami. Na wschód sąsiadowali z Łęczycanami i z Sieradzanami, a jeszcze później z Chrobatami nad Wisłą, a mianowicie z krakowską ich częścią. Na południe mieli Morawiaków i kilka drobnych ludków czeskich. Na zachodzie stykali się z swymi braćmi Bobrzanami, a na północ z swym własnym ojczystym ludem Polan. Teraz już nie było wolnej ziemi do okoła, którąby można było zajmować. Odtąd były tylko dwa sposoby, żeby uniknąć klęski głodowej z przeludnienia. Należało trzebić lasy bardziej, niż dotychczas i urządzać kolonizacyę wewnętrzną, w środku swoich borów i dbać o lepszą uprawę ziemi; to był jeden sposób. Drugi zaś polegał na tem, żeby przemocą zająć kawał kraju, do którego już inny ludek miał prawa. Rozpoczęły się tedy walki o posiadanie ziemi. Natenczas wytworzył się odrębny stan wojskowy; co do wojny było zdatniejszego, i ci, którzy woleli wojenkę, niż orkę, tworzyli potem straż zbrojną swojej ziemi, straż wojskową. Który ludek więcej miał czy zdatności czy szczęścia na tych wojenkach, ten najbardziej rozszerzał swoje posiadłości i narzucał sąsiadom swoją wolę. Tak np. Ślązanie widocznie więcej mieli szczęścia od Bobrzanów i zaczęli nad nimi panować, tak, że ich kraj do swojej dołączyli władzy; toteż zaginął potem słuch o Bobrzanach, a ich kraj stał się także częścią Ślązka.
Na wojnie potrzeba silnej władzy, surowego rozkazu i ślepego posłuszeństwa. Toteż skoro tylko zaczęły się wojny, powstała też niedługo władza naczelnika wojskowego, czyli władza książęca, sprawowana przez księcia, otoczonego drużyną wojenną, wyczekującą każdej chwili jego rozkazów. W czasach ustawicznej niepewności i ciągłych zawieruch, ten lud największe miał powodzenie, który największą w sobie wyrobił karność, którego książę największą miał władzę i najpowolniejszy dla siebie znajdował posłuch. W pośród tego ludu największy był porządek i bezpieczeństwo, a te ludy, które nie umiały czy przez niesforność nie chciały poddać się władzy jednego z rodaków, te które chciały żyć ciągle dalej po staremu, bez drużyny wojennej i bez księcia, te musiały z konieczności uledz innym. Zmieniły się czasy, nastał nowy okres, trzeba się było inaczej urządzić, dać sobie spokój z urządzeniem społecznem starem, które już było nieprzydatne, a przyjąć tę nową organizacyę, czyli nowe urządzenie porządku publicznego. Z tych-to przemian miała powstać po pewnym czasie nasza organizacya państwowa. Wytworzyła się ona najwcześniej w Wielkopolsce, dlatego też tam jest kolebka państwa polskiego.
Wkrótce też spostrzegli nasi praojcowie, że im o dużo lepiej jest, skoro więcej ludków należy do jednego państwa i nigdy już wojen o to nie było; owszem, garnięto się koło władzy książęcej, skupiono się coraz bardziej w gromadę, coraz większe i większe tworząc państwo. A że Polanie z Wielkopolski najlepszą mieli organizacya państwową, wkrótce też Ślązk do ich państwa się przyłączył.
Był już spory czas, żeby z tych różnych polskich ludków wytworzyła się jaka większa całość; gdyby nie to połączenie się w państwo polskie, pod zwierzchnią władzą jednego księcia polskiego, wspólnego Polanom, Ślązanom, Sieradzanom, Łęczycanom itd., gdyby nie to, byłyby te wszystkie ludy zmarniały w niemieckiej niewoli, tak że nie zostałby z nich ani jeden człowiek, z języka ich ani jedno słówko, a z ich osad ani jedna chatyna. Był już spory czas! Byłoby się stało z temi ludami to samo, co się stało z naszymi braćmi na Zachodzie za Odrą i Łabą.
Jak ze słowiańskich lechickich plemion powstawało powoli państwo polskie, tak samo, zupełnie w ten sam sposób powstawało z germańskich ludków państwo niemieckie. Ale u Niemców zaczęła się ta organizacya o dużo wcześniej, niż u nas, dlatego że znacznie wcześniej zaczął im doskwierać głód. Mieli bowiem Niemcy bardzo a bardzo mało ziemi; tyle, co jest pomiędzy Renem, Wezerą a Menem i to jeszcze nie ze wszystkiem; ziemia to nie taka żyzna, jak polska, ale przeciwnie, bardzo jałowa i nieurodzajna. Tem większa przez to była między nimi zawiść, tem wcześniej zaczęły się te graniczne wojny jednego pokolenia z drugiem, ale też za to tem wcześniej urządzili sobie przez to organizacje państwową. Zaprowadzony porządek i ład ten miał skutek, że ludność w spokoju bardzo prędko się pomnażała i niedługo nastało groźne przeludnienie. Dokąd teraz się udać? Na wschód, na Słowian, odebrać im ziemię. Tak zaczęło się to parcie na wschód (D r a n g n a c h O s t e n), które trwa do dziś dnia.
Walka była nierówna. Słowianie nadłabscy tj. nad rzeką Łabą (Elbe) nie mieli z początku ani książąt, ani drużyn wojennych; tego dopiero teraz od Niemców nauczyć się mieli. Ale chociaż urządzali się, jak mogli, i mieli potem książąt i wojowników, nie starczyło im jednakże już czasu, żeby założyć jakie większe państwo. Każdy ludek walczył osobno, a choć bronili bohatersko słowiańskiej ziemi, nic to nie pomogło, bo każdy z osobna walczył i ginął; zwyciężyć można było tylko walcząc wspólnie, pod wspólnym księciem, a tego jeszcze nie było. Największe organizacye państwowe pomiędzy Łabą i Odrą były na północy, blizko morza, państwa Wilków, Lutyków i Obodrytów, ale i te były za słabe na niemiecką nawałę, a w jedno nie połączyły się nigdy. Te zaginione ludy, po których nie zostało ani nawet najmniejszego śladu, to byli nasi rodzeni bracia, to także były ludy lechickie. Gdyby o sto lat wcześniej powstało było państwo polskie, język polski sięgałby może do dziś dnia za Odrę wzdłuż całego jej biegu; bo cała Odra, od źródeł aż do ujścia, płynie przez kraje pierwotnie lechickie, a zatem polskie.
Taki sam los, zupełna zagłada, czekała resztę lechickich plemion; ale na szczęście, gdy Niemcy doszli do Odry, było już przeciw państwu niemieckiemu państwo polskie, dosyć duże, żeby się podjąć tej walki z pomyślnym skutkiem. Lud też polski na Ślązku, ci potomkowie Polan z Wielkopolski, zawdzięczali ocalenie temu, że się jeszcze dość wcześnie połączyli z Wielkopolską.
 Stało się to jeszcze za czasów pogańskich, przed przyjęciem wiary świętej. Niemcy byli już wcześniej chrześcijanami. Opowiemy teraz o nawróceniu Niemców i Polaków na wiarę chrześcijańską i od tego zaczniemy opowiadać historyę Ślązka, jak po kolei wypadki po sobie następowały.
ciąg dalszy

 
Wydawnictwa Instytutu Śląskiego

Kazimierz Piwarski

Historia Śląska w zarysie

Katowice Wrocław 1947

(...)

Rozdział X 

NARZUCENIE RZĄDÓW CZESKICH

Jan Luksemburczyk jako jeden z celów swych dążeń wyznaczył sobie opanowanie Polski: jako następca Przemyślidów na tronie czeskim uważał się zarazem za spadkobiercę ich roszczeń do korony polskiej. Gdy tylko tedy zabezpieczył sobie panowanie w Czechach i wzmocnił swą pozycję w Niemczech, pomyślał o wyprawie na Polskę. Do akcji wojennej przygotował się starannie, licząc się z tym, że tymczasem Łakietek już mocno siedział w siodle i przez koronację w Krakowie (1320) zapewnił sobie znaczny autorytet wśród innych Piastowiczów i całej ludności polskiej. Teraz Luksemburczyk chciał zdobyć Kraków i zepchnąć z tronu Łokietka, a następnie przez akt uroczystej koronacji na króla polskiego i faktyczne władanie głównymi ziemiami polskimi nadać swym roszczeniom solidne podstawy. 
Król czeski ruszył w początkach 1327 r. ze znacznym wojskiem przez Morawy ku Śląskowi, kierując swój marsz na Kraków. W drodze stawili się w obozie Jana liczni książęta górnośląscy, Piastowicze, i złożyli mu hołd lenny. Nie trudno wyjaśnić, jakie motywy kierowały owymi Piastowiczami. Przede wszystkim obawa przed znaczną potęgą króla czeskiego; ponadto liczenie się z tym, iż Jan Luksemburski, który nosił tytuł króla polskiego, zawładnie niebawem Krakowem i innymi ziemiami polskimi, że tedy będzie on istotnym panem całej Polski. Zaimponowała im więc siła króla czeskiego i przed nią się korzyli. Nie przeraził się jednak potęgi czeskiej Łokietek i dobrze umocnił Kraków, a ponadto zapewnił sobie poparcie Węgier. Zaskoczyło to Luksemburczyka. Gdy tedy pierwszy atak czeski na Kraków się nie powiódł, Luksemburczyk zraził się rychło do całej imprezy, zwłaszcza, iż .obawiał się zbrojnej interwencji króla węgierskiego Karola (z domu Anjou) po stronie Łokietka. Nad spodziewanie szybko wycofał się król czeski z armią do Czech. Atak na Kraków skończył się zupełnym niepowodzeniem. Natomiast trwałym rezultatem wyprawy Jana było dokonane pod naciskiem zbrojnym czeskim shołdowanie wspomnianych Piastowiczów: Bolka niemodlińskiego, Leszka raciborskiego, Kazimierza cieszyńskiego, Władysława kozielsko-bytomskiego, Jana oświęcimskiego. Należy podkreślić, że dawny hołd lenny ks. Kazimierza bytomskiego z r. 1289 poszedł już w owych latach, zdaje się, w zapomnienie; dopiero wypadki z r. 1327 stanowią pewniejszą podstawę dla zwierzchnictwa królów czeskich nad Śląskiem. 
Wprawdzie na razie chodziło jedynie o kilku książąt śląskich, którzy złożyli hołd lenny Luksemburczykowi. Mogłoby to mieć tylko znaczenie lokalne, gdyby nie następne wypadki. Głos bowiem naraz zabrali Niemcy wrocławscy. Fakt shołdowania kilku książąt śląskich przez króla Czech uznali za hasło do szybkiego działania. Od dawna marzyli o tym, by uchronić się przed pretensjami księcia Bolesława brzeskiego do miasta Wrocławia, zwłaszcza, iż ów książę brzeski był sojusznikiem Łokietka. Nie chcieli być pod władztwem polskim; garnęli się pod zwierzchnictwo króla czeskiego, Niemca i protektora niemczyzny. Pod ich to wpływem książę Henryk VI udał się do Pragi i tamże odstąpił swe księstwo Janowi Luksemburskiemu, pomijając słuszne pretensje własnych braci - Bolesława brzeskiego i Władysława. Dla króla Jana była to okazja wyjątkowa, kuł tedy żelazo póki gorące. W kwietniu 1327 r. udał się z Pragi do Wrocławia i przyjął hołd mieszczan, jako przyszły władca (po śmierci Henryka VI); w zamian za uległość przyznał Jan Wrocławianom ogromne przywileje handlowe, obiecał im rozległy samorząd, oraz poparcie w sporach z biskupem. Henryka VI wreszcie wynagrodził Jan Luksemburski za wydanie mu Wrocławia przyznaniem w dożywotnie posiadanie ziemi kłodzkiej wraz z rentą pieniężną. 
Krok Henryka VI był zdradą wobec interesów polskich. Zniemczały książę wrocławski (ożeniony był z Anną z Habsburgów), zacietrzewiony sporami z braćmi, nieprzyjazny Łokietkowi, który ich popierał, uległ zupełnie podszeptom doradców niemieckich, wśród których źródła wymieniają przede wszystkim kanonika wrocławskiego, wpływowego w kapitule, Mikołaja z Bancz, oraz bogatą rodzinę mieszczan wrocławskich, Mollensdorfów. Wiemy już, że mieszczanie niemieccy Wrocławia dążyli usilnie do przejścia pod rządy Luksemburczyka. Na domiar dążenia te popierała część kapituły, duchowni Niemcy, którzy wydatnie wzmocnili' swe wpływy na niekorzyść Polaków za czasów - biskupa Henryka z Wierzbna (1302-1319), pochodzącego wprawdzie z magnackiej rodziny śląskiej, ale zniemczałego. Dumny ten książę Kościoła, który rządził się udzielnie w ziemi nysko-otmuchowskiej, zażywając uprawnień księcia świeckiego na tym terenie, jak żaden dotąd z jego poprzedników zasłużył sobie na bardzo surową ocenę z punktu widzenia interesów polskości na Śląsku: Jako biskup wrocławski chciał się wyłamać spod zwierzchnictwa metropolii gnieźnieńskiej, zasługując sobie na ostre słowa nagany ze strony arcybiskupa Jakuba Świnki. W przełomowych latach początków XIV wieku, gdy ważyły się losy Polski i Śląska, przeciwstawiał się prądowi odrodzenia państwowości polskiej, który reprezentował Świnka, a urzeczywistniał najskuteczniej Władysław Łokietek. Na terenie swej diecezji protegował wyraźnie niemczyznę. Po jego śmierci rozzuchwaleni kanonicy Niemcy wysunęli kandydaturę swego rodaka, przeciw Polakowi. Na skutek sporów w kapitule przez lat kilka Wrocław nie miał biskupa. 
W końcu na stolicę biskupią wrocławską został powołany Nanker, dotychczas biskup krakowski, ale pochodzący ze Śląska (z ziemi bytomskiej, szlachcic herbu Oksza), stronnik Łokietka, gorliwy kapłan i dobry Polak. Przeniesienie Nankera do Wrocławia było wynikiem starań Lokietka, który w ten sposób chciał ratować swe wpływy na Śląsku i bronić łączności kościelnej, w następstwie i politycznej, ziemi śląskiej z Polską; poparł Nankera i papież, gdyż właśnie potrzebował w Wrocławiu szczególnie oddanego sprawie Kościoła biskupa. Od dawna bowiem niemieccy koloniści sprzeciwiali się płaceniu na rzecz Kościoła tzw. świętopietrza, które pobierano w całej Polsce, a więc i w diecezji wrocławskiej jako części składowej metropolii gnieźnieńskiej. Niemców drażniły owe opłaty, gdyż stanowiły one dla nich obciążenie finansowe, a więcej jeszcze z tegu powodu, iż były one widomym znakiem łączności Śląska z Polską. Występowali tedy ostro mieszczanie wrocławscy przeciw świętopietrzu, zyskując sobie poparcie księcia Henryka VI i nawet niektórych członków kapituły, oczywiście Niemców. Doszło do tego, iż nuncjusz papieski, Piotr z Alverni, który zbyt może gorliwie nalegał na zapłatę zaległości świętopietrza, znalazł się w niebezpieczeństwie życia. Nanker, przybywszy do Wrocławia (1327), poparł stanowisko nuncjusza. Nominację jego z nienawiścią przyjęli mieszczanie Niemcy i niemieccy członkowie kapituły, widząc w nim nie tylko obrońcę praw Kościoła, ale stronnika Łokietka i - Polaka. Agitacja niemiecka doprowadziła w r. 1328 do tego, że tłum wdarł się do katedry, zabił kilku dworzan biskupa, zrabował mienie biskupie, a samemu Nankerowi i nuncjuszowi groził śmiercią! W napadzie uczestniczył książę Henryk VI, zupełnie przez Niemców pozyskany. Nanker uszedł do Nysy i stamtąd rzucił klątwę na miasto. Wraz z nim uszli polscy kanonicy, natomiast niemieccy kanonicy z Mikołajem z Bancz na czele pozostali we Wrocławiu.  ' 
Nanker nie czuł się bezpieczny i w Nysie, gdyż książę Bolko ziębicki, który również wystąpił (pod wpływem Niemców) przeciw świętopietrzu, zaczął najeżdżać i grabić ziemię nysko-otmuchowską; schronił się tedy Nanker w Polsce. Mikołaj z Bancz i inni niemieccy kanonicy nie życzyli sobie jednak przewlekania zatargu, zwłaszcza, iż w końcu mogli się narazić na gromy papieża, który musiał stanąć po stronie biskupa. Postępując bardzo zręcznie, zapośredniczyli niebawem ugodę przy udziale króla Jana, który znów przybył do Wrocławia. Miasto przeprosiło biskupa i Nanker wrócił do Wrocławia. Ale powrót jego był możliwy w tych warunkach jedynie dzięki pośrednictwu większości niemieckiej w kapitule i króla Czech. Dano Nankerowi do zrozumienia, że bez tych czynników nie może niczego poczynać na stolicy biskupiej wrocławskiej. Niemcy wrocławscy i król czeski wspólnie starali się obezwładnić biskupa i uniemożliwić mu jego akcję na rzecz Łokietka i polskości. - Wypadki te świadczą najlepiej, jak wpływy niemieckie. zdecydowały o losach Wrocławia i losach Śląska w owych latach. Rozzuchwalona niemczyzna, triumfująca od chwili, gdy Henryk VI przekazał przyszłe rządy w księstwie wrocławskim Luksemburczykowi, nie chciała już w żaden sposób dopuścić powrotnej fali polskości do stolicy Śląska. Widać stąd jasno, jaką rolę odegrał w dziejach śląskich Henryk VI: książę-Piastowicz, który walnie przyczynił się do oddania Śląska, formalnie w ręce czeskie, naprawdę niemieckie. 
Zapewniwszy sobie wpływ decydujący i przyszłe rządy we Wrocławiu, starał się Jan Luksemburczyk zmusić do uznania swego zwierzchnictwa również i innych książąt śląskich. Już w r. 1327 złożył mu hołd ostatni niezależny dotąd książę górnośląski, Bolko opolski. W r. 1328 toż samo uczynili, ulegając przemożnemu naciskowi króla Jana oraz oplątani jego intrygami: Jan ścinawski, Konrad oleśnicki i Henryk żagański, a wreszcie Bolesław brzesko-legnicki, zagrożony pretensjami swego brata Władysława do Legnicy, do której prawa chciał tenże odsprzedać Luksemburgowi, byleby tylko pomścić się na bracie, odmawiającym mu wydania części ojcowizny, licząc, że król czeski potrafi już wyrwać Legnicę z rąk Bolesława! Co prawda Jan Luksemburczyk nie miał pieniędzy na zapłatę pretensji Władysława i los tego wykolejeńca był mu zupełnie obojętny; wyzyskał jednak propozycję Władysława, by zmusić księcia brzeskiego do uznania zwierzchnictwa czeskiego. Tak to Piastowicze sami ułatwiali królowi czeskiemu rozszerzanie zwierzchnictwa na coraz dalsze połacie Śląska! Natomiast chlubny wyjątek wśród Piastowiczów śląskich stanowili: Przemko głogowski, ożeniony z wnuczką Łokietka Konstancją i szwagier jego Bolko II świdnicki (syn Kunegundy Łokietkówny, żony Bernarda świdnickiego, której córką była wspomniana Konstancja). W takim Przemku ozwała się dusza piastowska, kiedy na wezwanie króla czeskiego, by uznał jego zwierzchnictwo, odpowiedział, że "woli na jednym koniu opuścić swą ziemię, niż być poddanym innego monarchy". Przemko i Bolko II świdnicki byli stronnikami Łokietka i dzięki ich stanowisku król polski mógł jeszcze w pomyślnych dla siebie warunkach podjąć starania o uwolnienie Śląska spod zwierzchnictwa Jana Luksemburczyka. Wprawdzie dzielny Przemko głogowski zmarł przedwcześnie (1331) i częścią jego ziem podzielili się bracia (Jan ścinawski i Henryk żagański), obaj lennicy czescy. Ale najważniejsze grody, Głogów i• Tarnów, zachowała w swym posiadaniu młoda wdowa Konstancja, poddając się pod opiekę brata, Bolka II świdnickiego; ten to książę stanowił. teraz główną zaporę dla rozszerzenia się zwierzchnictwa Jana Luksemburskiego na cały Śląsk. 
Losy Śląska jeszcze się ważyły. Mimo, że znaczna większość kraju znajdowała się pod przewagą czeską, mogło się wiele zmienić. Postępy bowiem terytorialne Jana Luksemburczyka wywołały zaniepokojenie u innych państw. Węgry silniej wiązały się z Polską, co oznaczało dla Łokietka wydatne wzmocnienie w razie nowego konfliktu z Luksemburgiem. Na domiar w Niemczech piętrzyły się przed królem Janem liczne trudności: zwłaszcza Habsburgowie gotowali się do uderzenia na Czechy. W tych warunkach postanowił Luksemburg uderzyć najpierw na Polskę. Wszedł w porozumienie z krzyżakami i chciał uderzeniem z dwu stron na Łokietka zadać mu cios ostateczny. Roiły mu się nawet raz jeszcze plany opanowania całej Polski.  W r. 1331 nastąpiło uderzenie krzyżackie na Wielkopolskę. Równocześnie podążył Jan Luksemburski z wojskiem na Śląsk, by podać rękę krzyżakom i wspólnymi siłami zgnieść Łokietka. Gdyby się jego ówczesne plany ziściły, oznaczałoby to zapewne koniec niepodległości Polski, na której zgubę sprzysiągł się ów Niemiec na tronie czeskim wraz z zionącym nienawiścią do wszystkiego co polskie zakonem krzyżackim. Tymczasem z bliżej nieznanych przyczyn (może wskutek przeszkód, stawianych przez Bolka świdnickiego?) pochód wojsk Luksemburga tak się opóźnił, iż armia krzyżacka nie doczekała się w Wielkopolsce nadejścia sojuszników i rozpoczęła odwrót, naciskana przez zastępy Łokietkowe, które na domiar zniszczyły jedną kolumnę krzyżacką w bitwie pod Płowcami. Wieść o tym zastała Jana Luksemburczyka we Wrocławiu. Wobec odwrotu krzyżaków odroczył plany ataku na Polskę. Natomiast zadał cios poważny sojusznikowi Łokietka, Bolkowi świdnickiemu. Na czele swych wojsk (złożonych w znacznej części z najemników Niemców) ruszył pod Głogów i opanował miasto wskutek zdrady miejscowego starosty, po czym ogłosił przyłączenie miasta do korony czeskiej. W ten sposób po raz pierwszy na tym kawałku ziemi śląskiej zlikwidowane zostały rządy piastowskie (Wrocław miał być włączony dopiero po śmierci Henryka VI). Wdowa po Przemku, wyzuta ze swych posiadłości, znalazła schronienie w Polsce, gdzie zakończyła życie w klasztorze. Jan Luksemburski mianował starostą w.. Głogowie Czecha, Hinka z Dubu. [ Król Jan wkroczył jeszcze następnie do Wielkopolski, licząc zapewne na ponowny atak krzyżacki na ziemie polskie od północy. Przystąpił nawet do oblężenia Poznania, ale po kilka dniach zarządził pospieszny odwrót swej armii w kierunku Wrocławia, spiesząc• na pogranicze Moraw, zagrożonych od strony Węgier.] 
Nad ziemią śląską zaciążyły rządy obce, narzucone przemocą, przywitane z radością jedynie przez żywioł niemiecki, a zwłaszcza, rosnący w bogactwa i znaczenie patrycjat miejski, tak w samym Wrocławiu jak i innych miastach Śląska Dolnego. Niemieccy mieszczanie zacierali ręce z radości, pewni, że nowy zwierzchnik kraju udzieli im poparcia. W istocie wiadomo, iż Wrocław został wynagrodzony przez Jana Luksemburskiego rozległymi przywilejami. Objęty nimi został przede wszystkim patrycjat miejski, który już pod rządami Henryka VI zapewnił sobie wyłączny wpływ na zarząd miasta. W radzie miejskiej nie było miejsca dla przedstawicieli rzemiosł, w których przeważał żywioł polski. Napróżno rzemieślnicy domagali się demokratyzacji stosunków w mieście. Odmawiano im praw, natomiast nakładano na nich ogromne ciężary. Gdy zrozpaczeni szukali sprawiedliwości na drodze rozruchów, spotkali się z krwawymi represjami ze strony połączonych czynników: patrycjatu i księcia. Niemcy wiedzieli dobrze, że gnębiąc klasy niższe w mieście, gnębią zarazem żywioł polski. Akcja ich była celowa, złowroga dla polskości w miastach śląskich. Podobne bowiem stosunki, jak we Wrocławiu, zapanowały niebawem i w innych miastach na ziemi śląskiej. Wszędzie panoszył się element niemiecki, popierany przez zniemczałych książąt i przez nowego •pana kraju, króla czeskiego. Oderwanie Śląska od Polski musiało w następstwie przynieść dotkliwe straty dla polskości tej prastarej ziemi piastowskiej. 

Rozdział XI 
POLSKA FORMALNIE TRACI ŚLĄSK NA RZECZ CZECH 

Władysław Łokietek prowadził w ostatnich latach swego życia ciężką walkę na dwa fronty: z Czechami i z krzyżakami. Walka to była nie równa, wobec przeważających sił wrogów. Okazało się, że nie tylko niema mowy na razie o odzyskaniu władztwa polskiego nad Śląskiem czy Pomorzem, lecz że nadto Polska narażona jest na ataki wroga na dalsze ziemie polskie, a nawet na straty terytorialne (zajęcie Kujaw przez krzyżaków i - krótkotrwałe zresztą - opanowanie części Wielkopolski przez wojska czeskie). Następca tedy Łokietka, Kazimierz Wielki (1333-1370) uznał konieczność zmiany polityki polskiej. Przede wszystkim pragnął położyć nacisk na odbudowę wewnętrzną kraju i usunięcie śladów koszmarnego okresu dzielnicowego przez trwałe związanie poszczególnych ziem polskich w jedną mocną organizację państwa . 
W polityce zagranicznej zamierzał skupić siły polskie narazie przeciw jednemu wrogowi, mianowicie krzyżakom.. W związku z tym podjął Kazimierz starania o zażegnanie konfliktu wojennego z Janem Luksemburskim, co tym było dla niego ważniejsze, iż w ten sposób chciał oderwać od krzyżaków potężnego ich sojusznika. Porozumienie jednak z królem czeskim wymagało ofiar i to poważnych. Jan Luksemburski miał w ręku dwa mocne atuty: zwierzchnictwo nad większą częścią Śląska, bezpośrednie władanie nad Głogowem i ekspektatywę do podobnego władania nad Wrocławiem, a ponadto tytuł króla Polskiego, który przybrał sobie jako następca Przemyślidów, co ogromnie utrudniało Kazimierzowi swobodę ruchów na arenie dyplomacji europejskiej, gdyż tytuł Jana Luksemburczyka był przez niektóre dwory uznawany, nie mówiąc już o tym, że król czeski mógł w odpowiedniej chwili posłużyć. się swymi roszczeniami do korony polskiej jako pretekstem do akcji zbrojnej przeciw Kazimierzowi. Król polski starał się przynajmniej ów drugi atut wydrzeć Luksemburgowi. 

W tym oświetleniu dopiero zrozumiała jest polityka ustępstw w stosunku do Czech, jaką zapoczątkował król Kazimierz. Najpierw zawarł w Sandomierzu w r. 1335 osobne zawieszenie broni z królem Czech, przez co rozerwał już sojusz czesko-krzyżacki. W tymże roku doszło do podpisania umowy polsko-czeskiej w Trenczynie, w której Jan Luksemburski rezygnował z pretensji do korony polskiej i z tytułu królewskiego, a Kazimierz zrzekał się praw do tych ziem śląskich, które już znajdowały się pod zwierzchnictwem czeskim. Była to umowa tymczasowa, która miała być potwierdzona na zjeździe obu władców i króla węgierskiego w Wyszehradzie, który istotnie odbył się jeszcze w r. 1335. Jan Luksemburski zrzekł się tytułu króla polskiego, co znacznie wzmacniało pozycję Kazimierza na dworach europejskich, jako jedynego faktycznego i formalnego władcy Polski i piastuna godności króla polskiego: w zamian za to zrzeczenie się Kazimierz wypłacił Janowi znaczną kwotę pieniężną. Należałoby oczekiwać. że zgodnie z umową trenczyńską Kazimierz wyda w Wyszehradzie akt, potwierdzający rezygnację z ziem śląskich. To jednak nie nastąpiło. W nieznanych nam bliżej okolicznościach udało się Kazimierzowi odwlec ratyfikację owego zrzeczenia się na jakiś czas. Dowodzi to tylko, jak silne miał król polski poczucie swych praw do Śląska i z jaką trudnością przychodziło mu wyrzec słowa rezygnacji. Zapewne miał Kazimierz nadzieję, że niebawem załatwi pomyślnie konflikt z krzyżakami, a wtedy będzie mógł wystąpić wobec Jana, Luksemburczyka z żądanie m zwrotu części przynajmniej ziem śląskich. Nadzieje te jednak się nie spełniły. Sprawa z krzyżakami była niezwykle ciężka i przewlekła, a wobec dalszego nacisku ze strony Jana Luksemburskiego odraczanie ratyfikacji zbyt długie stało się niemożliwością. 
Zaniepokojony stanowiskiem Kazimierza, starał się teraz król czeski co rychlej umocnić i rozszerzyć swą władzę na ziemiach śląskich. Gdy w r. 1335 zmarł Henryk VI wrocławski, niezwłocznie Jan objął Wrocław w swe posiadanie, osadzając tamże czeskiego starostę. Uzyskał równocześnie możność swobodnego dysponowania ziemią kłodzką, którą dożywotnio dzierżył Henryk VI. Ziemia ta posłużyła królowi Czech jako przynęta dla księcia Bolka ziębickiego, który, podobnie jak inni książęta linii świdnickiej, dotąd uchylał się z powodzeniem od przyjęcia zwierzchnictwa czeskiego. Właśnie niedawno (1335) zdołał nawet Bolko odeprzeć atak zastępów czeskich, które na księstwo ziębickie poprowadził Karol, syn Jana Luksemburskiego. Pod wrażeniem jednak dalszego umacniania się władzy króla czeskiego na Śląsku, czego widomym znakiem było przejęcie w bezpośrednie władanie Wrocławia, ustąpił wreszcie Bolko, tym więcej, że mu za to obiecano ziemię kłodzką w dożywocie, co stanowiło smakowity kąsek dla rozrzutnego księcia, pogrążonego w ciężkich kłopotach finansowych. W r. 1336 złożył Bolko hołd lenny Janowi. Otrzymał wprawdzie w dożywocie Kłodzko, natomiast musiał niebawem oddać Janowi szereg swych grodów, jak Ząbkowice, Strzelin, Więzów i Dzierżoniów, pod zastaw sum, które król czeski wyłożył na zapłacenie licznych wierzycieli lekkomyślnego Piastowicza. W rezultacie zachował Bolko jedynie Ziębice, no i Kłodzko, przez co w ogólności spadł do rzędu książątek śląskich bez większego znaczenia. 
Shołdowanie Ziębic stanowiło wstęp da dalszych zakusów Jana w kierunku zmuszenia do uległości książąt linii świdnickiej . Na najsilniejszy nacisk wystawiany był Henryk jaworski, który posiadał część Łużyc, przedmiot apetytów zaborczych króla czeskiego. Już w r. 1329 zmuszony został do wydania Czechom Zgorzelca. Teraz Jan Luksemburski wzmógł nacisk i książę Henryk musiał mu odstąpić resztę ziem łużyckich, wraz z grodem Przewozem, który od dawna stanowił najdalej wysunięty ku Nysie łużyckiej skrawek ziem śląskich. Ponadto Henryk zawarł sojusz z królem Czech i obiecał mu pomoc zbrojną na każdą wyprawę wojenną: ale mimo wszystko hołdu lennego. nie złożył i zachował niezawisłość. Najmocniejszą pozycję w stosunku do zakusów czeskich zachowywał nadal Bolko II świdnicki i Jan Luksemburski nie mógł jej naruszyć. 
Zmuszanie da hołdu książąt była w ogólnych zamierzeniach polityki czeskiej tylko wstępem do realizacji celu właściwego: zupełnego usunięcia Piastowiczów ze Śląska i włączenia całego kraju bezpośrednio do korony czeskiej. Oczywiście, cel ten realizowali Luksemburgowie etapami, w miarę nastręczających się możliwości. Taka właśnie akcja nadarzyła się na Górnym Śląsku z chwilą śmierci Leszka raciborskiego (1327). Do spadku rościli sobie pretensje najbliżsi krewni, Piastowicze linii opolskiej. Jan Luksemburski pominął jednak te pretensje i nadał Racibórz księciu opawskiemu Mikołajowi; z rodu Przemyś1idów, a więc Czechowi, ożenionemu z siostrą zmarłego Leszka. Gdy Piastowie opolscy głośna wyrzekali na swą krzywdę, uwzględnił Jan ich pretensje o tyle, że przyznał im Koźle i Gliwice; Racibórz jednak pozostał w ręku Mikołaja Przemyślidy. Piastowicze śląscy mogli się teraz przekonać naocznie, że przejście pod zwierzchnictwo czeskie
oznaczało coś więcej, niż zmianę formalną władcy zwierzchniego; stopniowo Luksemburgowie starali się likwidować rządy piastowskie jako przypominające dawne związki Śląska z Polską. Osadzenie Przemyślidy w Raciborzu miało być jednym z etapów na tej drodze, zresztą znowuż jako etap przejściowy do zupełnego wcielenia Raciborza do korony czeskiej. 
Krok za krokiem Jan Luksemburski starał się wzmocnić swą pozycję monarszą na Śląsku. W czasie pobytu swego we Wrocławiu w r. 1337 wydał ordynację dla księstwa wrocławskiego, która jednakże w istocie tyczyła się całego Śląska: zawierała ona bowiem m. i. przepisy regulujące żeglugę na Odrze i dawała szerokie uprawnienia staroście wrocławskiemu, upoważniając go np. do karania przestępców również na terytoriach książąt lennych, co uwłaczało terytorialnej władzy książęcej. Znamienne były nadto te przepisy ordynacji, które poddawały rycerstwo księstwa wrocławskiego na terenie Wrocławia sądowi miejskiemu, oraz ograniczały zakres władzy sądów kościelnych w stosunku do osób świeckich. Stanowiły bowiem owe przepisy dowód, że król czeski popiera przede wszystkim interesy mieszczan (i to patrycjatu, a więc Niemców); w ogólności zaś lekceważy książąt, rycerstwo i Kościół, te czynniki, które mogły jeszcze w ówczesnych stosunkach społecznych stanowić przypomnienie tradycji polskich. Na pozór wprawdzie Jan Luksemburski okazał życzliwość biskupstwu wrocławskiemu, wydając na jego rzecz. w r. 1337 wielki przywilej. w którym brał dobra kościelne pod swą opiekę i zlecał ją wykonywać swemu staroście. W istocie jednak stanowiło to narzucenie biskupstwu protekcji królewskiej i dalsze rozszerzenie władzy starosty czeskiego. Jak zresztą ową opiekę Luksemburg pojmował, dowiódł sam niebawem, próbując opanować dla siebie gród kapituły wrocławskiej Milicz, gdyż był on ważną placówką na pograniczu Polski i miał dla króla czeskiego doniosłe znaczenie strategiczne. Wydaniu Milicza w ręce króla czeskiego przeciwny był stanowczo biskup Nanker, jak i nuncjusz papieski Galhard. 
Wobec tych sprzeciwów Jan Luksemburski na razie poniechał sprawy, by zresztą do niej niebawem powrócić. 
Najpilniejsze było przecież dlań uzyskanie od króla Kazimierza potwierdzenia rezygnacji z ziem śląskich. Kazimierz odraczał tę sprawę, w nadziei, że tymczasem załatwi konflikt z krzyżakami i będzie miał wobec Czech wolne ręce. Właśnie jednak Luksemburg napierał na załatwienie sprawy, dopóki król polski musiał wszystkie siły trzymać w pogotowiu przeciw krzyżakom. Zaszachował Kazimierza nader zręcznym posunięciem w r. 1338, zawierając sojusz z Andegawenami węgierskimi. Luksemburgowie obiecali poprzeć przyszłe starania Andegawenów o tron polski (co- było brane w rachubę, ze względu na bezdzietność Kazimierza bliskie związki familijne ostatnich królów Piastów z dworem węgierskim), w zamian za co Karol węgierski przyrzekł nie wspomagać Kazimierza, gdyby ten podjął akcję w kierunku odzyskania Ś1ąska, jak też obiecał, imieniem Andegawenów, że w razie zyskania korony polskiej nie będą z tego tytułu podnosić pretensyj do Śląska. Dotąd Kazimierz mógł. liczyć, na wypadek wznowienia konfliktu z Czechami, przede wszystkim na pomoc Węgier. Teraz i ta nadzieja upadała. W tych dopiero warunkach król polski, osamotniony politycznie, zdecydował się na akt rezygnacji ze Śląska, chcąc doprowadzić do, pełnego odprężenia stosunków z Czechami w momencie, gdy czekała go wielka rozgrywka dyplomatyczna z krzyżakami. Dnia 9 lutego 1339 r. wydał Kazimierz w Krakowie akt, potwierdzający umowę w Trenczynie, w którym formalnie rezygnował z tych ziem śląskich, które 
w r. 1335 były już w posiadaniu czeskim, lub stanowiły lenno Czech. Akt rezygnacji nie objął więc księstwa jaworskiego, świdnickiego, ani księstwa biskupiego Nysy. ani nawet księstwa ziębickiego, shołdowanego dopiero w r. 1336. , 
Fatalny ów rok 1339 przyniósł więc zerwanie węzłów łączności państwowej Śląska z Polską. Aż do tej chwili jedynie król polski uchodzić mógł za formalnego zwierzchnika Śląska, jako prastarej ziemi piastowskiej, części wielkiej macierzy polskiej. Takie było powszechne przekonanie współczesnych, czego najlepszym dowodem uparte zabiegi Jana Luksemburga o uzyskanie od Kazimierza aktu formalnego zrzeczenia się Śląska. Opanowanie ziem śląskich przez króla Czech było dziełem przemocy. Dopóki jeszcze Luksemburg nosił tytuł króla polskiego i nie tracił nadziei, iż uda mu się istotnie Polskę całą opanować, nie potrzebował tak bardzo rezygnacji ze strony króla Kazimierza. Gdyby naprawdę był panem Polski, wówczas przez to samo miałby tytuł do władania Śląskiem, tak jak jego poprzednik, Wacław II. Kiedy jednak okazało się, że musi porzucić marzenia o owładnięciu Polską, która leczyła się stopniowo z ran okresu dzielnicowego i krzepła pod rządami króla Kazimierza, wówczas niezbędnym zabezpieczeniem zdobyczy śląskiej było dla Jana uzyskanie rezygnacji Kazimierza. Tylko bowiem w ten sposób mógł pewniej osiąść na swej zdobyczy, licząc w znacznym stopniu na wrażenie, jakie akt rezygnacji Kazimierza wywrze na książętach śląskich. Odtąd tracili oni formalnie jąkąkolwiek ostoję dla swych ewentualnych starań o zrzucenie zwierzchnictwa czeskiego. Wedle brzmienia traktatów jedynym panem większości ziem śląskich był teraz król czeski. 
A jednak król Kazimierz nie uważał aktu z r. 1339 za ostateczną rezygnację z praw Polski do Śląska. Wystarczy choćby wskazać, że przecież nie objął on rezygnacją ani księstwa biskupiego w Nysie, ani ziem Piastowiczów z linii świdnicko-jaworskiej Zachowywał więc nadal liczne punkty zaczepienia dla swych przyszłych starań o odzyskanie Śląska. Akt z r. 1339 uważał za wymuszony okolicznościami, które nie pozwalały mu na razie na podjęcie walki zbrojnej z potężnym królem Czech, za ustępstwo przejściowe. Wskazują na to dobitnie jego dalsze poczynania polityczne. Wiele mamy danych po temu, że i w opinii narodu polskiego nie uważano rezygnacji z r. 1339 za decyzję nieodwołalną. Niestety nie dało się koła wydarzeń dziejowych odwrócić. Zawiniły jednakże w tym względzie najwięcej następne pokolenia narodu polskiego, które licznych możliwości odzyskania Śląska nie wykorzystały. 

R o z d z i a ł XII
UMACNIANIE SIĘ WŁADZY KRÓLÓW CZESKICH NA ŚLĄSKU 

Śląsk został oderwany od Polski przez Niemca na tronie czeskim, Luksemburga, przy walnym udziale mieszczaństwa niemieckiego (zwłaszcza Wrocławian), które książęta Piastowicze z karygodną lekkomyślnością swego czasu przygarnęli na terytorium śląskie. W ogólności żywioł niemiecki, także wśród rycerstwa, a w wyższym stopniu jeszcze wśród duchowieństwa, współdziałał w tym chwilach dziejowych z królem czeskim, a zwalczał polskość i zrywał nici, łączące Śląsk z Polską. Ową świadomą działalność antypolską Niemców można obserwować dokładnie na terenie Kościoła śląskiego. Warto się nad tym przez chwilę zastanowić. 
Wspominaliśmy już o zatargach o świętopietrze po objęciu diecezji wrocławskiej przez biskupa Nankera. W r. 1329 sprawa nieco ucichła, ale nie została bynajmniej załatwiona. Niemcy nadal sabotowali opłaty świętopietrza, zachęceni przykładem kanoników niemieckich z kapituły, którzy albo nie starali się w ogóle o ściąganie opłat, albo też chowali je do własnej kieszeni (jak ich przewódca, Mikołaj z Bancz!) i nie odsyłali do zwierzchnich władz kościelnych. Przebijała się tutaj świadoma dążność do zrywania łączności diecezji wrocławskiej z metropolią gnieźnieńską, a więc z organizacją Kościoła polskiego. Odmowa zapłaty dotykała oczywiście Stolicę Apostolską, na rzecz której z całej prowincji polskiej ściągano świętopietrze. W -tym wypadku schodziły się, interesy Polski i Rzymu, stąd też nuncjusze występowali z żądaniem uiszczania opłat. Gdy na Śląsk przybył nowy nuncjusz papieski Galhard, rozpoczął swą działalność od energicznego nacisku na kapitułę wrocławską, żądając egzekucji świętopietrza i wypłaty zebranych już, lecz zatrzymanych we Wrocławiu sum. W niemiłej sytuacji znalazł się teraz Mikołaj z Bancz, który niewątpliwie część zebranych pieniędzy schował do własnej kieszeni. Chcąc się ratować, podburzył mieszczan przeciw legatowi papieskiemu i Galhard ledwie uszedł z życiem z miasta, rzucając ekskomunikę na Mikołaja (1337). Butny Niemiec niewiele sobie przecież z tego robił, mając zapewnioną protekcję Jana Luksemburskiego. Galhard wysłał wówczas sprawozdanie do Rzymu, w którym opisał stosunki w Kościele śląskim, podkreślając, "że w miastach polskich, w których panują Niemcy, giną zupełnie prawa Stolicy Apostolskiej" (chodziło w szczególności o zapłatę świętopietrza); zwracał uwagę, iż papież winien zawczasu dopilnować, by po śmierci starego i zniedołężniałego już Nankera na stolicy biskupiej wrocławskiej zasiadł Polak, gdyż niemiecka większość kapituły i król czeski będą wspólnie zwalczać kandydaturę polską, jako dla siebie niewygodną. W ogólności przy obsadzeniu stanowisk kościelnych na Śląsku "winien papież zważyć wierność, oddanie i korzyści, jakich kamera (papieska) doznaje od Polaków, a jakich od Niemców i Czechów, między którymi taka jest różnica, jak między światłem a ciemnością".
Zgodność interesów Kurii papieskiej i Polski wykazał dalszy przebieg wypadków we Wrocławiu. Za Mikołajem z Bancz szli ławą Niemcy, wskutek czego obóz przeciwników świętopietrza wzmagał się w siły. Galhard rzucił wówczas interdykt na Wrocław i całą diecezję. Jan Luksemburski zakazał jednak stosowania się do interdyktu: posłuchali go skwapliwie Niemcy, natomiast Polacy szanowali głos nuncjusza papieskiego. Nanker wyjechał z Wrocławia z polskimi kanonikami kapituły i zamieszkał w dobrach biskupich w Otmuchowie. Wyzyskując rosnący zamęt w stosunkach kościelnych, król czeski zbrojnie opanował Milicz, gród kapituły. Wówczas stary Nanker poderwał się raz jeszcze do walki. Wrócił do Wrocławia i zażądał zwrotu Milicza. Gdy doznał odmowy, udał się do króla wraz z czterema kanonikami i rzucił nań uroczyście klątwę, po czym wyjechał do Nysy. Jan zlekceważył gromy biskupie, a nawet nakazał władzom miejskim represje wobec tych duchownych, którzy dochowali posłuszeństwa biskupowi. W istocie represje starosty i rady miejskiej (przeważnie Niemców!) dotknęły nie tylko majątki kościelne, które obłożono sekwestrem, ale i samych duchownych, głównie Polaków, wiernych biskupowi: usuwano ich brutalnie ze stanowisk, osadzając w ich miejsce sprowadzonych księży niemieckich, którzy (nie bacząc na interdykt) odprawiali nabożeństwa w kościołach wrocławskich. W ten sposób Niemcy niweczyli pracę poprzednią Nankera, który starał się stanowiska duchowne nadawać Polakom, Wystarczy przytoczyć ustawy Nankera z r. 1331, w których m. i. znamienny jest przepis, wzbraniający nadawania godności kościelnych w diecezji wrocławskiej ludziom, nie pochodzącym z prowincji kościelnej polskiej, zakazujący również .powoływania na stanowiska nauczycieli ludzi, którzy nie władają językiem polskim! Widać, jak leżała na sercu Nankerowi troska o zachowanie polskości w Kościele śląskim. Tymczasem Niemcy wrocławscy, popierani przez samego króla, otwartego protektora niemczyzny, dążyli wyraźnie do oderwania się od metropolii gnieźnieńskiej. Niestety Jan Luksemburski miał znaczne wpływy w Kurii papieskiej, a i Mikołaj z Bancz umiał tamże dotrzeć przez swych rodaków Niemców: w rezultacie papież nie stanął tak mocno po stronie Nankera, jakby należało. Mimo wszystko Nanker pozostał do końca życia nieugięty. Dzielny ten obrońca polskości Kościoła śląskiego zmarł w r. 1341. 
Teraz Jan Luksemburski pospiesznie nakłonił kapitułę do wyboru oddanego sobie człowieka, Przecława z Pogorzeli, pochodzącego z rycerskiego rodu śląskiego (z księstwa brzeskiego), ale zniemczonego: Przecław pogodził się już zupełnie z rządami czeskimi na Śląsku i był na wskroś lojalnym sługą Luksemburgów. W Polsce oczekiwano, że papież zabierze głos w sprawie obsady biskupstwa i postara się o wyniesienie kandydata Polaka, zgodnie z• zaleceniami Galharda. Wprawdzie Benedykt XII zastrzegł się, że wybór nie może być dokonany bez jego zgody. Gdy jednak kapituła mimo to wybór przeprowadziła, po myśli żądań króla czeskiego, papież w końcu ustąpił, ulegając zapewne potężnym wpływom Luksemburga i zatwierdził Przecława. Nowy biskup poszedł zupełnie po linii życzeń czeskich. Oczywiście niebawem (1342) zawarta została ugoda między Przecławem a Karolem Luksemburgiem (zastępującym ojca, Jana), kładąca kres wieloletniej walce biskupa z królem. Przecław zobowiązał się popierać króla, jako patrona diecezji wrocławskiej, i w razie potrzeby wpuścić załogi czeskie do zamków kapituły. Co prawda jako książę świecki, pan ziemi nysko-otmuchowskiej, nie wszedł formalnie w stosunek lenny do korony czeskiej. Natomiast potwierdził fakt hołdu lennego, złożonego właśnie Karolowi przez kilku książąt śląskich, dodając obietnicę, że w razie złamania przez nich przysięgi lennej dołączy do sankcji królewskich gromy kościelne! Tak to po raz pierwszy w dziejach Śląska biskup wrocławski stwierdzał, że król czeski jest prawowitym panem kraju. Stanowisko króla doznało poparcia ze strony najwyższej powagi kościelnej na ziemi śląskiej. Oczywiście fakt ten oznaczał dalsze zespolenie Śląska z państwowością czeską. Na krok podobny nie byłby się nigdy zgodził biskup - prawdziwy Polak. Dopiero Przecław z Pogorzeli, nasiąknięty kulturą niemiecką i służalec dworu Luksemburgów, pozwalał na dalsze utrwalenie się władzy królów czeskich na ziemi śląskiej[Karol zwrócił też kapitule Milicz; niebawem jednak biskup sprzedał Milicz ks. Konradowi oleśnickiemu.] 
Król polski Kazimierz zachował się na razie biernie wobec wydarzeń na Śląsku, gdyż zajęty był głównie konfliktem z krzyżakami. Liczył nawet na to, że zapewni sobie w tej sprawie życzliwość Luksemburgów. W r. 1341 udał się do Pragi i zawarł przymierze z Czechami. Niebawem jednak mógł się przekonać, jak złudne były nadzieje na poparcie ze strony Luksemburgów w sporze z zakonem krzyżackim. W końcu wszedł Kazimierz na drogę bezpośrednich rokowań z krzyżakami i zgodził się na traktat w Kaliszu (1343), w którym na razie zostawiał w rękach krzyżackich zagrabione przez nich za czasów Łokietka Pomorze; natomiast odzyskał przynajmniej ziemię kujawską. W ten sposób na jakiś czas stosunki polsko-krzyżackie zostały unormowane. Oczywiście nikt z Polaków nie myślał z Pomorza rezygnować: dostęp do Bałtyku można było odzyskać jedynie na drodze walki orężnej, a tę jeszcze z braku sil dostatecznych odkładano na czas dalszy. Uzyskawszy większą swobodę ruchów, król Kazimierz żywiej zajął się sprawami śląskimi. Już w r. 1341 posiadł (na prawach zastawu za sumy pożyczone) od Bolesława brzeskiego: Namysłów, Kluczbork, Byczynę i Wołczyn, które to ziemie śląskie przez szereg lat pozostawały teraz pod rządami polskimi. W r. 1343 zbrojnie opanował Wschowę z okolicą, ostatni skrawek ziemi wielkopolskiej, jaki z dawniejszych jeszcze czasów pozostawał pod władzą książąt śląskich linii głogowskiej. Zwrot króla polskiego ku sprawom śląskim niewątpliwie podniósł znacznie jego powagę wśród śląskich Piastowiczów. Bolko świdnicki, nieugięty obrońca niezawisłości swego księstwa wobec zakusów czeskich, związał się tym silniej z Kazimierzem. Znaczne sympatie okazywali Polsce również książęta linii opolskiej, zrażeni do Luksemburgów z powodu pominięcia ich przy sukcesji raciborskiej. Gdy na domiar Luksemburgowie popadli w ostry konflikt z cesarzem Ludwikiem bawarskim, Kazimierz uznał, że nadszedł moment właściwy do wkroczenia w sprawy śląskie. 

W r. 1345 nastąpił wybuch wojny polsko-czeskiej. Kazimierz uderzył na ziemie raciborskie, znajdujące się w posiadaniu Mikołaja Przemyślidy; zajął Pszczynę i Rybnik, wojska polskie dotarły nad Odrę. Na ratunek Przemyślidy ruszył niebawem z dużym wojskiem Jan Luksemburski. Wobec przewagi czeskiej wycofał się Kazimierz aż pod Kraków. Atak na Kraków nie powiódł się jednak królowi czeskiemu. Rychło odstąpił tedy Jan spod stolicy Polski i wrócił na Śląsk, nękany w odwrocie przez wojska polskie i posiłkowe zastępy węgierskie. Wojna nie dala właściwie żadnego wyniku, przyniosła jedynie znaczne korzyści Bolkowi świdnickiemu, który skłonił Henryka jaworskiego do zapisania mu swych posiadłości, wbrew poprzednim układom z Luksemburgami, w których Henryk, obiecywał Jawor królowi czeskiemu. Zagrożony od strony Polski Jan Luksemburski nie mógł przeciw temu skutecznie protestować. Bolko świdnicki wzmocnił więc swe stanowisko, co stanowiło zysk pośredni i dla Polski, której Bolko był sojusznikiem. Król Kazimierz oczekiwał przecież większych korzyści z wojny, zapewne zdobycia znacznej części ziem śląskich i uzyskania połączenia terytorialnego z Bolkiem świdnickim. Powodem niepowodzeń militarnych byt przede wszystkim zupełny zawód ze strony cesarza Ludwika: Bawarczyk w okresie wyprawy Jana pod Kraków zachował zupełną bierność, gdy natomiast przez uderzenie na Czechy mógł łatwo sprowadzić na Luksemburgów katastrofę. Rozczarowany Kazimierz zawarł nawet chwilowo rozejm z Czechami, ale niebawem (1348) wznowił działania wojenne, widząc, że walka o tron cesarski, którą syn Jana Luksemburskiego (ten zginął w r. 1346) [Jan Luksemburczyk poległ w bitwie pod Crecy w Francji (1346), walcząc po stronie francuskiej przeciw Anglikom.]
Karol podjął z Ludwikiem bawarskim, weszła znów w ostre stadium. Do walki ruszył się i Bolko świdnicki, a sam Kazimierz poprowadził dwukrotnie w r. 1348 wyprawy na Śląsk Dolny, docierając w pobliże Wrocławia. Tymczasem jednak Karol Luksemburski zapewnił sobie przewagę w Niemczech, co przyspieszyła śmierć Ludwika bawarskiego. Na tronie cesarskim zasiadł Luksemburg jako Karol IV. Walczyć z nim dalej, oznaczała prowadzić walkę nie tylko z Czechami, ale z całą Rzeszą. Tedy Kazimierz podjął rokowania i podpisał w listopadzie 1348 r. pokój w Namysłowie. Próba odzyskania przynajmniej części Śląska spotkała się z niepowodzeniem. Natomiast Karol IV pospieszył teraz utrwalić swe zwierzchnictwo nad Śląskiem. 7 kwietnia 1348 r. wydał w Pradze akt wcielenia (inkorporacji) - a więc jeszcze przed zawarciem pokoju z Polską, chcąc postawić niewątpliwie Kazimierza przed dalszymi faktami dokonanymi. Ziemie śląskie, zajęte w bezpośrednie władanie przez Luksemburgów, względnie shołdowane przez nich, zostały formalnie włączone do korony czeskiej. Pamiętać jednak należy, iż w tym mieściło się dalsze jeszcze niebezpieczeństwo dla Śląska. Czechy stanowiły formalnie część składową Rzeszy, podczas gdy Polska umiała się od tego uchronić i za czasów Łokietka czy Kazimierza Wielkiego zażywała pełnej suwerenności. Wcielenie tedy Śląska do Czech oznaczało zarazem pośrednio związanie tej prastarej ziemi piastowskiej z Rzeszą. Jasne jest, iż następstwem tego musiały być dalsze roszczenia niemczyzny do ziemi śląskiej, dalsze panoszenie się na niej Niemców. Nieszczęsne dla losów Słowiańszczyzny Zachodniej i dla samego narodu czeskiego uzależnienie Czech od Rzeszy musiało wcześniej czy później fatalne przynieść skutki. Zaciążyło to również złowrogo na losach Śląska. 
Karol IV dążył do dalszego usuwania pozostałych jeszcze związków Śląska z Polską, próbując w szczególności oderwania biskupstwa wrocławskiego od arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, a włączenia go do metropolii praskiej. Starania te jednak napotykały na tak zdecydowany sprzeciw ze strony arcybiskupa gnieźnieńskiego, króla polskiego i Rzymu, iż Karol musiał ich zaniechać. W rezultacie formalny związek Wrocławia z Gnieznem utrzymał się bardzo długo, bo aż do r. 1821, stanowiąc widomy znak dawnej łączności państwowej Śląska z Polską. 
Natomiast powiodła się Karolowi IV inna ważna akcja, a mianowicie zapewnienie w przyszłości koronie czeskiej zwierzchnictwa nad księstwem świdnicko-jaworskim, którego niepodległości dotąd Bolko II z powodzeniem bronił. Wobec jednak nowej sytuacji, wytworzonej zdobyciem przez Karola IV tronu cesarskiego i pokojem polsko-czeskim, uznał Bolko konieczność porozumienia z Karolem. Zbliżenie datuje się od r. 1350, w łączności z dążeniem Luksemburgów do zapewnienia sobie sukcesji świdnicko-jaworskiej w razie, gdyby Bolko nie miał męskiego potomka. Wreszcie w r. 1353 Karol IV (po śmierci swej pierwszej żony) poślubił Annę, córkę Bolka, dziedziczkę Świdnicy i Jawora. Zarazem zawarty został układ sukcesyjny, na mocy którego Bolko zapisał swe księstwa Annie, jako królowej czeskiej, oraz jej potomkom z małżeństwa z Karolem - oczywiście na wypadek, gdyby sam Bolko nie miał męskiego potomstwa równocześnie zawarowano w układzie, że po śmierci Bolka przede wszystkim ma zapewnione na wspomnianych księstwach dożywocie wdowa po Bolku, księżna Agnieszka, a dopiero po jej zgonie wchodzi Anna i jej potomstwo w prawa do sukcesji. Umowa sukcesyjna była wielkim sukcesem politycznym Karola IV, gdyż otwierała widoki na opanowanie tej części Śląska, która dotąd z całą zaciętością broniła swej niezawisłości. Wprawdzie Bolko i nadal utrzymał stanowisko niezawisłe, a od chwili porozumienia z Karolem, nie napotykając z jego strony na przeszkody, bardzo znacznie rozszerzył swe posiadłości na Śląsku i nawet stał się panem Dolnych Łużyc (wykupiwszy je z rąk margrabiów miśnieńskich), dzięki czemu jego państwo sięgało w pobliże Berlina i poza Łabę; wprawdzie w chwili zawarcia układu Bolko mógł mieć jeszcze nadzieje na potomka męskiego, co przekreślałoby postanowienia umowy i niweczyło wszystkie nadzieje Luksemburgów; wprawdzie Bolko liczył zapewne na zmianę ogólnej sytuacji politycznej w ciągu lat następnych; która pozwoliłaby mu uchylić się od dotrzymania warunków układu. W rzeczywistości jednak wypadki potoczyły się po myśli życzeń nie Bolka, lecz właśnie Luksemburgów. W r. 1368 zmarł Bolko, najwybitniejszy bodaj książę Piastowcz XIV wieku,  wytrwały bojownik niezawisłości swego państwa, zarazem doskonały gospodarz i administrator swych posiadłości. Natychmiast odpadły prawie wszystkie nabytki terytorialne dzielnego władcy (m. i. Łużyce zajęli Luksemburgowie, wiążąc je od tej chwili trwale, aż do XVII wieku, z koroną czeską), tak, że Agnieszce zostały tylko ziemie świdnicko-jaworskie; zarządzała nimi dożywotnio, zachowując niezależność od korony czeskiej. Po śmierci jednak Agnieszki (1392) dziedzicem spadku został Wacław' Luksemburg (Wacław IV), syn Karola IV. W ten sposób układ sukcesyjny Karola IV z Bolkiem z r. 1353 przygotował likwidację rządów piastowskich w znacznej, niezależnej dotąd części Śląska. Likwidacja ta dokonała się jeszcze w XIV wieku. 
Rządy Karola IV stanowiły erę dalszego znacznego utrwalenia zwierzchnictwa królów czeskich na terenie Śląska. Nie mógł temu przeszkodzić Kazimierz Wielki, pochłonięty wówczas sprawami Rusi Czerwonej, którą przyłączył do Polski, ale musiał o ziemię tę toczyć walki z Tatarami i Litwą, a nawet liczyć się z roszczeniami Węgier. Starał się więc o dobre stosunki z potężnym królem czeskim i cesarzem Karolem IV, zwłaszcza, że pragnął wreszcie uregulować sprawę pretensyj władcy Czech do Mazowsza płockiego, które to pretensje były pozostałością jeszcze z okresu żmudnych walk Łokietka o zjednoczenie państwa i jego konfliktu z Janem Luksemburskim. 
W układzie w r. 1356, zawartym podczas swej bytności w Pradze, uzyskał Kazimierz wreszcie zrzeczenie się przez Karola IV roszczeń do zwierzchnictwa nad Płockiem, w zamian za co król polski zrzekł się nie dawnych nabytków śląskich: Kluczborka, Byczyny i Wołczyna (wcześniej już zrzekł się Namysłowa). Niemniej do końca życia nie spuszczał król polski oka ze spraw śląskich. Zwłaszcza w ostatnich latach swych rządów gotował się do walnej rozprawy z Karolem IV, starając się wyzyskać niekorzystną dla Luksemburgów sytuację polityczną: ogromne bowiem nabytki terytorialne Luksemburgów na Śląsku, w Łużycach i w Marchii brandenburskiej wywołały znaczne zaniepokojenie u sąsiadów. Planując wojnę z Karolem IV, której celem było odzyskanie Śląska, liczył Kazimierz na swe przymierze z Węgrami, oraz na poparcie ze strony samych książąt śląskich; z Piastowiczarni bowiem śląskimi utrzymywał stosunki bliskie, czasem nawet serdeczne, wzmacniając je związkami familijnymi (np. poślubił Jadwigę, córkę Henryka żagańskogłogowskiego, przodującego wówczas, po śmierci Bojka świdnickiego, wśród plejady książąt śląskich). Karol IV poważnie obawiał się wystąpienia Kazimierza, zwłaszcza że wiedział o sympatiach, jakimi się cieszył król polski na ziemi śląskiej. Luksemburg popierał na tym terenie przede wszystkim miasta, z Wrocławiem na czele, w których żywioł niemiecki odgrywał przeważną rolę, gdyż w radach miejskich zasiadali w głównej mierze przedstawiciele bogatego patrycjatu, w większości niemieckiego, W ogóle Wrocław cieszył się szczególnymi łaskami Karola i pod jego rządami, obsypany deszczem przywilejów, przeżywał okres swej świetności. Nic tedy dziwnego, że Niemcy wrocławscy byli najwierniejszymi poddanymi Luksemburga. Inaczej jednak przedstawiały się nastroje na licznych dworach książęcych i wśród rycerstwa pochodzenia polskiego, nie mówiąc już o warstwach niższych, gdzie żywioł polski był w stanowczej przewadze, ale nie mógł dojść do głosu. Nie ufał też Karol IV duchowieństwu, nawet kapitule wrocławskiej, z której, mimo starań, nie mógł w pełni usunąć ducha polskiego. Stąd też  w sporach między kapitułą a miastem stawał zawsze po stronie rady miejskiej, co go doprowadziło nawet do konfliktu z tak lojalnym biskupem, jak Przecławem z Pogorzeli. Znamienne, że w okresie sporów mieszczanie wrocławscy donosili Karolowi, iż w kapitule: pokutuje duch polski, a kanonicy są zdrajcami, którzy wciąż myślą o poddaniu miasta królowi polskiemu! Widać więc, że istniało podłoże na Śląsku dla akcji polskiej, a rządy króla czeskiego na wcale kruchych oparte były podstawach.
Niestety plany odzyskania Śląska przecięła śmierć Kazimierza Wielkiego (5 listopada 1370 r.). Następny zaś król polski, Ludwik Węgierski (siostrzeniec ostatniego z Piastów na tronie polskim) nic wykazał zainteresowania dla spraw Śląska, a nawet wprost sprzeniewierzył się w tym względzie intencjom swego poprzednika. Starając się ze względów na ogólną linię swej polityki o dobre stosunki z Luksemburgami, poszedł po linii ich życzeń w kwestii śląskiej. W r. 1372 przyrzekł uroczyście nie dążyć do oderwania ziem śląskich od korony czeskiej. Znamienne, iż wśród wymienionych szczegółowo księstw i ziem śląskich, podległych zwierzchnictwu Karola IV, znajduje się w owym dokumencie (wystawionym w Wyszehradzie) również księstwo opawskie. W istocie od chwili przyznania Raciborza Przemyślidom (1337), książętom opawskim, datuje się rozluźnienie węzłów, łączących Opawę z Morawami; natomiast książęta opawsko-raciborscy zaczynają się uważać za książąt śląskich i tak ich też nazywają współczesne źr6dła. Dokonuje się więc już w XIV wieku proces zrastania się Opawy ze Śląskiem, czego wyrazem jest wymienienie Opawy w owym dokumencie z r. 1372, jako jednego z księstw śląskich, do których król polski nie będzie sobie w przyszłości rościł praw: a więc Opawskie zaliczano podówczas do ziem podległych niegdyś królom polskim, co zgodne było istotnie ze stanem faktycznym, tylko że stosunkowo dawnym, bo sięgającym jeszcze Xl wieku. 
Zamknięta została ta karta dziejów Śląska, którą nazwać można: oderwaniem ziemi śląskiej od macierzy polskiej. Szereg na to złożyło się przyczyn, o których wspominaliśmy w naszym opowiadaniu. Na jedną jeszcze z nich chcemy położyć nacisk. Do oderwania Śląska od Polski przyczyniła się najsilniej niemczyzna, rozpanoszona na ziemi śląskiej dzięki karygodnej lekkomyślności książąt Piastowiczów, która zaczęła już decydować o losach kraju. Najgoręcej pragnęli przejścia pod rządy Luksemburgów Niemcy wrocławscy i celu swego dopięli. Nic tedy dziwnego, że Luksemburgowie odwzajemniali się właśnie gorliwym popieraniem niemczyzny na Śląsku. Zwłaszcza pod rządami Karola IV Niemcy śląscy zażywali błogich lat pomyślności, obdarzani rozległymi przywilejami, pewni, iż w każdym wypadku cesarz i król czeski w jednej osobie stanie po ich stronie. Nic dziwnego, że na wieść o śmierci Karola IV zapanowała we Wrocławiu żałoba (1378). Po tłustych latach dobrobytu zaczynał się dla Niemców wrocławskich okres niepewności, okres obawy, czy przypadkiem Polska nie upomni się o swe dawne ziemie.

R o z d z i a ł XIII
NA. PRZELOMIE DWÓCH WIEKÓW 

Potęga Czech, jaką ugruntował Karol IV, doznała zachwiania za rządów jego syna Wacława IV, króla czeskiego (1378-1419), który zasiadł również na tronie niemieckim. Władca ten, pozbawiony równowagi ducha; umiaru i talentów swego ojca, zbyt porywczy i hołdujący namiętnościom, nie umiał utrzymać przodującego stanowiska Czech w Rzeszy, ani też zapewnić należnej powagi władzy monarszej w samych krajach korony czeskiej. Dodajmy, iż na domiar spiętrzyły się przed nim niemałe trudności, tak na terenie Rzeszy, jak i w samych krajach czeskich, do których opanowania nie dorósł. Pod rządami Wacława okazało się przede wszystkim, na jak kruchych podstawach oparta jest władza Luksemburgów na Śląsku. 
Na samym wstępie musiał Wacław wkroczyć w sprawy Wrocławia, gdzie wytworzył się silny ferment na tle obsady biskupstwa po Przecławie z Pogorzeli, oraz zatargu między miastem a kapitułą. Zgodnie z tradycją swego ojca, Wacław popierał radę miejską przeciwko kapitule, wśród której członków przynajmniej kilku zawsze podejrzewano o sympatie polskie. Interwencję w sprawy wrocławskie pojmował po swojemu; przybył z wojskiem (138l) do Wrocławia i pozwolił żołdactwu złupić dobra Biskupie, kapitulne i klasztorne. Na tym się jednak skończył pokaz siły królewskiej. W istocie najbardziej podrażnił króla fakt, iż kapituła wybrała biskupem wrocławskim Wacława, księcia legnickiego (który był poprzednio biskupem lubuskim), natomiast stanowczo odrzuciła kandydata królewskiego, Czecha, Andrzeja z Dubu. Ponieważ podówczas linia Piastowiczów brzesko-legnickich urastała znowuż do większego znaczenia, gdyż księciu Ludwikowi brzeskiemu udało się przygotować teren pod zjednoczenie Legnicy i Brzegu w jednym ręku, król nie chciał dopuścić na biskupstwo wrocławskie członka tej linii, zwłaszcza że właśnie Piastowicze legnicko-brzescy rościli sobie pretensje do księstwa wrocławskiego i nie pogodzili się jeszcze w zupełności z objęciem dziedzictwa ongiś Henryka VI przez królów Czech. Podobnie obawiali się Wacława legnickiego na stolicy biskupiej Wrocławianie, nawykli do korzyści, jakie im przyniosły rządy bezpośrednie Luksemburgów. Mimo to przecież kapituła stanęła twardo przy swoim elekcie i uzyskała pełne poparcie papieża Urbana VI. W rezultacie Wacław IV ustąpił i uznał Wacława legnickiego biskupem wrocławskim, choć zachował pozory: zawarł bowiem układ z nowym biskupem, wedle którego tenże obiecał uznawać króla Czech za patrona diecezji, przyrzekł jako pan ziemi nysko-otmuchowskiej być wiernym sojusznikiem króla i wreszcie złożył hołd lenny Wacławowi IV z ziemi grodkowskiej, którą biskupstwo otrzymało swego czasu (1358) w posiadanie. W, istocie te pozorne korzyści umowy z r. 1382 nie mogły przekreślić faktu, że w najważniejszej kwestii Wacław IV ustąpił i musiał zgodzić się na biskupa z linii Piastowiczów legnickich. 
Zdawało się bowiem, że, w miarę likwidacji rządów piastowskich w Świdnicy i Jaworze, zniknie ostatni poważniejszy ośrodek. znaczenia Piastowicżów na Śląsku, co pozwoli na dalsze wzmocnienie zwierzchnictwa królów czeskich. Tymczasem właśnie pod koniec XIV wieku urośli do znaczenia inni Piastowicze, jak np. Ludwik brzeski (który przygotował złączenie na powrót Brzegu z Legnicą), jak Konrad II oleśnicko-kozielski, oraz książęta opolscy, z Przemkiem cieszyńskim i Władysławem opolskim na czele. Godne uwagi jest nawet powiększenie ogólnego obszaru swego posiadania przez Piastowiczów w owych czasach, a to przez wykupienie z rąk książąt opawskioh Prudnika, Karniowa, Głubczyc, Cukmantla i Hulczyna; były to zresztą dawne obszary śląskie, lechickie, oderwane jednak od Śląska przez Czechów już w XI wieku, które teraz wracały do związków z macierzą śląską. Ponadto za Wacława IV wróciły pod rządy książąt niektóre obszary Śląska, włączone już przez Luksemburgów wprost do korony czeskiej, jak Głogowskie, Ścinawa, Góra i Namysłów. W ogólności tedy rosło znów znaczenie książąt, a równolegle słabła powaga władzy monarszej. Na domiar książęta Piastowicze zaczęli starać się o zbliżenie do Polski, dbając bardzo o utrzymanie przyjaznych, a nawet zażyłych stosunków z dworem polskim. W szczególności widoczne to było u książąt Śląska Górnego. Co prawda jeden z nich, Władysław opolski, który na służbie u Andegawenów już na Węgrzech rozpoczął błyskotliwą karierę, a za rządów Ludwika węgierskiego w Polsce był jego prawą ręką, za co otrzymał liczne ziemie na pograniczu śląsko-polskim i na Kujawach od króla jako lenna, nie umiał pogodzić swych wygórowanych ambicji z racją stanu polską. Służalec Andegawenów, następnie Habsburgów i Luksemburgów, protektor niemczyzny na ziemiach polskich, nie chciał się pogodzić z rządami Władysława Jagiełły, którego na tron polski wynieśli panowie małopolscy, dzięki czemu dokonała się unia z Litwą (1385). Intrygi i wichrzenia przeciwko Jagielle uczyniły go sojusznikiem krzyżaków i Zygmunta Luksemburczyka (brata Wacława IV, króla Węgier od 1382 r.), zajadłego wroga Polski. W końcu wyczerpała się cierpliwość polska. Nie tylko pozbawiono Opolczyka lenn w Polsce, lecz ponadto dwukrotnie (w r. 1391 i 1396) wojska polskie wkroczyły na Śląsk Górny i tutaj poskromiły ostatecznie intryganta i jego sojuszników. W następstwie Opolczyk stracił wszelkie znaczenie i ostatnie lata życia spędził na łaskawym chlebie u swych bratanków, Piastowiczów śląskich. Natomiast wzrosła powaga Polski u książąt górnośląskich. 
Równocześnie upadło w dalszym ciągu znaczenie Wacława IV. zwłaszcza gdy doszło w łonie rodziny Luksemburgów do ostrych swarów i zaciętych walk, w których na pierwszy plan wybijała' się głęboka niechęć między Wacławem a Zygmuntem, królem Węgier. Słabła również i pozycja Wacława IV w Niemczech, a w końcu pozbawiono go tronu cesarskiego (1400). W tych warunkach Wacław starał się o utrzymanie przyjaznych stosunków z dworem polskim. Gdy na Śląsku doszło do groźnego zatargu na tle finansowym między Wrocławianami a książętami opolskimi, w wyniku czego Bolko opolski dał się dotkliwie we znaki kupcom wrocławskim, prowadząc napady rabunkowe na ich karawany, a nadto urządzał najazdy grabieżcze na posiadłości księstwa wrocławskiego, król Wacław IV zaprosił do rozsądzenia sporu Władysława Jagiełłę na wspólnym zjeździe we Wrocławiu (1404). Kró1 polski wydał wyrok rozjemczy, z którego oczywiście Niemcy wrocławscy nie byli zadowoleni, bo kłuł ich w oczy wzrost powagi polskiej na terenie śląskim; Dodać należy, że Wacław IV, szukając w konflikcie z bratem Zygmuntem sojuszników, myślał nawet o oddaniu Śląska Polsce. Niestety Jagiełlo pochłonięty był wówczas zagadnieniami krzyżackimi i litewskimi. Nadto sprzeciwili się stanowczo oddaniu Śląska panowie czescy: Zresztą i tak na Wacławie, który pędził życie pijacze i marnotrawne, nie można było polegać. Najlepszy dowód, że gdy Jagiełło w przeddzień. walnej rozgrywki z krzyżakami (1410) wezwał na rozjemcę w konflikcie Wacława IV, licząc na jego życzliwość, tenże Wacław, pozyskany pieniędzmi przez krzyżaków, wydał orzeczenie korzystne dla zakonu, co Polska oczywiście z oburzeniem odrzuciła. Zresztą najważniejszym podówczas zagadnieniem polityki polskiej było rozprawienie się z krzyżakami: dopiero po zażegnaniu śmiertelnego niebezpieczeństwa z tej strony można było zająć się sprawami śląskimi.  ' 
W miarę jak podupadał autorytet władzy królewskiej Wacława IV rozprzęgały się stosunki na Śląsku. Wrocławianie z żalem wspominali dawne lata świetności i dobrobytu, gdy karawany kupieckie mogły swobodnie krążyć po drogach śląskich, gdy handel kwitnął, korzystając z zapewnionych warunków bezpieczeństwa. Teraz mnożyły się rozboje, zaczynało panować prawo pięści: obroty handlowe kurczyły się, kupcy bali się wychylać poza mury miast. Nie mogąc liczyć na władzę królewską, starali się sami Ślązacy zapewnić sobie jakie takie bezpieczeństwo i pokój. Książęta tedy zaczęli tworzyć samorzutnie związki w tym celu, a w ślad ich poszły również i miasta. W końcu, gdy oznaki anarchii w całym państwie czeskim niepokojąco się mnożyły (król Wacław został uwięziony przez brata Zygmunta!), powstał w r. 1402 ogólny związek śląski, obejmujący książąt, rycerzy i miasta królewskie; związek stawał wprawdzie po stronie Wacława IV, ale jako swe zadanie zakreślał zapewnienie na ziemi śląskiej własnymi środkami pokoju i bezpieczeństwa. Powstanie takiego związku dowodziło silnego poczucia odrębności Śląska, jako osobnej jednostki w ramach krajów korony czeskiej. Dowód to, jak nikłe rezultaty wydały dotychczasowe poczynania unifikacyjne Luksemburgów. 
Zastój w życiu handlowym podcinał dochody miast, które zaczęły popadać w trudności finansowe. Objawiło się to nawet w zamożnym Wrocławiu. Rada miejska nie mogła sprostać piętrzącym się trudnościom, co znowuż ośmielało organizację rzemiosł (cechy) do tym śmielszych żądań demokratyzacji ustroju miejskiego przez dopuszczenie przedstawicieli rzemiosł do rady. Patrycjat kupiecki bronił jednak uparcie swej wyłączności w zarządzie miasta, nie bacząc na to, że sam król Wacław IV zajął stanowisko przychylne cechom i nakazywał przyjęcie ich reprezentantów do rady miasta. Po wielu bezowocnych próbach ewolucyjnej zmiany stosunków, zrozpaczeni rzemieślnicy pod przewodem rzeźników wszczęli rozruchy (1418). Pospólstwo uderzyło na ratusz, dokonało samosądu nad kilku wybitniejszymi patrycjuszami, członkami rady. Król Wacław, do którego się obie strony zwróciły o rozsądzenie sporu, nakazał utworzenie nowej rady miejskiej (skarcił rozruchy, ale udzielił amnestii ich uczestnikom), w której przewagę mieli zapewnioną przedstawiciele cechów, Taki stan rzeczy był zresztą przejściowy; patrycjat czekał tylko na śmierć króla (1419), by znów sięgnąć po wyłączną władzę nad miastem. Wypadki wrocławskie były po części echem wydarzeń, jakie rozgrywały się ówcześnie na terenie  samych Czech, stanowiąc pewne odbicie tych haseł społecznych, które tamże doszły do głosu pod koniec rządów Wacława IV. 
(...)


 

biskup Nankier Jan Kołda
 ok 1270  - 8 kwietnia 1341 
Rodowity Ślązak
urodzony w Kamieniu, obecnie dzielnicy Piekar Śląskich
biskup Nanker (imię spolszczone: Nankier)
Jan Kołda herbu Oksza
należy do Panteonu Chwały
Państwa  Polskiego
jako polski bohaterski patriota,  który do późnej starości bronił 
na Śląsku polskości jednoznacznej
z dobrem kościoła rzymsko-katolickiego
przed zdradą 
zniemczałego księcia wrocławskiego Henryka VI,
niemieckiego kleru okradającego papieża
i Niemców kolonizujących Wrocław
i uciskających jego polską ludność.
W latach 1320-1326 biskup krakowski,
w latach 1326-1341 biskup wrocławski,
wiernie stał przy arcybiskupie gnieźnieńskim
Jakubie Śwince i przy papieżu.
W 1337 roku wyklął Jana Luksemburskiego,
Niemca na tronie czeskim.

 
 
DR. M I E C Z Y S Ł A W  T O B I A S Z
PIONIERZY ODRODZENIA
NARODOWEGO I POLITYCZNEGO NA ŚLĄSKU (1763-1914) 

DRUGIE WYDANIE ROZSZERZONE. 
KATOWICE 1945 
SKŁAD GŁÓWNY: »EX LIBRIS« KRAKÓW, BOŻEGO CIAŁA 1. 

Pracę tę poświęcam pamięci moich śląskich przodków z Katowic 
W szczególności:
prababce ZOFII Z ZAJĄCÓW DĘBSKIEJ 
babce ALBINIE Z DĘBSKICH WILCZYŃSKIEj
matce STEFANII Z WILCZYŃSKICH TOBIASZOWEJ
które zaszczepiły mi umiłowanie staropolskiej tradycji Śląska. 
AUTOR 
Katowice, 1937 (I. wydanie). 
 

ROZDZIAŁ I
ŚLĄSK POD PANOWANIEM PRUSKIEM 
Wygląd Śląska 

Śląsk w końcu XVIII wieku i pierwszej połowie XIX wieku - to nie Śląsk dzisiejszy, Śląsk hałd, hut, kopalń i osad ludzkich tak gęsto rozłożonych, że tam, gdzie się jedna kończy, druga się już zaczyna. Ówczesny Śląsk - to kraj rolniczy, w przeważnej części porosły borem, na którego skraju tu i ówdzie wielcy panowie, baronowie lub hrabiowie pruscy mieli myśliwskie pałacyki, dające spoczynek po trudach częstych łowów. 
Skąd się tu wzięli? Przyszli wraz z panowaniem niemieckim, które ugruntował król pruski Fryderyk II, wydzierając Śląsk z rąk Marii Teresy - cesarzowej austriackiej w rozstrzygających wojnach, zakończonych pokojem w Hubertsburgu w r. 1763. Data tego pokoju była zwrotną w dziejach starej piastowskiej ziemi. Kończyło się powierzchowne panowanie Habsburgów, którym' ulegli Piastowie śląscy, przyszło twarde, wynaradawiające panowanie pruskie. 
Ludność polska na Śląsku nie rozumiejąca niemieckiego języka nowych władców, żyła odwiecznym zwyczajem pracując na roli, w poddaństwie, trapiona nieraz głodem lub zarazą. Tylko gdzieniegdzie rozrzucony po Śląsku drewniany szyb, czy mizernie wyglądająca huta, były zapowiedzią tego, co w całym ogromie i wielkości obserwujemy dzisiaj. 

Pierwsze lata rządów pruskich.

Fryderyk II wiedział czego chciał. Wbił klin między Austrię i Polskę, zagarniał ziemie najbogatsze 
w kruszce i surowce, a przedewszystkiem bogate w materiał ludzki. Fryderyk pozbawiony wszelkich skrupułów, nie tylko zarzucał sąsiednią Polskę fałszywą monetą, grabił pograniczne 
wsie i miasteczka, porywał ludzi, ale dążąc konsekwentnie do celu, odbierał wszelkie widoki na powrót Śląska do polskiej Macierzy. Przedtem Habsburgowie stosunkowo mało troszczyli się o ziemie śląskie, zadawalniali się tylko dochodami i pozostawiali Śląsk w spokoju. Hohenzollernowie jednak okazali się nie tylko tyranami, ale stale i systematycznie dążyli do zgermanizowania Śląska, wytępienia wszystkiego, co polskie. 
Dlatego w latach 1764, 1766, 1769 posypały się rozporządzenia królewskie, nakazujące uczyć w szkołach po niemiecku, zabraniające zawarcia związku małżeńskiego poddanym, którzy nie mogli wykazać się znajomością języka niemieckiego. Właścicielom dóbr nie wolno było przyjmować do służby takich, którzy nie mówili po niemiecku, na księży, którzy stawiali opór nakazowi nauczenia się języka niemieckiego, nakładano kary pieniężne. { Ludomir str. 5}
Równocześnie Kuria Biskupia we Wrocławiu otrzymała w 1789 r. polecenie, aby nowo wyświęconych księży polskich z Górnego Śląska osadzano w stronach ziem czysto niemieckich, a na Górny Śląsk dawano księży Niemców, aby przez Kościół popierali zniemczenie kraju. 
Charakterystycznym obrazkiem tych czasów może być następujące zdarzenie, opisane przez Lompę w »Dzienniku Górnośląskim«: 
"Gdy Fryderyk II pewnego razu nocował w Brzegu na Śląsku i rano do powozu miał wsiąść, wtedy przysunęła się do niego niewiasta z Lubieży (Leubusch). imieniem Ślęzaczka. mówiąca po polsku. "Mówcie po niemiecku!" odezwał się król, "diabeł to szwargotanie zrozumieć może". Niewiasta tłumaczyła się, o ile mogła po niemiecku, prosząc o uwolnienie syna od służby wojskowej. Król odmówił tej prośbie, czego ona nie rozumiała. Prosiła tedy o odpowiedź w języku polskim. Na to król odrzekł, że nie umie po polsku. Nie przestraszona tym kobieta odpowiedziała śmiało w łamanej niemczyźnie: "Kiedy Wasza Królewska Mość jest naszym królem, niechaj też po polsku raczy mówić, aby to poddani wyrozumieć mogli". 
Trudno dociec, czy to prawda, czy tylko legenda. Gdyby nawet była to tylko legenda, to jednak byłaby aż nadto charakterystyczna dla tej epoki. 
Sytuacja międzynarodowa dla Rzeczypospolitej układała się w tym czasie fatalnie. Nadchodziły lata rozbiorów - lata przemocy sąsiadów nad bezbronnem państwem. Nie było mowy o ratowaniu Śląska. Gorzej - bo brakowało tu elementu uświadomionego narodowo - był tylko prosty lud - zostawiony na pastwę pruskich rządów, liczny masą – lecz bezwolny i bezsilny. Polska nie potrafiła w tym czasie obronić swej niepodległości, nie mogła nawet myśleć o Śląsku. Fryderyk II i jego urzędnicy mieli zadanie ułatwione.

Atak na gwarę śląską.

Do akcji germanizacyjnej, prowadzonej przez nasłanych urzędników królewskich, dołączono nagonkę w gazetach na rdzennych mieszkańców ziemi śląskiej, wytykając im rzekomą ich głupotę, lenistwo, pijaństwo, brak kultury i oświaty. Cała złość pochodziła stąd, że urzędnicy pruscy po przyjeździe na Śląsk, przyzwyczajeni w poprzedniej swej pracy do niemieckich poddanych, mieli teraz do czynienia z ludem, który słówka po niemiecku nie umiał. Prusacy po polsku też nie umieli, a otrzymywali instrukcje, by Ślązaków gwałtownie germanizować. Z jednej strony nie wiedzieli jak się do tego zabrać, - z drugiej strony natrafiali na opór ludności, przywiązanej do mowy polskiej, odziedziczonej po przodkach. Aby sobie ułatwić zadanie wytępienia języka polskiego, stworzono pseudo-naukowy pogląd, że mowa śląska jest zepsutą gwarą, pozbawioną jakiejkolwiek wartości, z tych powodów należy ją całkowicie wygubić i zastąpić kulturalną mową niemiecką. Zadanie mieli uproszczone, gdyż nie miał kto wytłumaczyć Ślązakom, że gwara ich jest taką samą, jakiej używał chłop we wszystkich dzielnicach Polski. 
Sponiewieranemu przez naukę niemiecką narzeczu śląskiemu nadano pogardliwą nazwę "wasserpolnisch'' { Ludomir str. 12}  Skąd Niemcy doszli do tej nazwy? Najprawdopodobniej nazwę tę tłumaczy się flisakami, którzy na swych tratwach z budką słomianą na nocleg i ogniskiem prymitywnym na garnek wodzianki, przejeżdżając Odrą przez Wrocław i inne miasta, wytworzyli tam obraz i pojęcie "półdzikich" Ślązaków na wodzie. Byli to według Niemców "Wasserpolen", a mowa ich "wasserpolnisch". Tak opisuje tę mowę Meisner w wydanej w Wirtemberdze w 1705 r. rozprawce o gwarach śląskich p. t. "Dissertatio Silesiam loquentem exhibens", określając język polski na Śląsku w ten sposób: "vulgo haec dialectus aquatico-polonica vocantur”. Tą drogą zrodził się wymysł o gwarze "wasser-polnisch". 
Skoro już w 1705 r., powstał w umyśle niemieckim niedorzeczny pogląd, iż gwara śląska jest 
bez wartości, cóż dziwnego, że nauka niemiecka z chwilą opanowania Śląska przez Prusy podjęła go i po dziś dzień wiele atramentu wylano na papier, starając się udowodnić takie twierdzenie. Oczywiście jest to czczy wymysł, pozbawiony jakichkolwiek podstaw naukowych, któremu dziś przeczą najnowsze badania uczonych polskich, i fakt, że język ten przetrwał dwieście lat najcięższych prześladowań i szykan. Dziś zaś jest dowodem staropolskiej kultury i tradycji Śląska. 

Odparcie fałszu nauki niemieckiej.

Na szczęście już wtedy znaleźli się na Śląsku, tacy, którzy wiedzieli dobrze, że gwara śląska mniej się różni od języka czysto polskiego, niż gwary niemieckie od literackiego języka niemieckiego, a równocześnie, znając dobrze stosunki śląskie, w miarę możności nie pozwolili poniewierać bezbronnego ludu. Do nich zaliczał się pastor Pohle z Tarnowskich Gór, który w 1791 r. wydał we Wrocławiu broszurę p. t. ,,Oberschlesier verteidigt gegen seine Widersacher", w której mówi: 
"Dotąd tylko nas łajali: odmawiali nam nie tylko rozumu ludzkiego, ale nawet postaci ludzkiej, uważali nas zaledwie za pół ludzi, niewychowanych, pijaków, leniwców: opisali nas jako stworzenia z głęboko osadzonymi oczami, czołami zarosłymi. .. ale nikomu na myśl nie przyszło zbadać to, co się o nas mówi, czy jest prawdą. Uroili sobie Górnoślązaka tak, jak sobie życzą, żeby był, aby go porządnie móc wyłajać, więcej o nas nie wiedzą, albo raczej co prawda nie chcą wiedzieć, ani widzieć, ani słyszeć. Śmiesznym jest, gdy się czyta, że nam robi zarzut, że źle po polsku mówimy, gdy na Śląsku Dolnym prosty chłop bardzo marną gada niemczyzną. Nie podlega żadnej wątpliwości, że Górnoślązak o wiele lepiej mówi po polsku, aniżeli Dolnoślązak po niemiecku". 
Ostatecznie Pohle stwierdza: 
"Nieprawda, że Górnoślązak jest głuptasem, nieprawda, iż nie posiada zdolności, nieprawda, iż jest niedołężny, a jeżeli go trzeba ganić, to żadną miarą nie zasługuje więcej na naganę, niż jego sąsiad". 
Tylko trzeba się z nim lepiej obchodzić, bo dotąd 
" ... w przypuszczeniu, iż jest bydlęciem, traktowano go też jak bydlę".
Głos w tej sprawie obrony języka polskiego na Śląsku zabrał też polski historyk i gramatyk B a n d t k e, nauczyciel gimnazjum we Wrocławiu, a od 1811 r. bibliotekarz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podróżował on wiele po Śląsku dla studiów językowych i w 1802 r. wydał rozprawkę p. t. "Ueber die polnische Sprache in Schlesien", { Jest częścią pracy p. t. "Historisch-kritische Analecten" } w której doszedł do przekonania, iż "polski Ślązak nie przekręca więcej polskiego języka piśmiennego, niż niemiecki Ślązak język niemiecki". 
Nie wiele to pomogło. Z nastaniem rządów pruskich rozpoczęła się gwałtowna nagonka na ludność Śląska i jej polski język, a to w tym celu, aby Śląsk jak najprędzej zniemczyć. 

Pańszczyzna

Nagonka na autochtonów, to nie pierwsze i ostatnie plagi, jakie wraz z rządami pruskiemi spadły na głowy Ślązaków po r. 1763. Najwięcej dawała się we znaki ludności pańszczyzna. Choć była ona wtedy jeszcze w Europie powszechną, to jednak najcięższa była na Śląsku. Jaskrawe przykłady najbardziej nieznośnych stosunków bierze właśnie ze Śląska prof. Knapp w swym dziele p. t. "Die Bauernbefreiung" (Lipsk 1887 r.). Również pewien Anglik, który z końcem XVIII wieku zwiedził Śląsk, opisał swą podróż w 1780 r. w "Deutsches Muzeum" (str. 217 t. 1.), mówiąc: 
" ... zadziwią się moi rodacy, że w europejskich krajach chrześcijańskich istnieją szlachcice, co nie mogą pojąć, dlaczego panu nie miałoby być wolno okładać kijem i biczem swoich poddanych, ile razy im się podoba ... " 
Ponieważ warunki pańszczyzny były na Śląsku gorsze, niż gdzie indziej, dochodziło tu z końcem XVIII wieku do licznych buntów chłopskich, które musiały uśmierzać dopiero szable huzarów królewskich. 

Nędza ludu. 

Gdy zaś przychodziły lata głodów, wskutek posuchy, lub ulewnych deszczów, że w polu wszystko gniło, - panowie pruscy zapominali o swych posiadłościach na Śląsku, a co najwyżej wyrażali swe zdziwienie zarządcom majątków, że nie posyłali im dostatecznej ilości pieniędzy do Berlina, czy Wrocławia, na huczne przyjęcia. W okresach wołających o zmiłowanie do Boga, dwór najspokojniej bawił się, urządzał szlichtady i bale, zapominając wtedy zupełnie o Śląsku. Żadnej pomocy, żadnej zorganizowanej akcji nie dały Prusy Śląskowi w latach głodu i zarazy. Spokojnie patrzono na to, jak w męczarniach wymierały całe wsie, - ułatwiało to być może germanizację, torowało drogę dla tysięcy kolonistów niemieckich z głębi Prus. Ci z ludności, co zostali przy życiu, ocierali tylko łzy po pięknych, stylowych kościołach śląskich i językiem praojców, po polsku śpiewali pieśni, błagając, Stwórcę o lepsze czasy. 
Zaraza niejednokrotnie dziesiątkowała ludność śląską. Nazywano ją cholerą i przypisywano, że została przywleczona z Azji, tymczasem był to najpospolitszy tyfus głodowy, powstały przez liche pożywienie, lub wręcz jego brak. Zarazy były coraz częstsze w pierwszej połowie XIX wieku, gdy chłop zmieniał się w robotnika. Wtedy nie istniały jeszcze koleje, wskutek czego zaopatrzenie żywnościowe było fatalne, robotnikom nie wypłacano zarobków po kilka miesięcy, a w sklepach, połączonych z szynkwasami, rozpijano biedną ludność, zmuszoną brać towar przeważnie na kredyt. 

Położenie pirwszych robotników.

Wprawdzie z początkiem XIX wieku ilość robotników na Śląsku nie była jeszcze wielka, ale z roku na rok przemysł się rozrastał, a z nim powiększała się ich ilość. Chłopi śląscy porzucali rolę tym chętniej, że ustawa górnicza z 1769 roku {Piernikarczyk: Historia górnictwa i hutnictwa śląskiego, str. 49.} powiadała, że chłop, który zostanie górnikiem czy hutnikiem, będzie uwolniony od pańszczyzny. Robotnicy mieli prawo przenoszenia się z miejsca na miejsce, czego im jako chłopom nie było wolno, byli zwolnieni również od służby wojskowej. W wypadku jednak zmiany zawodu musieli wracać z powrotem pod bat pana. 
Tą drogą chłop śląski, przedzierzgnięty w robotnika, cieszył się pewnymi przywilejami, jednakowoż, ponieważ nie wiedział, jakie prawa wyrobił sobie w Europie w międzyczasie stan górniczy czy hutniczy, był przedmiotem wyzysku i daleko mu było do pozycji, jaką już wówczas miał robotnik gdzie indziej. Robiono z nim, co chciano, nie potrafił się bronić i na każdym kroku był zależny od swego przedsiębiorcy. 

Zniesienie poddaństwa.

Stąd nawet niemieccy pisarze wszyscy przyznają zgodnie, że mimo istnienia jednakowych praw robotniczych, ludność w Westfalii czy w Prusiech nie była tak uciemiężona, jak na Śląsku. {Ziekursch: Hundert Jahre schlesischer Agrargeschichte. Knapp: Die Bauernbefreiung.} Wprawdzie w 1807 r. rząd pruski w obawie przed Napoleonem, zapowiedział zniesienie poddaństwa aby ten nie wykorzystał wrogich nastrojów ludności śląskiej przeciw Berlinowi. Nawet w 1811 r. wydano taką ustawę, znoszącą poddaństwo, ponieważ jednak była ona ułożona w języku niemieckim, Ślązak nie mógł jej zrozumieć, a przeważnie o niej nie wiedział, gdyż panowie ukrywali ją przed nim. Gdzie zaś dowiedziano się o niej i domagano się jej przeprowadzenia, tam zawsze wykorzystywano nieświadomość chłopską i krzywdzono Ślązaków. Taki stan dotrwał do 1848 r.

Chłopi śląscy.

Na Śląsku dzielono ówczesnych chłopów na 3 kategorie. {W. Soński (Karwowski): "Z przeszłości Śląska", str. 308, t. n.} Pierwszą tworzyli kmiecie, którzy uprawiali ziemię, przechodzącą dziedzicznie z ojca na syna, i płacili pewne czynsze w zbożu i pieniądzach, oraz musieli dziedzicom odrabiać pewną ilość robocizny, własnym sprzętem i bydłem. Drugą kategorię stanowili zagrodnicy, którzy mieli chatę i nieco pola, a położenie ich było najgorsze, gdyż musieli codziennie z żonami i dziećmi pracować we dworze czy na polach dworskich. Trzecią kategorię tworzyli chałupnicy, którzy mieszkali w chatach należących do dziedzica i chodzili na pańszczyznę, jak zagrodnicy, ale nie co dzień, tylko kilka razy w roku, i płacili czynsz dziedzicowi. 
Dola chłopów śląskich nie była więc świetna. Pracując większą część tygodnia z bydłem dla dziedzica, nie mieli wiele czasu do pracy na wyznaczonych dla siebie gruntach, nie posiadali osobistej wolności i własności, płacili czynsze, podlegali sądowniczej i policyjnej władzy swych panów, a nadto byli trapieni kontrybucjami wojskowymi. 

Bunty chłopskie

Wskutek takich stosunków w 1766 r. wybuchł po raz pierwszy bunt chłopów na Śląsku, który objął 
powiaty: rybnicki, raciborski, bytomski, pszczyński i toszecko gliwicki, odmawiające pańszczyzny, ze względu na samowolne podnoszenie pańszczyzny przez panów pruskich. Rząd stłumił bunt krwawo, a ponieważ chłopom działo się jeszcze gorzej, wybuchały znowu bunty w latach 1780, 1782, 1786, 1793, 1811. {Pampuch: "Szkic dziejów chłopów górnośląskich" str. 11-12. }
Dopiero edykt króla pruskiego z H września 1811 r., wydany w momencie zwycięstw Napoleona, który zagrażał Prusom, polepszył los chłopów. 

Krzywda po zniesieniu pańszczyzny.

Na podstawie tego edyktu odbyło się uwłaszczenie, jednak w sposób tak krzywdzący chłopa śląskiego, że historyk niemiecki Ziekursch nazwał: 
" ... wprost cudem, źe większa część chłopów górnośląskich mimo to wszystko utrzymała się na skurczonych gruntach ...” {Ziekursch: "Hundert Jahre schlesischer Agrargeschichte".} 
Chłop, posiadający np. 50 morgów, miał oddać połowę gruntu na rzecz pana, takich jednak było niewielu. Większa część chłopów, posiadających mniej niż 50 morgów, miała płacić odszkodowanie w rencie. Nie pytano się jednak chłopów o zdanie i odbierano im bez wyjątku połowę gruntu, a to co otrzymywali było w dodatku obdłużone na 86% wartości z tytułu przejścia z prawa niedziedzicznego, na dziedziczne. Ponadto chłop musiał kupić sobie inwentarz żywy i martwy i ponosić w połowie koszty za przeprowadzenie regulacji przy podziale gruntów. 
Gorzej jeszcze postąpiono z zagrodnikami: zostawiono im chałupę i 3-4 morgów, ale w 1827 r. rząd wydał ustawę specjalnie dla zagrodników na Górnym Śląsku, mocą której odroczono zniesienie pańszczyzny, aby, jak stwierdziła sama Generalna Komisja, a więc urząd pruski, - dziedzice mogli wyrugować zagrodników z ich posiadłości. 

Spójnia narodowa. 

W takich warunkach życie ludności śląskiej wypełniały dnie ciężkiej pracy, szarego życia, poświęconego głównie walce o łyżkę strawy, o jaką taką chudobę. Tylko piękne słowiańskie stroje, zwyczaje ludowe, artystyczne drobiazgi ludowego przemysłu i przede wszystkim język polski, pielęgnowany z pokolenia na pokolenie - były najwybitniejszą cechą i największą' spójnią narodową Śląska. Jednak XIX wiek, który był okresem gwałtownych przemian społecznych, gospodarczych i narodowych, miał przynieść zmiany. Wiele narodów budziło się z uśpienia, zrzucało pęta niewoli i szło radośnie w nieznaną przyszłość, niosąc przed sobą sztandar z hasłami: - W o l n ość – R ó w n o ś ć - B r a t e r s t w o. 

Zwiastun odrodzenia. 

Był to wiek, kiedy i na Śląsku miało się zbudzić życie narodowe, co zadecydowało później o tym, że Śląsk powrócił do zmartwychwstałej Polski. 
Kiedy nastąpiło odrodzenie narodowe na Śląsku, - trudno jest ściśle oznaczyć. Faktem jest, że XIX wiek wydał cały szereg wybitnych Ślązaków, którzy idąc wyłącznie za głosem serca, nie tylko czuli i myśleli po polsku, ale stali się pionierami idei zmartwychwstania Polski i przyłączenia do niej swych uświadomionych braci. Po rozbiorach Rzeczypospolitej, po krwawym stłumieniu powstań, wtedy nawet wielu Polakom wydawało się niemożliwym pokonanie i przezwyciężenie takich potęg jak Austria, Prusy, Rosja, - a tymczasem na Śląsku znaleźli się ludzie, którzy uwierzyli w Polskę i w głodzie, w niedostatku, wśród gradu spadających kar pieniężnych, pod groźbą więzienia poszli między lud śląski i w ogromnej części uratowali go przed germanizacją. 

Trudno dziś wytłumaczyć, jak to się stało, że w obliczu rosnącej z każdym rokiem potęgi mocarstwowej Prus, czy Austrii, istniały jednostki, które, nie mając żadnego przykładu, uczęszczając do szkół zaborczych, żyjąc w atmosferze zapomnienia narodowego, znalazły w sobie iskrę natchnienia, poświęcenia się dla najwyższej sprawy, zdającej się nie mieć wtedy żadnych szans powodzenia. Dziś, gdy patrzymy z oddalenia czasu na to, co zrobił taki Lompa, Stalmach, Miarka, czy inni, dzisiaj wszystko to wydaje się proste i jasne. Jednak wtedy nie było to ani proste, ani łatwe. 
Dziwne było zrządzenie Opatrzności, która wśród prostego ludu upatrzyła sobie wskrzesicieli uświadomienia narodowego na piastowskiej ziemi śląskiej. Praca tych ludzi - to było prawdziwe bohaterstwo, polegające nie tylko na odwadze, nie tylko na kilku nadludzkich czynach, ale na oddaniu całego życia, aż do śmierci, sprawie polskiej, na wysiłku żmudnym, szarym, codziennym, nieustannym, bez spoczynku, aż do zatraty tchu w piersi, aż do zamknięcia powiek, przez najbliższych. 

ROZDZIAŁ II. 

WALKA NIEMCÓW Z POLSKOŚCIĄ ŚLĄSKA. 

Pierwsze germanizacyjne kroki Regencji w Opolu

Po Kongresie Wiedeńskim, gdy Prusy widziały, że minęło niebezpieczeństwo odbudowy Polski w związku z ostatecznym pokonaniem Napoleona, przystąpiły do zdecydowanej akcji germanizacyjnej na Śląsku i stworzyły w tym celu w 1816 r. Regencję w Opolu. Jakie były cele tej regencji i o co chodziło jej urzędnikom, oddaje najlepiej rozprawa radcy regencyjnego Bendy, który w 1819 r., po trzechletnim pobycie na Śląsku, chwycił za pióro i napisał "Betrachtung Oberschlesiens". Charakterystyczne wyjątki tej pracy są najlepszym sprawdzianem zamierzeń rządów pruskich na Śląsku. Oto one:{ Ludomir (ks. Szramek): "W obronie Polskości Górnego Śląska", str. 14.}
"Lud, o którym tu mówię, należy do niemieckiego monarchy, podlega niemieckim prawom i wszakże nie zna on ani swych panujących, ani języka, ani swych praw. Stroni od urzędników państwowych, którzy bardzo mało, albo wcale nań nie mają wpływu, kierują nim jedynie przez postrach, nie zaś przez miłość i zaufanie. Lud ten nie ma nic wspólnego, oprócz nazwiska, z właściwymi Polakami, gdyż nawet nie mówi językiem polskim, lecz jakąś mieszaniną czesko-morawsko•polsko-niemiecką, której trudnoby szukać w jakimkolwiek języku piśmiennym. To prawdziwe nieszczęście da się, według mego zdania, jedynie tylko przez to usunąć, jeżeli język ten zostanie, jak można naj rychlej wytępiony przez nauczanie młodzieży w języku niemieckim. Nic na tym świat nie straci, nie straci żadnej świętości: gdyż ten tylko język zasługuje na tę nazwę, który posiada literaturę, lub zawiera w sobie pierwiastki rozwoju literatury. Żeby tego można się było spodziewać po mowie wasserpolaków nie słyszałem, aby utrzymywali nawet najzagorzalsi obrońcy tego języka". 
Po takim bezapelacyjnym sądzie radca Benda zabawił się w proroka pisząc: 
"Zaprawdę! Nie trzeba będzie na to nawet pół wieku, aby w prowincji niemieckiej wytępić żywioł polski do szczętu". 
„Język niemiecki otwiera dla ludu polskiego, nie umiejącego dotychczas po niemiecku, wrota cywilizacji niemieckiej. Wykształcić lud polski na polskich narodowców nie może być zamiarem rządu, ani też życzeniem Ślązaka" . 
„Wobec tak oczywistej konieczności powinien być wykład w języku polskim, według mego zdania, całkiem usunięty, skoro tylko dzieci otrzymają pierwsze zasadnicze pojęcia w nauce, a nawet podczas ich rozwoju powinno przeważać dążenie ku niemieckiemu językowi". 
Powyżej przytoczone wywody Bendy rzucają jaskrawe światło na to, z czym przychodzili na Śląsk urzędnicy króla pruskiego i jakie mieli zamierzenia. Bezapelacyjność tych wywodów, brak zrozumienia stosunków śląskich zabolały nie jedno polskie serce, a nawet i niemieckie, które nie mogło spokojnie patrzeć na tę rażącą niesprawiedliwość.

Replika pastora Richtera

Oto radca konsystorialny tejże regencji opolskiej pastor Jan S. R i c h t e r w odpowiedzi na wywody Bendy przesłał na ręce ministra oświaty dnia 21 stycznia 1821 r. własną rozprawę { Tytuł rozprawy brzmi: Abhandlung ueber die Art und Weise wie geistige und sittliche Bildung in Elementar- und Landschulen ueberhaupt und wie sie insbesondere im polnischen Oberschlesien der Jugend beigebracht werden konne.}, w której oświadcza: 
„ Żyjąc w prowincji, która od dawna dla niskiego poziomu kultury niedobrą cieszyła się sławą i ponieważ w przeszłym i obecnym zawodzie moim jako przełożony kościołów i szkół, nie tylko dosyć nazbierałem doświadczenia, ale władając językiem polskim, dokładnie też mogłem poznać mieszkańców, czuję się powołanym do udzielenia moich myśli w ważnym tym przedmiocie". 
Po takim wstępie w drugiej części swej rozprawy radca Richter { Ludomir: W obronie języka polskiego. Str. 18-21}
„... rozwodzi się szczególnie o górnośląskich stosunkach. Z góry oświadcza się przeciwko rugowaniu języka polskiego: przypomina ministrowi, jak słusznie żalili się Niemcy na Napoleona, gdy w prowincjach nadreńskich wszędzie zaprowadzał język francuski, wyrzucając niemiecki, i dodaje: 
„.. a jednak to samo czynimy na polskim Górnym Śląsku" . 
„Co prawda większość uniewinnia bezwględność swoją twierdzeniem, że surowość Górnoślązaków głównie od mowy ich zależy i od niemożliwości udzielania im porządnej nauki. Jest to nie tylko cichym mniemaniem wielu nie znających wcale ludu i mowy, ale niestety nie dawno temu nawet drukiem publicznie było głoszone (Benda, p. aut.). Lecz ci, którzy bez znajomości narzecza górnośląskiego oświadczają je za surowe, monotonne, niezdatne do języka wykładowego, podobni są do ślepego, co o kolorach rozprawia. Za dowód przytaczają niski stopień kultury Górnoślązaków i przypisują go jedynie ich mowie! Tymczasem kto wie, jak smutne było obywatelskie położenie Górnoślązaków, jak nieurodzajne piaszczyste ich ziemie, jak surowy ich klimat i jak trudny i mało wdzięczny odbyt ich plonów, ten z pewnością przyczyny niskiego stopnia ich kultury w czym innym szukać będzie, a nie w ich mowie ... Jeżeli dotąd byli leniwi, uparci, nieufni, to niestety jest wynikiem smutnych ich stosunków. obywatelskich. Człowiek, co dawniej nie posiadał własności ni wolności, co jako "glebae adscriptus", t. j. do gleby przykuty, ani majątkiem, ani sobą lub rodziną swoją nie mógł dysponować, co dowolnie z dobrego gospodarstwa na puste miejsce mógł być przeniesiony, albo wiedział od przodków swoich, że teraz o wiele więcej musi pracować aniżeli pierwotnie we dworze było jego obowiązkiem - nie podobna, aby ten mógł być dostępnym dla wyższych ludzkich radości. Nieufność zapełnia serce jego do wszystkich, co mu rozkazują, a później dumając nad smętnym losem swoim ułapia wreszcie świadomość swoją w napojach odurzających. Skoro te pożałowania godne stosunki u wszystkich Górnoślązaków ustaną, skoro w przyszłości z równą pilnością, jak od 1816 r. będzie się starało o wykształcenie młodzieży, wtenczas pocieszające rezultaty osiągnie się w takich szkołach, gdzie po polsku się wykłada". 
"W dalszym ciągu wskazuje Richter na to, że polskie dziecko górnośląskie od rodziców uczy się o wiele częściej języka ojczystego niż niemieckiego, co znacznie ułatwia naukę w szkołach polskich. Proponuję więc ministrowi uczyć wprawdzie języka niemieckiego, lecz nie nalegać, aby dzieci takiej nabyły w nim biegłości, żeby mógł się stać językiem wykładowym. Bo w takim razie polskie dzieci górnośląskie zbyt dużo czasu straciłyby na lekcjach niemieckich, którego potrzebują pilniej na inne nauki. Zaprowadzenie niemieckiego wykładu u polskich dzieci nazywa Richter wynudzeniem niemieckim. O zupełnym zniemczeniu przez to Górnego Śląska, ani mowy nie będzie: nie zapomnieli Łużyczanie pod saskim rządem po łużycku, ani Litwini pod Prusakiem po litewsku, tak też nikt nie będzie mógł zmusić Górnoślązaka, aby o swoim języku zapomniał. W końcu Richter swoje wywody oddaje pod sąd namiestnika poznańskiego księcia Antoniego Radziwiłła".

Rozporządzenie ministra Altensteina 

Minister von Altenstein po zapoznaniu się z rozprawą zwrócił się do księcia Radziwiłła o zdanie, a gdy ten opowiedział się po stronie wywodów Richtera, wtedy dla regencji poznańskiej wydane zostało rozporządzenie 23 grudnia 1822 r., z którym nie mniej musiano się liczyć i na Śląsku {Ludomir, str. 20. }
Oto wyjątki: 
"Co się tyczy kwestyj rozszerzania języka niemieckiego, to chodzi o to, aby uświadomić sobie dokładnie, czego się w tym kierunku osiągnąć pragnie i osiągnąć powinno, mianowicie, czy należy dążyć do tego, aby polscy poddani tamtejszej prowincji i język niemiecki ogólnie rozumieli, albo czy się też pragnie cały naród wprawdzie nieznacznie i stopniowo. ale mimo to tak zupełnie, jak to jest tylko możliwym. zgermanizować", 
"Według przekonania ministerstwa tylko pierwsza ewentualność jest potrzebną i wykonalną, druga jest niewykonalną i nie do polecenia" . 
„Wykształcenie jednostki i całego narodu może się opierać tylko o język ojczysty".

Pruskie szkolnictwo na Śląsku.

To rozporządzenie ministerialne zostało wydane dla Poznańskiego, gdzie wpływy księcia Radziwiłła dominowały przez pokrewieństwo i na dworze pruskim bardzo się z nim liczono. Nie miano jednak czystych zamiarów w odniesieniu do Śląska, świadczy o tym fakt, iż rozporządzenie to na Śląsku nie obowiązywało. Natomiast ministerstwo zażądało w 1824 r. sprawozdania, z którego wynika, że wszystkich szkół na Śląsku było wtedy 647, z tego 282 z językiem wykładowym polskim i niemieckim, 199 czysto niemieckich, 131 czysto polskich, a 35 z wykładowym językiem czeskim i niemieckim. 
W 1826 r. pruski minister oświaty wydał nic nie mówiące mogące być dowolnie interpretowane pouczenie, że 
„... nauczyciele nie znający języka ojczystego dzieci nie mogą też pośredniczyć jasnych pojęć. jasnych zdań i wyrażeń poprawnych ... "
Najwidoczniej nie zadowolony z takiego stanu rzeczy radca Richter w sprawozdaniu z dnia 27 maja 1827 r. postawił wniosek do ministerstwa, aby: 
1. we wszystkich szkołach ludowych w obu językach uczono, 
2. w gimnazjach, seminariach jak i na wszechnicy naukę polskiego języka zaprowadzono, 
3. liczbę parafij powiększono. 
Odpowiedzi na to nie było już żadnej i każdy inspektor mógł postępować jak chciał. To milczenie było więcej, niż wymowne. Wskazywało na to, że ministerstwo nie śmie wprost germanizować, ale milcząco daje do zrozumienia, aby to robiono, skoro wnioski takie, jak Richtera, pozostawiało bez odpowiedzi i przechodziło nad nimi do porządku dziennego. 
Podczas gdy w Berlinie układano plan uderzenia w odwieczne prawa językowe ludności śląskiej i wymowne milczenie ministerstwa było tylko ciszą przed burzą, Śląsk już sam od kilku lat budził się powoli ... 

Pierwsze polskie drukarnie.

Oto ks. G a ł e c z k a, proboszcz w Oleśnie, zostawszy w 1801 r. inspektorem szkolnym dla 
powlatow oleskiego, kluczborskiego i byczyńskigo, na tym stanowisku zetknął się z faktem, że nie było w ogóle książek polskich, nawet tych najprostszych, na podstawie których uczy się dzieci po szkołach. Sam własnym kosztem założył pierwszą drukarnię polską na Śląsku {Kudera, str, 8.}, po czym już zakładano coraz liczniejsze drukarnie, a w roku 1804 Baelitz zaczął drukować polskie książki w Opolu. Od 1816 r. Weilshaeuser drukował, z chwilą założenia regencji w Opolu, rozporządzenia urzędowe po niemiecku i po polsku w t. zw. "Dzienniku urzędowym", 
Najsławniejszym z drukarzy polskich książek był Raabe, który od 1833 r. wydał najwięcej książek polskich, W• Raciborzu powstały dwie drukarnie, a mianowicie Herzoga w 1816 r. i nieco później Bergnera. Poza tym polskie książki drukowała od 1819 r, drukarnia Neumana w Gliwicach, a po tym powstała jeszcze w tym celu drukarnia Landsbergera. 
Ostatecznie nie było na Śląsku miasteczka, w którym by nie powstała drukarnia, przeznaczona do drukowania także polskich książek. Zakładanie polskich drukarń miało wielkie znaczenie, gdyż odtąd zaczęło się krzewić czytelnictwo i praca oświatowa. 

Polskie śpiewniki.

Ks. Gałeczka dał pierwszy przykład, za nim poszli już inni. Przede wszystkim drukował on zbiory
polskich pieśni dla szkół i rozdawał je darmo pomiędzy dzieci i lud. Za jego przykładem, jak podaje Lompa, Baelitz wydał kilka tysięcy pieśni kościelnych, które rozpowszechniły się na Śląsku i mimo woli utrwalały polski język wśród tych, którzy nawet nie mogli chodzić do nielicznych szkół, a umieli zaledwie śpiewać jedną polską litanię. 

Nauczyciel Lompa.

Z początkiem XIX wieku były już polskie drukarnie, to to też nauczyciel L o m p a {Józef Lompa urodził się w 1797 r, w Oleśnie jako syn ubogiego kramarza, Ukończył szkołl; ludową w Oleśnie potem chodził w Wieluniu do szkoły 00. Pijarów, skąd uciekł w 1811 r., obawiając sil;, aby nie został zakonnikiem. Potem był pisarzem w sądzie w Oleś nie, a po roku sekretarzem okolicznego dziedzica. W 1815 r, poszedł do seminarium nauczycielskiego we Wrocławiu, które ukończył chlubnie w 1817 r. Miesiąc był mi praktyce nauczycielskiej pod Cieszynem, potem został organistą i nauczycielem samodzielnym w Łomnicy w powiecie oleskim. Stąd przeniósł się po roku do Lublińca, a po dwóch latach do Lubszy w 1821 r., gdzie pracował, jako nauczyciel, 30 lat do 1851 r., w którym to roku został zwolniony bez żadnego zaopatrzenia przez rząd pruski za swą działalność dla sprawy polskiej. Następnie przeniósł się do Woźnik, gdzie żył w wielkiej biedzie, a pod  koniec życia otrzymał zapis, który mu nieco byt poprawił. Wkrótce jednak umarł w 1863 r. i został pochowany w Woźnikach.} miał już ułatwioną drogę dla swej pracy literackiej. Praca jego była ogromna i dokonała takiego przełomu w ówczesnym życiu Śląska, że słusznie potomni nazwali Lompę patriarchą pionierów odrodzenia narodowego na Śląsku.
Lompa był jednym z bardzo niewielu nauczycieli polskich, którzy wskutek ukończenia seminarium niemieckiego znali język niemiecki i rodzimy polski. Władze pruskie rozmyślnie nie zakładały seminariów dla kształcenia nauczycieli polskich, stąd było ich zaledwie kilku. Przysyłały natomiast nauczycieli Niemców, którzy nie rozumieli języka polskiego, niczego nie mogli nauczyć dzieci i byli tylko przedmiotem drwin i przedrzeźniań. 

Jak uczono? 

Tych. nauczycieli też było niewielu, gdyż władze szkolne rozmyślnie nie dbały o zakładanie nowych szkół. Zanim Lompa zaczął swą pracę nauczycielską, stan szkolnictwa mniej więcej do 1815 r., ze względu na ilość szkół i jakość poziomu naukowego, był fatalny. Nauczycieli fachowych prawie nie było, dlatego też uczyli mało wykształceni kościelni, albo inwalidzi wojenni. Książek polskich nie było w ogóle, gdyż polskie drukarnie dopiero zaczęły powstawać. 
Uczono więc z pamięci i to dzieci musiały sobie przyswajać, wykuwając wszystko na pamięć. Plebani uczyli pacierza, pieśni kościelnych i głównych zasad wiary. Dzieci chodziły do szkoły w zimie, lub w dni, w których nie były potrzebne do pracy w polu, więc chodził do szkoły kto miał czas i ochotę. W dodatku nauczyciel, przeważnie przygodny, kazał sobie mleć zboże, albo pomagać w gospodarstwie, zwłaszcza gdy sam był bardzo biedny. 
Przy takim stanie nauki na Śląsku większa część ludności nie umiała ani czytać, ani pisać, lud był mało oświecony i stał na bardzo niskim stopniu rozwoju kulturalnego. Równocześnie pruskie władze szkolne rozważały teoretycznie, jak mają postąpić, gdy będą musiały rozbudować szkolnictwo na Śląsku. Walka o program toczyła się już za czasów pracy nauczycielskiej Lompy. 

Walka z językiem polskim.

Jakkolwiek uczony krakowskiego uniwersytetu Bandtke w 1821 r. ogłosił w "Mrówce" poznańskiej rozprawę p. t. „Wiadomości o języku polskim na Śląsku o polskich Ślązakach", w której stwierdził, że: 
" ... i prowincjonalna mowa polskich Górno- i Dolnoślązaków ma swoją wielką wartość, a wszyscy ci nie mają słuszności, co nią pogardzają. Z niej najlepszy Polak może się uczyć wiele doskonałych starych wyrażeń ...” 
i mimo, że Julian Ursyn Niemcewicz, po podróży odbytej po Śląsku w 1821 r. napisał { Ludomir, str. 17.} , że: 
"Wszystko na drugiej stronie takie same, jak u nas i taż sama mowa, strój, obyczaje, położenie kraju, wszystko świadczy, że Polska i Śląsk jednym narodem, jedną była krainą". 
to jednak urzędnicy niemieccy, powołani czy też nie, rozpoczęli około 1827 r. ponowną nagonkę na język polski ludności śląskiej i na nią samą.
Oto wśród 20 broszur, które na ten temat wydano, stale spotyka się twierdzenie, że "Gdzie polski panuje język, tam też zwykle panuje nieuctwo i niemoralność" { pt. "Freimuetige Aeusserungen ueber den sittlichen und kirchliche n Zustand Oberschlesiens".}, jedna z nich zwłaszcza, przechodzi jadowitością wszystko, co do tej pory napisano. Oto Fischer z Wrocławia w "Schlesische Provinzialblaetter" (1827 r. 85 t.) w ten sposób powiada: 
"Co za kauderwaelsch (mieszana) jest mowa polskiego chłopa! Co za mieszanina czesko-morawsko-wendyjska! W Krakowie nikt by słówka z tego nie zrozumiał; uważanoby to za jakiś język hotentocki!". 

Odparcie ataku.

W odpowiedzi na te kłamstwa niemieckie jeszcze raz odezwał się radca regencyjny Richter i napisał rozprawę, p. t. "Etwas ueber die polnische Sprache Oberschlesiens als Verteidigung ihres Wertes", w której stwierdził, iż narzecza ludów słowiańskich są dziesięć razy czyściej wymawiane, niż niemczyzna przez chłopów niemieckich.
Polskie dziecko uczy się od swych rodziców nie wykształconych, o wiele czyściej języka ojczystego, niż niemieckie - a chociażby wcale do szkoły nie chodziło, na polskiej nauce religii trzy razy szybciej robi postępy, niż niemieckie dziecko na nauce religii niemieckiej, w tych samych okolicznościach. 

Richter powołuje się przy tym na swoje 20-letnie doświadczenie w Hołdunowie, gdzie był proboszczem i gdzie zawsze łatwiej mógł się porozumieć z dziećmi i ludźmi polskimi, niż z niemieckimi. Z tego jak pisze - wynika: 
" ... uważanie języka polskiego za przeszkodę oświaty jest wielkim błędem. Nie język polski, lecz dotychczasowy brak dobrych nauczycieli, lekceważenie ludu górnośląskiego i smutne stosunki, wśród których Górnoślązacy bez własności i pod ciężarem poddaństwa żyć musieli - to były główne przyczyny ich niskiego stopnia kultury", 
Powyższe wywody Richtera poparte zostały podobnymi wywodami przez pastora z Pszczyńskiego B a r t e l m u s a, ogłoszonymi w 86 t. "Provinzialblaetter" oraz przez jakiegoś Jarockiego w "Allgemeinen Oberschlesischen Anzeiger" (1827 r. str. 261). 

Germanizacja przez szkołę

W ten sposób atak na wartość języka polskiego został odparty, jednak pedagodzy Niemcy, którzy przyszli na Śląsk, czuli się powołani do zabrania głosu w sprawie metody germanizacyjnej szkoły, mającej wychować nowe pokolenie w duchu i znajomości języka niemieckiego. I tak uczeń słynnego szwajcarskiego pedagoga Pestalozzego, prof. Feliks Rendschmidt, uczący w seminarium nauczycielskim we Wrocławiu, ogłosił w "Schlesische Provinzialblaetter" (1834 r. 99 t.) rozprawę p. t. "Ueber die Verbreitung der deutschen Sprache in Oberslesien", w której twierdzi, że w ostatnich latach język niemiecki poczynił wielkie postępy, gdyż miasta są całkowicie zniemczone. Dalej stwierdza, że mimo to jednak szkoła niemiecka zbyt mało zdziałała, gdyż stosowano złą metodę i dlatego proponuje następujący sposób postępowania: należy z dziećmi mówić po polsku, aż się ośmielą i nabiorą zaufania, po tym za pomocą języka polskiego powoli wprowadza się je do znajomości niemieckiego, aż w końcu uczy się tylko po niemiecku. 
Takie poglądy poparł wydaniem podręczników, które zostały zatwierdzone przez władze szkolne, a mianowicie: "Książka do czytania dla klasy średniej szkół katolickich miejskich i wiejskich" (1843 r.), którą Lompa przełożył na język polski, dalej "Książka do czytania dla klasy wyższej w szkołach miejskich i wiejskich" (1846 r.) i trzecia p. t. "Nauka czytania dla szkół elementarnych miejskich i wiejskich" (1847 r.). 
Jeszcze ostrzej od Rendschmidta wystąpił pastor Jan v. Holenz, wydając pracę p. t. "Die deutsche Sprache als Schulsprache und Unterrichtsgegenstand in den Elementarschulen ... " (1835 r.), w której zażądano, aby wszędzie na polskim Śląsku wykładano w szkołach ludowych wyłącznie po niemiecku, z wyjątkiem tylko części nauki religii. A skoro dzieci polskie nabędą pewnej biegłości w języku niemieckim, wtedy nie tylko szkolna nauka religii powinna już być wyłącznie niemiecką, ale księża powinni sobie mieć za obowiązek takie dzieci przygotowywać po niemiecku do Sakramentów świętych i zachęcić do uczęszczania na niemieckie nabożeństwa. 
Gdy takie poglądy zaczęli wygłaszać pedagodzy i pastorowie niemieccy, dziwnym zbiegiem okoliczności wśród samych Ślązaków byli już tacy, którzy umieli przeciwstawić pracy germanizatorskiej ofiarę swego życia i obronić lud śląski przed zagładą. 

Pierwsze polskie podręczniki.

Pierwszym, który to zrobił, był L o m p a. Choć ukończył niemiecką szkołę, choć tam tłumaczono 
mu, że literatury polskiej nie było i nie ma, nie dał się zbić z tropu, zbierał, gdzie się dało, polskie książki i tą drogą dokształcał się. 
Wobec braku jakichkolwiek polskich książek do nauczania na Śląsku, postanowił temu zaradzić i napisał kilka podręczników dla nauczycieli i dzieci w szkołach ludowych. Do nich należą: "Krótkie wyobrażenie historyi Szlązka" (Opole 1821 r.), przetłumaczył książkę Rendschmidta p. t. "Książka do czytania dla klasy średniej", w której niemieckie wiersze zastąpił polskimi Kochanowskiego i innych, dalej "Krótki rys jeografii Szlązka" dla nauki początkowej (Lublinie c 1843 r.), "Wzory kaligraficzne polskie dla szkół elementarnych" (Racibórz 1844 r.), ,,Krótki rys historyi naturalnej" (Olesno 1847 r.), "Przewodnik do rachunków pamięciowych (Gniezno i Leszno 1848 r.), oraz "Wzory rysunkowe” {Prus „Lompa”, str 100 – 130.}
Ponieważ liczył się z tym, że mogą uczyć również nauczyciele Niemcy, zestawił im na końcu alfabetyczny spis wyrazów polskich i niemieckich. 
Choć niewiele dzieci korzystało z tych książek, z powodu braku pieniędzy, to jednak wyszło ich po kilka wydań, gdyż kupowali je nauczyciele, znajdując w nich gotowy materiał i dzięki nim mając mniejsze trudności w nauczaniu. 

Prace literackie Lompy 

Lompa przez swe podręczniki oddał ogromne usługi szkolnictwu polskiemu na Śląsku, któremu. 
groziło całkowite zniszczenie. Rozumiał jednak aż nadto dobrze, że dzieciom, po wyjściu ze szkoły, należy dać coś więcej do czytania jak również, że należy rozbudzić czytelnictwo wśród starszych, którzy co najwyżej znali polską książkę do nabożeństwa. Tym starszym trudno było dawać od razu rzeczy wielkie i o wysokiej wartości naukowej czy literackiej, dlatego Lompa rozpoczął od pisania legend, bajek, powiastek, zrozumiałych dla ludzi prostych i odpowiadających ich zainteresowaniom i poziomowi intelektualnemu. 
Tak powstały: "Zbiór wierszy" (Opole 18.41 r.), "Pielgrzym w Lubopolu" (Lubliniec 1844 r.), "Historia o Gryzeldzie" (Mikołów 1846 r.) i dużo innych. 

Zasługi Lompy

Prócz tego pisał Lompa o pszczelnictwie, chmielu, warzywnictwie, sadownictwie, przez co przyczynił się do podniesienia kultury rolniczej wśród ludności śląskiej. Miarą ogromu jego pracy jest to, że wszystkich prac napisał 91. W ten sposób dał ludowi, pozbawionemu przed nim w ogóle książki polskiej, taką książkę, która mogła pobudzić Ślązaków do częstego i chętnego czytania - stworzył czytelnictwo na Śląsku. 
Równocześnie pozyskał sobie sławę swymi pracami ludoznawczymi w sferach naukowych Warszawy, Krakowa, Wrocławia i Poznania. Całe lata zbierał materiały, wydawał przysłowia, baśnie i powieści gminne. Dzisiaj materiały jego są często jedynym źródłem do poznania zwyczajów ludowych, po których w międzyczasie wszelki ślad zaginął. 
Dla zasług Lompy, Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu zamianowało go swym członkiem w 1857 r., a w rok później Towarzystwo Rolnicze w Warszawie zamianowało go swym członkiem-korespondentem. Te wyróżnienia świadczyły najlepiej o jego sławie, jaką cieszył się w całej Polsce. { Prócz tego w 1844 r. Towarzystwo literackie w Gostyniu zamianowało Lompę swym członkiem.}

Kosicki walczy o polskie rozporządzenia urzędowe.

W tym samym czasie, gdy Lompa zapełniał działalnością swoją tak wielką lukę w dziedzinie szkolnictwa i oświaty wśród ludu śląskiego, Karol Kosicki { Karol Kosicki, szlachcic śląski, pochodził z rodziny ongiś polskiej. później zniemczonej i sam za Niemca się uważał. Urodził się w Roszkowicach pod Byczyną w 1788 r., w 1813 r. osiadł na Śląsku i był właścicielem dóbr Wilkowice w powiecie Tarnogórskim. Umarł w 1863 r. } był tym, który walczył z regencją opolską i biurokracją pruską o równouprawnienie języka polskiego, jako języka urzędowego. Z własnego, wewnętrznego przekonania bronił praw językowych bezbronnego ludu u prezydentów, nadprezydentów i samego króla pruskiego. 
Gdy po odejściu z Opola radcy Richtera w 1838 r. przestały wychodzić rozporządzenia regencji w języku polskim, co najlepiej świadczyło o tym, że Richter był jedynym wyjątkiem wśród urzędników pruskich i nie myślał o germanizacji, Kosicki wysłał zażalenie do Wrocławia na ręce prezydenta Merkla. 
Ten kazał mu się zwrócić bezpośrednio do regencji w Opolu, gdzie Kosicki otrzymał wykrętną odpowiedź, że wobec szczupłych wiadomości językowych i rzeczowych Górnoślązaków uważano za stosowne zaprzestać wydawania rozporządzeń w języku polskim. 
Kosicki, widząc w tym wręcz złą wolę i chęć zmuszenia ludności do uczenia się języka niemieckiego, napisał w tej sprawie w 1841 r. do króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma IV. W odpowiedzi został powiadomiony przez nadprezydenta, że uwzględnienie jego prośby nie jest możliwym, gdyż na Śląsku tylko lud mówi po polsku, a nie i szlachta, jak w Poznańskim. Oprócz tego 
" ... mowa górnośląska nie jest językiem czysto polskim, jaki zachował się w Królestwie i Księstwie, ale tylko jego narzeczem z domieszkami niemieckimi, które nie może sobie rościć prawa do dalszej opieki, a jeszcze mniej do stałego zachowania; takowe byłoby nawet dla oświaty górnośląskiej, jedynie niemieckim językiem osiągniętej, cofnięciem się wstecz." 
Ponieważ równocześnie prośby Kosickiego odrzucił i sejm śląski, dał on śmiało odpowiedź że mogło się to stać tylko dlatego, że 700,000 Górnoślązaków, gęsto zamieszkujących więcej niż 12 na 16 powiatów obwodu opolskiego - nie ma ani jednego narodowego przedstawiciela, co na przyszłość trzeba zmienić. Poza tym Kosicki stwierdził, jak poprzednio Richter i Bandtke, że język na Śląsku niczym nie różni się od języka polskiego. 
Kosicki miał wówczas tę satysfakcję, że niemieckie gazety, nastawione liberalnie, po większej części poparły jego stanowisko. Z całą gwałtownością otworzyła się ponownie kilkuletnia dyskusja na temat wartości języka polskiego na Śląsku. Specjalnie atakowali go historyk wrocławski Wuttke na łamach "Schlesische Provinzialblaetter" (1844 r. 119 t.) i uczony niemiecki Karol Eberth, który przytoczył statystykę z 1813 r. i 1843 r. na podstawie Hundricha {"Nachrichten ueber die polnischen und anderen ausserdeutschen Sprachverhaeltnisse in der Provinz Schlesien, besonders im Bereich des Ober-Landesgerichts zu Breslau. }, z której wynikało, że germanizacja w miastach, a zwłaszcza w powiecie oleśnickim, poczyniła ogromne postępy. Eberth zakończył swe wywody słowami: 
" ... jeszcze raz powtarzam, stanowczy i nie powstrzymany postęp żywiołu niemieckiego w okolicach Śląska dziś jeszcze nie niemieckich, jest niezachwianym faktem historycznym, koniecznością nawet kulturalno-dziejową." 
Kosicki odpowiedział mu na to w "Provinzialblaetter" (1846 r. 124 t,), że:
" ... postępy niemczyzny nie stoją w żadnym stosunku do wysiłków w tym względzie poczynionych." 
Na tym urwała się dyskusja. A tymczasem dokonał się fakt moralnego odrodzenia, jaki się w tym okresie odbywał 

Ks. Ficek i degeneracja ludności. 

Oto proboszcz piekarski ks. J a n  A l o j z y  F i c e k {Ks. Jan Alojzy Ficek, urodzony w 1790 r. w Wielkim Dobrzyniu, wykształcił się na nauczyciela, jednak zmienił zamiar i został księdzem. Skończył teologię we Wrocławiu i w Krakowie, gdzie został wyświęcony w 1817 r. 3 lata był kapelanem w Czeladzi, 6 lat proboszczem w Ziemięcicach, a 1826 został proboszczem w Piekarach, gdzie przebywał do śmierci w 1862 r. }, który sam siebie nazywał Pieskiem Matki Boskiej, rozwiązał bardzo ważny problem społeczny na Śląku, stając się apostołem trzeźwości. Oczywiście ujmował tę akcję z punktu widzenia katolickiego, nie mniej rozumiał bardzo dobrze, w jak silnym stopniu degenerowała się polska ludność na Śląsku wskutek panującego powszechnie pijaństwa. 
Robotnikom często nie wypłacano zarobków, to też musieli brać wszelkie artykuły żywnościowe w sklepach na kredyt. W każdym zaś sklepie sprzedawano wówczas napoje alkoholowe i właściciele namawiali kupujących, aby brali też wódkę, względnie nawet wywierano pewien nacisk w tym kierunku na biednych robotników, całkowicie zależnych od kupców. 
Ponadto istniał zwyczaj, że wypłata nie odbywała się tak, jak dzisiaj, każdemu z osobna, tylko większą sumę pieniędzy dawano sztygarowi lub majstrowi do wypłaty, którzy dla zmiany na drobne szli razem z robotnikami do szynku. Niejednokrotnie też robotnik po zapłaceniu długu za pobrany towar i wypitą wódkę, wracał do domu bez pieniędzy. 
Poza tym ludność była wyzyskiwana i choć np. obowiązywała 8 godzinna szychta, {Piernikarczyk: "Historia Górnictwa i Hutnictwa" t. II str. 46.} stopniowo przedłużano pracę, stosując t. zw. "bajki" (nadszychty), dochodzące do 4 godzin, tak, że robotnik, wychodząc rano, wracał dopiero późnym wieczorem. 
Aby nie myśleć o biedzie i nędzy, jaka czekała go w domu, wstępował najczęściej do szynku, gdzie przychodziła po niego żona, gdy zbyt długo nie było go widać. Przeważnie wówczas i ona sama zostawała. Tak więc wskutek braku oświaty i nędzy, moralny stan tworzącego się w tym czasie typu robotnika śląskiego był bardzo niski. 

Odrodzenie moralne. 

Ks. Ficek, wczuwając się w ówczesne położenie i widząc, jak właściciele destylarni i żydzi-szynkarze bogacą się, a ludność popada w coraz głębszą nędzę, postanowił przeciwdziałać temu zastraszającemu stanowi rzeczy. Mianowicie wykorzystując swe stanowisko proboszcza jednego z najbardziej znanych na Śląsku miejsc odpustowych w Piekarach, rozpoczął w 1844 r. organizować ruch wstrzemięźliwości na wielką skalę. W akcji tej poparło go całe duchowieństwo, ludność wszędzie przystępowała gremialnie do Kółek wstrzemięźliwości, organizowanych w każdej wiosce. 
W takim np. miasteczku Pyskowicach na 2500 parafian przystąpiło do tego bractwa 1900 ludzi. { Kudera, str. 42.}
Podobnie działo się na całym Śląsku. Akcja ta nie tylko odrodziła ludność moralnie, ale zmobilizowała masy i dowiodła zdolności organizacyjnej ludu śląskiego, będąc jakby próbą zjednoczenia Ślązaków pod jednym sztandarem, pod jednym hasłem. 
Śmiało można twierdzić, że ten powszechny ruch dokonany na Śląsku po raz pierwszy, był próbą zrozumienia przez ludność większej idei i lekcją zorganizowanej akcji na wielką skalę, w której chodziło o zmobilizowanie mas. Za tą udaną próbą poszły już inne i w ten sposób dokonywało się powoli odrodzenie i zjednoczenie narodowe na Śląsku. 
Władze pruskie, widząc to świadome organizowanie ludności śląskiej, dopatrywały się w tym ukrytego plzanu, a przede wszystkim były zaskoczone wielkością akcji i ilością masy, jaka wzięła w niej udział. Starały się temu ruchowi przeciwdziałać, rozpoczynając tu i ówdzie śledztwa, szykanowały; ponieważ jednak nie mogły nic zarzucić, musiały przyznać w swych raportach, że skutki tego ruchu były nadzwyczajne. 
Oto jeden z tych raportów: 
"Zjawisko to jest w istocie wspaniałe, szynki stoją próżne, a na targach i jarmarkach panuje zupełny spokój i porządek. Urzędnicy w hutach i kopalniach oraz właściciele dóbr chwalą pilność, porządek i posłuszeństwo tych, którzy wyrzekli się gorzałki." 
Równocześnie właściciele podkreślali, że podnosi się wydajność pracy robotników. Tak więc ks. Ficek ułatwił swym ruchem późniejszą zwartą postawę ludności w walce w czasie "Kulturkampfu". 

Znaczenie drukarni piekarskich.

Ks. Ficek namówił niejakiego Heera, aby założył polską drukarnię w Piekarach, którą potem nabył słynny Heneczek, znany drukarz i nakładca polskich książek w drugiej połowie XIX wieku. Drukarnia ta miała ogromne znaczenie, gdyż ludzie, zjeżdżający się masowo na odpusty do Piekar, zapoznawali się z najnowszymi książkami polskimi. Ks. Ficek w tym celu wydawał polskie książki, o treści oczywiście religijnej, rozumiejąc, że nie tylko żywym słowem, ale również i drukowanym należy oddziaływać na lud. 
Podtrzymywał w ten sposób język polski, bronił go przed germanizacją i uczynił z Piekar kuźnię polskości, z której masowo rozchodziły się druki polskie wśród ludności śląskiej. 

Piekary – Śląska Częstochowa.

Jakby przeczuł, że może przyjść czas, w którym nie będzie wolno prostemu ludowi jeździć do 
Częstochowy, czy tez do Krakowa i u stóp królowej Polski krzepić swe serca - stworzył z Piekar główne miejsce odpustowe, słynne nie tylko na Śląsku, ale i w całej Polsce. 
Na miejscu dotychczasowego kościoła drewnianego, pamiętnego bytnością króla Jana III Sobieskiego w wyprawie na Wiedeń, wybudował w latach 1842-1849 wspaniałą murowaną świątynię. Władze pruskie miały już jednak na niego oko i w czasie wznoszenia budowli robiły mu stale szykany. Najpierw nie chciały mu pozwolić na poświęcenie kamienia węgielnego, a gdy ustąpiły pod naciskiem ówczesnej opinii, wtedy już w czasie budowy kościoła kazały mu zmienić budowę wież, co narażało ks. Ficka na stratę 6000 talarów. 
Pomimo wszystko wybudowowano kościół prawie z niczego, drogą składek społeczeństwa, dawanych na akcje po 5 talarów, które wypuścił ks. Ficek, a które miały być "zapłacone w niebie", jak glosił ich tekst. 
Nie posiadając prawie zupełnie pieniędzy, w obliczu straty 6000 talarów znalazł się proboszcz Piekar w wielkim kłopocie. Pojechał wtedy do Berlina do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV na skargę i ten dał mu pozwolenie na spokojne ukończenie budowy. 

Tenże król, gdy w 1846 r. znalazł się na Śląsku z okazji poświęcenia pierwszej linii kolejowej Wrocław-Mysłowice, odwiedził Piekary, a oprowadzający go ks. Ficek opowiadał mu, że tutaj król polski Jan III Sobieski w wyprawie pod Wiedeń polecał się opiece Matki Boskiej i tutaj August, książę saski, wybrany na króla polskiego, złożył wyznanie wiary. {Pressfreund, str. 46. }
Ks. Ficek był jedną z ważniejszych postaci na Śląsku w połowie XIX wieku. Pracą swą przyczynił się wybitnie do odrodzenia narodowego ludności śląskiej. 

1847-48 lata głodu i zarazy

W latach 1847 i 1848. zawisła nad Śląskiem. ciężka zmora. W niektórych wsiach wymierało z powodu tyfusu głodowego 10-20% ogółu ludności. Po klęskach nieurodzaju przyszedł głód, a dodając do tego zaniedbanie stosunków zdrowotnych przez właścicieli osad górniczych i hutniczych, bezczynność czynników rządowych, które nie organizowały żadnej akcji, żadnej pomocy, brak kolei i brak możliwości dostarczenia środków żywności dla umierającej z głodu masy lodu śląskiego możemy sobie wyobrazić straszny obraz tych lat!
Nadprezydent v. Wedell jako przyczyny zarazy podał w sprawozdaniu urzędowym: {Piernikarczyk: "Historia Górnictwa i Hutnictwa" str. 109}
"Liche pożywienie rodzi choroby wszelkiego rodzaju, tyfus pochłania każdego roku swoje ofiary, a nazywa się go przede wszystkim tyfusem głodowym, gdyż lichymi środkami żywności i brakami wszelkiego rodzaju osłabione ciało najbardziej jest podatne". 
Równocześnie prof. patologii Rudolf Virchov z Berlina, który przybył na Śląsk, aby zbadać przyczyny zarazy ogłosił drukiem swoje spostrzeżenia, w których obwinił rząd o poczynienie fałszywych kroków celem niesienia oświaty, gdyż chodziło mu w tym więcej o germanizację, niż o istotną pracę podniesienia poziomu kulturalnego ludności. {Ludomir, str. 53.} 
Nie przedsięwzięto żadnych środków ostrożności, jakkolwiek już w 1845 r. chodziły wśród ludu wieści, że Górnemu Śląskowi zagraża głód. Cenzura zabroniła pisać o tym w gazetach i alarmy te nie dostały się do wiadomości szerszego ogółu. Nieustanne deszcze spowodowały, iż w 1847 r. wszystko na polach uległo zniszczeniu. Ludność śląska po spożyciu wszystkich zapasów żywności, żywiła się koniczyną, lebiodą, korzonkami, perzem, korą drzew, grzybami. Stąd wybuchła zaraza. 
Najwięcej ucierpiały powiaty pszczyński i rybnicki, a także raciborski, głubczycki, kozielski, gliwicki i bytomski, zabrski, katowicki, tarnogórski, lubliniecki, oleski, opolski, strzelecki i inne. W takim powiecie pszczyńskim, liczącym wówczas 69.000 dusz, 1000 zmarło z głodu, a 7000 z zarazy. W ciągu tych dwóch lat z głodu i zarazy umarło około 50.000 ludzi, a jakieś 10.000 dzieci zostało sierotami. {Prus str. 45}
A Berlin milczał i patrzył spokojnie na wymieranie polskiej ludności. Nadprezydent, zapytany w tej sprawie, co zamierza uczynić rząd, musiał odpowiedzieć, że n i c i istotnie tak się stało! Były wsie, w których cmentarze nie mogły pomieścić wielkiej ilości umarłych. 

ROZDZIAŁ III. 

LUD POLSKI NA ŚLĄSKU WYSTĘPUJE PRZECIW NIEMCOM.

Rewolucja w Prusach. 

W tym samym czasie, gdy na Śląsku w 1848 r. zaraza wygasała i zbierała swe ostatnie ofiary w - Prusach wybuchła rewolucja. Prusy były jednym z trzech państw, które na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. wiązały się świętym przymierzem dla przywrócenia starego porządku. rzeczy - władzy absolutnej, zachwianej przez prądy rewolucji francuskiej. Austria, Rosja i Prusy. zaprowadziły u siebie system rządów policyjnych, dusiły w zarodku wszystkie dążenia wolnościowe liberalizmu, zarówno wśród swych narodów, jak i krajów zaborczych. 
Im silniejsza była jednak t. zw. reakcja władców europejskich, tym gwałtowniej fermentowały prądy rewolucyjne wśród poddanych, należących masowo do "tajnych związków", które pracowały skutecznie, jakkolwiek w ukryciu. 
Tak przeszedł 1848 r. - rok rewolucji. Za rewolucją we Francji, w Austrii, wybuchła rewolucja i w Prusach, Dnia 18 marca rozpoczęły się rozruchy w Berlinie, 20-go marca w Monachium, potem w Saksonii i Hannowerze. Wszędzie żądano wolności i konstytucji. 

Powstanie w Bytomiu. 

Wtedy to w Bytomiu, liczącym wówczas 4 tysiące mieszkańców, również wybuchło powstanie. {Ks. Kudera: "Obrazy Ślązaków wspomnienia godnych'''- str. 31.} W dniach 10 i 11 marca rewolucjoniści zapełnili wielką masą rynek wszczęli bunt przeciw ogólnemu uciskowi, domagając się równouprawnienia z klasami uprzywilejowanymi. Do zbuntowanego tłumu dołączyli się górnicy z Szarleja, lecz zaraz ukazali się huzarzy i szarżą zmusili tłum do rozproszenia się w przyległe ulice, do ukrycia po domach. Na tym skończyły się rozruchy w Bytomiu. 
Na Górnym Śląsku nie było nigdzie takich zaburzeń jakie były gdzie indziej, czy nawet we Wrocławiu. W związku z tym niemieccy uczeni piszą bardzo rozwlekle, że Ślązak na Śląsku pozostał biernym, a istniała tylko garstka przywódców, którzy wykorzystali okoliczności, związane z 1848 r. dla sprawy polskiej na Śląsku. {Ilse Szwidetzky: "Die polnische Wahlbewegung in Oberschlesien" str. 11-13:Frantzke. str. 103.} 
Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że rewolucja rozgrywała się głównie po miastach, wieś zaś wszędzie, nie tylko na Śląsku, pozostała bierną - nic więc trudnego powoływać się na to, iż chłop śląski nie brał udziału w rewolcie. 
Gdyby sprawa polska już wtedy była tylko dziełem kilku ludzi bez głębszego zrozumienia i poparcia ze strony mas na Śląsku, nie byłaby miała tej siły przekonywującej dla czynników rządzących, usiłowania Szafranka czy innych pozostałyby bez echa. Tymczasem jeśli tych kilku przywódców zostało popartych przez cały lud śląski w swych dążeniach, świadczy to najlepiej o tym, że ludność polska nie została bierną.

Sejmiki prowincjonalne na Śląsku

Mianowicie w 1824 r. król pruski wydał rozporządzenie o ustanowieniu sejmików prowincjonalnych, których działalność była jednak ograniczona. Można powiedzieć, że właściwie nikt się nie liczył z głosem doradczym, jaki reprezentowały, a w dodatku skupiały się w nich interesy wielkich właścicieli ziemskich, którzy opanowali wszystkie mandaty poselskie na podstawie dogodnego dla nich prawa wyborczego, według którego tylko ten mógł być wybrany posłem, kto płacił przynajmniej 12 talarów rocznie podatku gruntowego. {Szwidetzky, str. 5.} 
Np. w 1815 r. w powiatach Strzelec, Toszka, Olesna i Lublińca było tylko 7 chłopów, którzy płacili 12 talarów podatku, ale ~ oni byli odsunięci od prawa kandydowania na posła. W ten sposób ludność śląska nie mogła mieć żadnego ze swych ludzi jako reprezentanta, - natomiast król miał prawo zwolnienia od tego warunku, co często wykorzystywały władze pruskie, aby wybierać Niemców. Wybierano głównie naczelników gmin, gdyż chodziło o to, aby mieć ludzi, którzy znali język niemiecki. 

 


 
 
 
KONSTANTY DAMROTH 
(Czesław Lubiński) 

Z NIWY ŚLĄSKIEJ.
WIERSZE. 
WYDANIE TRZECIE ZUPEŁNE

NAKŁADEM SPÓŁKI WYD. KAROLA MIARKI W MIKOŁOWIE
 

MOJA OJCZYZNA

{na melodię Boże, coś Polskę}

Znasz-li tę ziemię, co z swych kruszców słynie, 
A lud z ubóstwa i rzadkiej prostoty? 
Gdzie drogi kruszec w obcych ręce płynie, 
A ludek w sercu kosztowniejsze cnoty 
Przed cudzem okiem i światem ukrywa, 
By nie sięgnęła po nie ręka chciwa? 
Znasz, ty tę ziemię, znasz ten lud poczciwy, 
Znasz, przyjacielu, naszych chłopków serca? 
Och, znasz je może, jak ci je kłamliwy, 
Jak cudzoziemczy opisał oszczerca! - 
Lecz spojrzyj i poznaj okiem życzliwem, 
A przejmiesz się dla nich czcią i podziwem.

Śląsku mój! - Słowo cudnego uroku. 
-Ojczyzno! - Węźle uczuć tajemniczy. 
Nie zdołam wezbranych myśli już toku, 
Ni z rzewnych uczuć czerpanej słodyczy 
W milczeniu stłumić! Więc niech się łzy leją, 
Myśli swobodnie sobie pobujają, 
Słodycz i gorycz niech serce koleją
Karmią, aż w rozkosz cierpienia roztają.
Ojczyzno śląska, nad wszystko ceniona, 
Od cudzoziemczej głupoty wzgardzona, 
Wzgardę niesłuszną niweczą twe syny 
Kochając i ceniąc nad wsze krainy. 
Gdzie Odra poważna toczy swe wody 
Śród ciemnych lasów i łanów kłosistych;
Gdzie schludne domki, spokojne zagrody 
W dolinach i na wybrzeżach spadzistych, 
Jak na kobiercu kwiaty rozsypane;

Gdzie się po polach pieśni rozlegają 
W drogim po ojcach języku śpiewane;
Gdzie; w kniejach dziki i łanie bujają, 
I gdzie z kominów nieba tycznych chmury
Dymu się wiją, płomiene buchają, 
A młoty w kruszec jakby taran w mury 
Z trzaskiem piorunu stale uderzają; 
Gdzie skarby dobywa ukryte w ziemi 
Ludność potulna, z uczciwości znana, 
Przebiegłych przybyszów bogacąc niemi: 
Ta moja śląska ojczyzna kochana!

Gdzie w duszy ludu jędrne czucie żyje 
Dla polskiej niegdyś matki i ojczyzny, 
Na jej wspomnienie serce żywiej bije,
Gdy patrzą - wyzuci z swej ojcowizny 
Na dawne czasy jak na senne mary;
Gdzie miłość bratnia sąsiadów kojarzy
I kmieciów falanga stoi na straży 
Swej mowy ojcowskiej i świętej wiary, 
Chociaż od obcych wzgardzona, od braci 
Starszej nie wsparta, nawet źle widziana, 
Jednak nadziei i ducha nie traci: 
Ta moja śląska ojczyzna kochana! 

Tam gdzie góra chełmska w dziedzinie Piasta 
Jakby olbrzymi dom boży wyrasta; 
Gdzie Panna najświętsza laskami słynie 
W Piekarach, Pszowie, Lubecku, Ostrogu,
Dokąd pobożny lud powodzią płynie 
Z dalekich krain pokłonić się Bogu 
I mu polecić w tej doczesnej doli, 
Co kogo cieszy, zatrważa lub boli: 
Gdzie ziemia płodna i w kruszce i zboże, 
Lecz w cnoty płodniejsza i sługi boże,  -
Bo to ojczyzna Jacka i Czesława 
I Bronisławy i Sarkandra Jana, 
Błogosławionego ojca Germana, 
Jadwigi z synem, która wciąż dodawa 
Blasku tej krainie, - niegdyś jej księżna, 
A dzisiaj jej opiekunka potężna: 
Gdzie taka rzesza ludności przewodzi, 
Która śladami jej od wieków chodzi 
Chrześcijańską drogą pracy i cnoty, 
Cierpienia i staropolskiej prostoty, - 
Ta dzielna ziemia, niecnie spotwarzana: 
To moja śląska ojczyzna kochana! 

POETA ŚLĄSKI
KS. KONSTANTY DAMROT


 
Katolik Nr 30, 10. marca 1921

Odezwa ojców Paulinów z Jasnej Góry
przed plebiscytem 21. marca 1921r.

Do Braci i Sióstr Gómoślązaków. 

,,Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, 
Nie damy pogrześć mowy, -
Polski my naród, polski lud, 
Królewski szczep Piastowy ... 
 

Nie damy, by nas gnębił wróg! 
 Tak nam dopomóż Bóg!...
 Tak nam dopomóż Bóg!..."
Jest jedno słowo, które porusza serce każdego dobrego Polaka - katolika i uczucie pociechy w nim wzbudza, które błogi uśmiech zadowolenia wywołuje na twarzy, a jest nim Jasna Góra. 
Tu zmierzają kroki, tu zwrócone są oczy, tu skierowane uczucia nas wszystkich. 
A dlaczego? Bo tu nasza Matka i Królowa, tu serce serc naszych, tu nasz skarb się znajduje. Toteż śpiewamy w pieśni: "Tam Twoje serce, gdzie Twój skarb przebywa." 
Otóż z tej drogiej, ukochanej przez nas wszystkich Jasnej Góry, ślemy bratnie słowa do Ciebie, Ludu Gómośląski, w owej ważnej chwili, w której się ważą losy Twoje, w której masz wypowiedzieć się za połączeniem się Twoim z Macierzą - Polską. 
Nie to, żebyśmy wątpić mieli o usposobieniu i odczuciach serca Twego, boś tego aż nadto wyraźny dał dowód w niedawnych wyborach do rad gminnych i w ostatnich miesiącach walki przeciwko wiekowym ciemiężycielom ducha Twego i mowy ojczystej - ale by Cię pokrzepić na duszy, że chwila Twojego wyzwolenia się zbliża, by Ci dodać bodźca i siły, abyś z jednej strony nie dal się unieść obietnicom i podszeptom Twych wrogów, a z drugiej - nie uląkł się strasznego terroru i zbrodniczych zamachów na życie i mienie swoje, lecz owszem wytrwał do końca i wygrał święty bój, na który patrzy Polska i świat cały, bój w obronie wiary, mowy rodzinnej i ziemi Ojczystej Piastowskiej. 
Idzie o to, by żaden z Was ani żadna z Was, Drodzy Gómoślązacy, nie sprzeniewierzyli się świętej sprawie, lecz jak Wy wszyscy dla niej walczyli, tak wszyscy również, jak jeden mąż, do końca w tym świętym boju wytrwali. 
W tym to celu z odezwą tą do Was się zwracamy. Jak Bracia Wasi tam w Poznańskiem, tak i Wy nie dajcie się skusić żadnym chytrym wężowym obietnicom i jak oni mówcie: 
"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, 
Nie damy pogrześć mowy, -
Polski my naród, polski lud, 
Królewski szczep Piastowy .. 
Nie damy, by nas zniemczył wróg! 
Tak nam dopomóż Bóg!...
Tak nam dopomóż Bóg!..."

Gdy Was łudzić będą obietnicami, powiedzcie im: "Znamy was od tylu lat, od tylu wieków, znamy więc i dary wasze i wiemy dobrze na własnej skórze, coście z nami zrobić chcieli .. 
Gdy pluć będą na naszą Matkę - Polskę, odpowiedzcie im: "Kłamstwo i fałsz! A jeśli są i braki, to dlatego, żeście wy tę Polskę razem z drugimi podzielili i 120 lat trzymali w niewoli, a jeszcze i teraz w czasie wojny przez cztery lata grabili i wywozili z niej do Prus, co się tylko dało, i właśnie podziwiać nam trzeba, że w Polsce mimo tyloletniej niewoli i 4-letniej waszej okupacji taki jest dobrobyt i tyle żywności." 
Gdy Was będą łudzić, że i pod Prusami będziecie mogli swobodnie wyznawać wiarę św., to im powiedzcie: "Znamy się dobrze na tej swobodzie wiary Św. u was, jakżeście to nam przez cały czas niewoli naszej pod wami nawet na Jasną Górę do Naszej Matki i Królowej iść nie pozwalali, jakeście nas szykanowali i jakżeśmy się to po kryjomu, by uniknąć waszych kar, tam przekradać musieli." 
Gdy Wam grozić będą terrorem i zamachami na Wasze mienie i życie, odpowiedzcie im: 
"Do krwi ostatniej kropli z żył Bronić będziemy ducha, 
Aż się rozpadnie w proch i pyl Krzyżacka zawierucha ... 
Twierdzą nam będzie każdy próg! 
Tak nam dopomóż Bóg!...
 Tak nam dopomóż Bóg!..."
Tak, twierdzą ma być Wam każdy próg! To jest przez każdy polski, górnośląski próg ma się nie przedostać do rodzin Waszych ani strach przed wrogiem, ani jego chytre, wężowe podszepty i obiecanki, ani chęć łatwego zysku, ani wreszcie pruskie, judaszowe srebrniki. 
U progów Waszych macie im odpowiedzieć: "Idź precz szatanie z twoimi srebrnikami, któremiś Judasza łudził i przez które się powiesił." 
U progów Waszych, a potem przy urnach plebiscytowych wymownym głosem czynu macie im powiedzieć tak, aby cały świat usłyszał: 
"Polski my naród, polski lud, 
Królewski szczep piastowy ... " 
Tak Wam dopomóż Bóg, Bracia i Siostry Górnoślązacy, i Najświętsza Palma Częstochowska! 
Pomnijcie na śluby i obietnice Wasze ubiegłego lata tu, na Jasnej Górze uczynione i bądźcie mężni, bądźcie mężni, bądźcie wytrwali aż do ostatka, aż tyle chwalebnych zwycięstw Waszych ukoronujecie tym ostatnim zwycięstwem przy plebiscycie. O to wołają Bracia Wasi z grobu. 
A gdy to nastąpi, wtedy: 
"Nie będzie Niemiec pluł Wam w twarz, 
Ni dzieci Wam germanił." 
Wtedy skończy się Wasza długa, bo 600-letnia niewola i połączeni z Macierzą Polską, wolni w wolnej naszej ukochanej Ojczyźnie, wszyscy razem Panu Bogu hymn wdzięczności zaśpiewamy. 

Jasna Góra, dnia 17. lutego 1921. 

OO. Paulini z Jasnej Góry 
 


 
 
1922-1937
Jednodniówka Śląskiego Związku Akademickiego 
z okazji wygaśnięcia Konwencji Genewskiej 
i l5-1ecia wkroczenia Wojska Polskiego na Górny Śląsk 

MOTTO; 
Ojczyzna i Bóg! Nasze haslo i zew 
Za wolność dla Śląska swe życie i krew. 
Niech kwitnie Ten kwiat najcenniejszy wśród wiązk 
Niech żyje nam Polska. niech żyje nam Śląsk! 
Jaroń: W rocznicę powstania. 

Komitet Redakcyjny: 
Dr. Bronislaw Hager - Pawel Kempka - Ks. Michal Lewek - Jan Mildner  - Ks. Dr. Emil Szramek - Ks. Franciszek Szulc - Ks. Stefan Szwajnoch 

Jan Mildner 
O Konwencji Genewskiej, o autonomii śląskiej i o zespoleniu Śląska z Polską 
Kilka ustaleń i przypomnień 
str. 41 - 72

Łączenie sprawy autonomii śląskiej z Konwencją Genewską i nawoływanie w związku z wygaśnięciem Konwencji Genewskiej do ściślejszego zespolenia Śląska z Polską jest bezpodstawne, dowolne i wprost niezrozumiałe. Wszystkie trzy kwestie bowiem nie mają ze sobą nic wspólnego. 
Konwencja Genewska jest umową międzypaństwową, zawartą pomiędzy Polską a Niemcami na ściśle określony czas w celu wspólnego uregulowania pewnych kwestii związanych z zmianą suwerenności, a dotyczących życia gospodarczego i mniejszości narodowej na terenie plebiscytowym Górnego Śląska i utraciła swą moc obowiązującą automatycznie z upływem tego czasu. Wartość tej umowy atoli dla Polski i Śląska jest bardzo problematyczna. 
Autonomia śląska jest określeniem nieustawowym istniejącego obecnie ustroju samorządowego Województwa Śląskiego i ma swoje źródło w polskiej ustawie państwowej. Nie wygasa ona automatycznie, ani z chwilą wygaśnięcia Konwencji Genewskiej, ani w związku z innym wydarzeniem. Autonomia śląska wprawdzie może być zniesiona lub zmieniona, ale tylko w drodze ustawy państwowej. Tak bowiem postanawia art. 81 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia 1935 r., uchylający przepisy art. 44 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego, który przewidywał, iż ustawa, zmieniająca Ustawę Konstytucyjną z dnia 15 lipca 1920 r., wymagać będzie zgody Sejmu Śląskiego. Autonomia odpowiada życzeniom ludności Śląska i leży w interesie Śląska i Państwa. 
Kwestie te nie dają też żadnej podstawy do uzasadnienia konieczności ściślejszego zespolenia Śląska z Polską. Zespolenie to bowiem już dawno nastąpiło i jest całkowite mimo autonomii, a może właśnie dzięki jej. Wygaśnięcie Konwencji Genewskiej wywołało jedynie konieczność umownego uregulowania pewnych kwestii granicznych między Polską a Niemcami, ustawowego uregulowania spraw pasa pogranicznego, jak n. p. przepustek granicznych i ruchu granicznego, i wprowadzenia na teren Górnego Śląska niektórych ustaw polskich, obowiązujących już w innych dzielnicach Państwa, jak n. p. ustawy o wykonaniu reformy rolnej. 
Wyjaśnienie wszystkich tych kwestii leży w interesie uspokojenia opinii publicznej na Śląsku. 

I

Konwencja Genewska jest skróconą nazwą "Polsko-Niemieckiej Konwencji Górnośląskiej", zawartej w Genewie 15 maja 1922 r. między Polską a Rzeszą Niemiecką z ważnością na okres lat 15-tu. Jest to więc umowa międzynarodowa, ratyfikowana ustawami polską i niemiecką. 
Konwencja Genewska weszła w życie zgodnie z jej końcowym postanowieniem z chwilą, gdy Międzysojusznicza Górnośląska Komisja Rządząca i Plebiscytowa doręczyła Rządom Polskiemu i Niemieckiemu notyfikację, przewidzianą w § 6 aneksu do art. 88 Traktatu Wersalskiego, to jest po formalnym dokonaniu zmiany suwerenności z dniem 15 lipca 1922 r. i wygasła z dniem 15 lipca 1937 r.  I 
Według określenia wstępnego Konwencja Genewska ma na celu "zawarowanie ciągłości życia gospodarczego na Górnym Śląsku oraz ochronę mniejszości". Jej działalność rozciągała się na cały teren plebiscytowy Górnego Śląska zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej. 
Konwencja Genewska, składająca się z wstępu, obszernej treści i końcowego protokółu, reguluje w sposób bardzo szczegółowy cały szereg doniosłych kwestii, należących zasadniczo do kompetencji władz państwowych Polski i Niemiec, i powołuje do życia dwie instancje międzynarodowe, t. j. Komisję Mieszaną z siedzibą w Katowicach i Górnośląski Trybunał Rozjemczy z siedzibą w Bytomiu. 
Konwencja Genewska zawiera przepisy: 
• warunkach, w jakich może nastąpić zmiana obowiązującego w czasie zmiany suwerenności na terenie plebiscytowym ustawodawstwa, 
• ochronie praw nabytych i o wywłaszczeniu wielkiego przemysłu i wielkiej własności ziemskiej na Górnym Śląsku, 
• nabyciu i zachowaniu obywatelstwa polskiego względnie niemieckiego na Górnym Śląsku, 
• opcji, o postępowaniu opcyjnym i o prawie zamieszkania optantów względnie obywateli drugiego Państwa zainteresowanego, 
• ochronie mniejszości, jej prawach cywilnych i politycznych, o szkolnictwie, o sprawach religijnych i o wnoszeniu petycji mniejszości, 
• związkach zawodowych, o umowach zbiorowych i o ubezpieczeniu społecznym. 
Najobszerniej uregulowane zostały sprawy gospodarcze. 
Należą do nich sprawy: 
• celne, przewidujące wywóz bez cła ziemiopłodów pochodzących z Górnego Śląska z jednej części na drugą terenu plebiscytowego, 
• specjalnego pasu pogranicznego, kart cyrkulacyjnych, ustroju walutowego i dopuszczenia banków polskich i niemiecldeh na niemieckiej względnie polskiej części terenu plebiscytowego, 
• wywozu i przywozu węgla i innych produktów węglowych oraz rudy żelaznej, cynkowej i ołowianej, pochodzących z Górnego Śląska, z jednej części na drugą, 
• dostarczania wzajemnego wody, spolszczenia produkcji elektryczności na polskiej części Górnego Śląska, 
• uregulowania ruchu pocztowego, telegraficznego i telefonicznego, oraz 
• kolejowe. 
W  ostatniej części Konwencji Genewskiej zawarte są przepisy o organizacji Górnośląskiej Komisji Mieszanej i Górnośląskiego Trybunału Rozjemczego, ich kompetencji, ich siedzibie i o postępowaniu przed tymi instancjami. 
Protokół końcowy zawiera poza przepisami przejściowymi ważne postanowienie, iż strony układające mogą w razie zgody zmienić lub całkowicie uchylić wszystkie przepisy Konwencji Genewskiej. 
Jak widać z rodzaju i rozmiaru wyliczonych spraw, Konwencja Genewska stanowiła poważne ograniczenie władzy państwowej na terenie plebiscytowym Górnego Śląska i pozwalała na daleko idącą ingerencję instytucji międzynarodowych przy wykonywaniu władzy państwowej.
Najdonioślejszego pod tym względem znaczenia nabyły przepisy o ochronie mniejszości narodowej. Sprawy mniejszościowe stały się przedmiotem stałych i ciągłych sporów i w konsekwencji rozważań Komisji Mieszanej i Trybunału Rozjemczego, a w dalszych instancjach Rady Ligi Narodów i Stałego Trybunału Sprawiedliwości Międzynarodowego w Hadze. Przyczyną takiego stanu rzeczy był przepis Konwencji Genewskiej, że nie tylko poszczególne grupy i organizacje mniejszościowe, ale każdy, kto tylko zaliczał się do mniejszości narodowej, miał prawo w drodze petycji wnosić zażalenia do Komisji Mieszanej a nawet do Rady Ligi Narodów wprost z powodu nierównego traktowania przez odnośne władze państwowe. To nieograniczone prawo do wnoszenia petycji dawało możność do wywoływania ciągłych zatargów na tle traktowania mniejszości, zaognienia stosunków sąsiedzkich Państw zainteresowanych i do dochodzeń i dyskusji na (terenie Ligi Narodów. Dzięki temu Górny Śląsk był też przez szereg lat w świecie dyplomatycznym uważany za teren groźny dla pokoju światowego. Dopiero po zawarciu między Polską a Niemcami paktu o nieagresji z 26-go stycznia 1934 r. nastąpiło odprężenie i zlokalizowanie wszystkich sporów mniejszościowych. 
Dochodzi do tego, iż także każda z układających się stron miała prawo odwoływać się do Komisji Mieszanej z powodu nieprzestrzegania przepisów Konwencji Genewskiej. Ponadto Rzesza Niemiecka miała jeszcze osobne prawo kwestionowania zmian ustawodawstwa, zaprowadzonych ewentualnie przez Państwo Polskie na polskiej części terenu plebiscytowego, i mogła się domagać uchylenia tych zmian poprzez Komisję Mieszaną w drodze skargi do Stałego Trybunału Sprawiedliwości Międzynarodowej w Hadze. 
W końcu w toku procesów sądowych mogła jedna ze stron wnieść do ,Trybunału Rozjemczego w Bytomiu ewokację, jeżeli w sprawie górnośląskiej wyrok lub decyzja była zależną od interpretacji postanowień Konwencji Genewskiej i rozprawa w drugiej instancji jeszcze nie była zakończona.
Te przepisy Konwencji Genewskiej tworzyły bardzo dogodne warunki dla mącenia spokoju i zaogniania stosunków narodowościowych na ,Górnym Śląsku.
Pewna część przepisów z ubiegiem lat straciła mniej lub więcej na aktualności. Sprawy związane z nabyciem i z zachowaniem obywatelstwa, z natury rzeczy w głównej mierze szybko zostały załatwione, ponieważ przy wydawaniu dowodów osobistych, paszportów i kart cyrkulacyjnych musiano stwierdzać przynależność państwową. Opcja musiała być dokonana w myśl wyraźnego przepisu Konwencji Genewskiej w przeciągu dwóch lat od chwili zmiany suwerenności. 
Wojna celna między Polską a Niemcami uprościła również bardzo ten problem, wyłączając faktycznie poważną część przepisów Konwencji Genewskiej. Niemcy z zagwarantowanego im Konwencją prawa swobodnego wywozu węgla itd., pochodzącego z Górnego Śląska, do Niemiec nagle przestali korzystać w przekonaniu, iż tym wyrządzą Państwu Polskiemu poważne trudności i wykażą, iż Polska pozbawiona niemieckiego rynku zbytu dla swych górnośląskich produktów z przemysłem śląskim nie da sobie rady. Tymczasem stało się inaczej. Wkrótce bowiem Polska zdołała opanować sytuację i skierowała wywóz zbytecznych ilości swoich produktów przemysłowych do innych krajów zagranicznych i w ten sposób nie tylko zdobyła nowe rynki zbytu, niezależnie od dobrej woli Niemiec, ale weszła w rzędy światowych eksporterów. Miało to doniosłe znaczenie gospodarcze i moralne. 
Pewne tylko znaczenie zachowały takie sprawy, jak bezcłowy wywóz ziemiopłodów, ,pochodzących z Górnego Śląska z jednej części na drugą, ułatwienie przewozu produktów pochodzących z Górnego Śląska przez teren Rzeszy Niemieckiej, uprzywilejowany ruch kolejowy na granicy śląskiej i używanie wagonów kolejowych ze wspólnego taboru kolejowego przez strony układające się, a przede wszystkim karty cyrkulacyjne. Z kart cyrkulacyjnych korzystało przeciętnie setki tysięcy obywateli Górnego Śląska. Donioślejszego znaczenia gospodarczego jednak karty te nie miały. Korzystali z nich posiadacze -raczej gwoli dogodności, niż konieczności gospodarczej. 
Przez wprowadzenie waluty polskiej na Górnym Śląsku stały się nieaktualne odnośne przepisy finansowe. Postanowienia o ruchu pocztowym, telegraficznym i telefonicznym również zostały wkrótce zastąpione przepisami międzynarodowej Unii Pocztowo-Telegraficznej. 
Po upływie 15 lat obowiązywania Konwencji Genewskiej można więc, patrząc wstecz, zasadnie twierdzić, iż Konwencja Genewska w całej swojej rozciągłości nie była celowa, gdyż nie była ona konieczną w interesie "zawarowania dla wspólnego dobra ciągłości życia gospodarczego na Górnym Śląsku, oraz ochrony mniejszości". 
Przemawia za tym również i historia powstania Konwencji Genewskiej. 
"Warunki pokojowe", doręczone Niemcom 7 maja 1919 roku, przewidywały odstąpienie na rzecz Polski nie tylko dzielnic, Poznańskiej i Pomorskiej, ale także i Górnego Śląska z wyjątkiem powiatów Nysa miasto i wieś, Grotków, Niemodlin i połowy powiatu Prudnickiego, i to bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Przeciwko przyznaniu Polsce Górnego Śląska Niemcy stawili stanowczy opór, wysuwając argumenty historyczne i gospodarcze. Twierdzili oni mianowicie, iż Górny Śląsk nie ma już od roku 1163 żadnego związku politycznego z Królestwem Polskim, że od 950 lat ścisła spójnia polityczna łączy Górny Śląsk z Niemcami, że lud śląski nie mówi po polsku, ale narzeczem tak zwanym "wasserpolnisch", że lud sam chce przy Niemczech pozostać, oraz że Niemcy, pozbawione Górnego Śląska, nie będą w stanie zapłacić odszkodowań wojennych, a Polska ze Śląskiem sobie nie da rady, ponieważ polski rynek nie ma dostatecznej pojemności dla produktów Śląska. Argumenty ich były oczywiście błędne, jak to wykazała delegacja polska, zastępująca Polskę na konferencji pokojowej. Niemcy poza tym też skorzystali z wszystkich swoich wpływów na terenie międzynarodowym jako też i z wpływów żydowskiej międzynarodówki, by osiągnąć w sprawie Górnego Śląska korzystną zmianę warunków pokojowych. Nie udało się im wprawdzie osiągnąć pozostawienia Górnego Śląska przy nich, ale spowodowali jednak zmianę warunków pokojowych. W Traktacie Wersalskim bowiem postanowiono, iż ludność Górnego Śląska ma sama zadecydować o tym, czy chce należeć do Polski, czy do Niemiec.
Gdy zaś Niemcy w plebiscycie w dniu 20 marca 1921 r. otrzymali więcej głosów niż Polska, starali się, opierając się na tym wyniku plebiscytowym, w pierwszym rzędzie wykazać, iż wola ludności śląskiej idzie za pozostawieniem jej przy Rzeszy Niemieckiej, a w drugim rzędzie, iż tak skomplikowany obszar nic może ulec podziałowi bez narażenia interesów gospodarczych Europy, Niemiec i samego Górnego Śląska. I tym razem ich zabiegi nie odniosły skutku. Rada Ambasadorów przeprowadziła podział terenu plebiscytowego Górnego Śląska pomiędzy Polskę i Niemcy. Ze względu jednak na argumenty niemieckie, Rada Ambasadorów zaleciła zainteresowanym Państwom zawarcie umowy, któraby uchyliła niebezpieczeństwo, grożące rzekomo według twierdzeń niemieckich przez podział Górnego Śląska tak ludności śląskiej jak i gospodarstwu Górnego Śląska, lub też sprowadziła go do minimum. Tak powstała Konwencja Genewska. 
Argumenty niemieckie, wysuwane wówczas przez delegację niemiecką na terenie konferencji pokojowej i Rady Ligi Narodów, nie były wcale rzeczowymi, a miały raczej charakter agitacyjny. Wobec tego też Konwencja Genewska, idąc po linii tych argumentów, nie mogła mieć podstawy rzeczowej. Niemcy sami zdawali sobie z tego sprawę. Jeżeli mimo to dążyli do zawarcia takiej umowy, aczkolwiek ich argumenty agitacyjne po dokonanym podziale Górnego Śląska stały się bezcelowe, to czynili to dlatego, by za pomocą takiej umowy międzynarodowej mieć możność mieszania się w sprawy Polski i ingerowania na Śląsku przy wykonywaniu władzy polskiej. Okazało się to niejednokrotnie w czasie obowiązywania Konwencji Genewskiej. 
W rzeczywistości byłoby zupełnie wystarczyło takie uregulowanie spraw związanych z przejściem suwerenności na Śląsku, jakie nastąpiło dla województwa poznańskiego i Pomorza i to zarówno w odniesieniu do spraw granicznych jak i do ochrony mniejszości. 
Wygaśnięcie Konwencji Genewskiej nie spowodowało więc żadnej dotkliwej luki na Górnym Śląsku. Odpadła w każdym razie z Konwencją Genewską podstawa dotkliwych tarć narodowościowych na Górnym Śląsku, stojących na przeszkodzie stabilizacji stosunków kulturalnych i społecznych oraz spokojnego rozwoju gospodarczego. Odpadły też przykre ograniczenia polskiej władzy państwowej na Górnym Śląsku. 
Jeżeli obecnie w chwili wygaśnięcia Konwencji Genewskiej można wydać pewien sąd o celowości Konwencji Genewskiej i jej znaczeniu dla życia gospodarczego, dla stosunków narodowościowych na Śląsku i dla stosunków sąsiedzkich Państw zainteresowanych, to jednak nie można jeszcze ocenić obiektywnie działalności ustanowionych Konwencją Genewską instytucji międzynarodowych jak Komisji Mieszanej i Górnośląskiego Trybunału Rozjemczego oraz ich przewodniczących. Na to na razie nie tylko brak oficjalnych danych statystycznych, dostępnych dla publiczności, ale i pewnej perspektywy historycznej. Byłoby to zresztą zagadnienie ciekawe. 
Faktem jest w każdym razie, iż Niemcy w Województwie Śląskim korzystali z uprawnień Konwencji Genewskiej w wiele szerszym zakresie niż Polacy na niemieckiej części Górnego Śląska. Z tego należy wyciągnąć wniosek, iż Niemcy bardziej byli zadowoleni z działalności wspomnianych instytucji międzynarodowych niż Polacy. Nie można bowiem powiedzieć, iż Polacy dlatego nie udawali się tak częsta pod opiekę tych instytucji, ponieważ nie mieli do tego potrzeby. Wiadomym przecież jest ogólnie, iż Polaków na Śląsku Opolskim jest nierównomiernie więcej niż Niemców w Województwie Śląskim. Polityka zaś niemiecka wobec Polaków na Śląsku Opolskim była od początku w jak najdalej idącej mierze nietolerancyjna a nawet wprost eksterminacyjna. Dowodzi to najlepiej statystyka szkolna. 
Jak donosiła ostatnio prasa śląska, na niemieckiej części Górnego Śląska uczęszczało w roku 1936 do szkół polskich 194 dzieci. Przy tym należy zważyć, iż na niemieckiej części Górnego Śląska według ostatniej statystyki niemieckiej mieszka 550.000 ludności, używającej języka polskiego, zaś na polskiej części Górnego Śląska mieszka według spisu ludności z roku 1931 - 90.600 Niemców. Niewspółmierność wpada w oczy. Niesłuszne są tłumaczenia niemieckie, jakoby ludność polska na Śląsku Opolskim nie chciała posyłać dzieci do szkół mniejszościowych, więc na naukę polską. Porównanie wyników ostatniego spisu ludnościowego w Niemczech i plebiscytu z roku 1921 wykazuje, iż ilość ludności, mówiącej językiem polskim, wykazana przy spisie ludnościowym, odpowiada wynikom plebiscytowym. Trudno zrozumieć, by w powiecie zabrskim na przykład, gdzie padło w plebiscycie 43.319 głosów dorosłych obywateli za Polską, obecnie nie znalazła się ani jedna rodzina, któraby swoje dzieci posyłała do szkoły mniejszościowej względnie na naukę polską. To samo odnosi się do innych powiatów. Jeżeli taka mała jest ilość polskich dzieci w szkołach mniejszościowych po niemieckiej stronie Górnego Śląska, to tłumaczy się to jedynie terrorem, który stosowano i stosuje się wobec wszystkich, którzy dzieci swoje posyłają do szkoły mniejszości. Ten sam terror był powodem, iż tak mała była ilość skarg do instytucji międzynarodowej na Śląsku ze strony ludności polskiej na Śląsku Opolskim. 
Wspomniany wyżej układ polsko-niemiecki o nieagresji nie wywarł w tym kierunku najmniejszego wpływu. Nastąpiło wprawdzie pewnego rodzaju pokojowe ułożenie się stosunków sąsiedzkich między Polską a Niemcami, ale tylko w sferze stosunków dyplomatycznych. Sporów nie wytaczano więcej przed forum instancji międzynarodowych jak Rady Ligi Narodów i Stałego Trybunału w Hadze. Zainicjowano nawet i propagowano politykę przyjaźni. W terenie atoli w polityce administracyjnej na Śląsku Opolskim ustosunkowanie się władz niemieckich do mniejszości polskiej pozostało nadal wrogie i obliczone na tępienie mniejszości polskiej. Z tego okresu datuje niemiecki chrzest gmin, położonych na Śląsku a mających nazwy o brzmieniu polskim, pozbawianie pracy i wysyłanie w głąb Niemiec obywateli, mówiących po polsku, a podejrzanych o sprzyjanie ruchowi polskiemu, i pozbawianie ich zasiłków ustawowych, uniemożliwianie zebrań towarzystw polskich itp. W tym czasie wzmogła się również propaganda antypolska wśród mniejszości niemieckiej w Województwie Śląskim. Głośne były procesy karne przeciwko obywatelom polskim o należenie do tajnych zakazanych organizacji niemieckich i o zdradę stanu. Tak zwana przyjaźń polsko-niemiecka ograniczyła się więc jedynie do manifestacji sfer oficjalnych, a nie znalazła oddźwięku w codziennym życiu administracyjnym na Śląsku Opolskim. 
Najciekawszym może momentem w dziejach Konwencji Genewskiej jest, iż schronili się pod jej opiekuńcze skrzydła żydzi, obywatele niemieccy, zamieszkali na niemieckiej części terenu plebiscytowego. Czy stronom układającym się przyświecała taka myśl, iż poza Niemcami na polskiej części i Polakami na niemieckiej części terenu plebiscytowego mają służyć przepisy Konwencji Genewskiej Żydom, trudno powiedzieć. Należy atoli o tym wątpić, gdyż Żydzi-Niemcy nigdy nie czuli się mniejszością, ale pełnymi obywatelami Rzeszy Niemieckiej. Jest to ogólnie znanym faktem. Statystyki niemieckie również nie wymieniały Żydów jako obcą narodowość, a pełnomocnikiem Rzeszy Niemieckiej do zawarcia Konwencji Genewskiej był żyd Eugen Schiffer.

II.

Autonomia śląska jest sprawą wewnętrzną Państwa Polskiego i nadaną została Śląskowi dobrowolnie przez Sejm Ustawodawczy ustawą konstytucyjną z dnia 15 lipca 1920 r., zawierającą statut organiczny Województwa Śląskiego.
Znaczenie autonomii śląskiej wynika z Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. i z dyskusji sejmowej nad nią. 
Ustawa sama nie zawiera pojęcia i określenia "autonomia", a mówi o samorządzie śląskim. W szczególności art. 1 w ten sposób określa autonomię śląską: "Województwo Śląskie ... będzie posiadało prawa samorządne stosownie do przepisów niniejszego statutu organicznego". 
Błędny jest więc pogląd, popierany przez uczonych naszych, jakoby Województwo Śląskie ze względu na swoją autonomię stanowiło Państwo w Państwie. Nie można się też zgodzić z prof. ,Władysławem Leopoldem Jaworskim, który jeszcze dalej idzie i Województwo Śląskie uważa za Państwo samodzielne, złączone unią realną z Państwem Polskim, pisząc w uwadze 6 ,b-n do art. 3 Konstytucji R. P. (Prawa Państwa Polskiego, zeszyt II A) co następuje: 
"Autonomia Górnego Śląska obejmuje całą dziedzinę legislatywy z wyjątkiem spraw ,wojskowych i zagranicznych. "Samorząd" wdziera się tak głęboko w dziedzinę administracji państwowej, że trudnoby nam było pociągnąć między nimi granicę. Z I tych powodów powiedzieliśmy w uwagach wstępnych, że stosunek Górnego Śląska do Państwa jest stosunkiem unii realnej i że nie można powiedzieć, aby to wszystko było samorządem, jak to czyni ustawa z dnia 15 lipca 1920 r. wart. 1 ust. 2 (prawa samorządne)". 
Takie zapatrywanie jest sprzeczne z Ustawą Konstytucyjną z dnia 15 lipca 1920 r. 
Województwo Śląskie jest wprawdzie korporacją prawa publicznego, ma sejm z kompetencjami ustawodawczymi, i ma w pewnych ustawą określonych granicach władzę ustawodawczą i administrację, oraz własny skarb. Niewątpliwie fakt, iż Sejm Śląski ma prawo wydawania ustaw, wybitnie wyróżnia Województwo Śląskie od innych województw, posiadających samorząd jak Poznańskie i Pomorskie, lecz fakt ten nie ma tak doniosłego znaczenia dla charakterystyki ustroju Województwa Śląskiego, by można twierdzić, iż jest to ustrój samodzielnego Państwa. 
Przede wszystkim ustrój Województwa Śląskiego nie posiada wszystkich cech ustroju państwowego. Państwem bowiem może być tylko taka organizacja korporacyjna pewnego obszaru, która posiada niezależną władzę z własnej woli. Tymczasem Województwo Śląskie otrzymało ten ustrój z woli Państwa Polskiego, a władza jego jest polską ustawą konstytucyjną ściśle i w sposób enumeracyjny określona względnie ograniczona. 
Już pobieżne porównanie to wykazuje.
Do wyłącznej kompetencji Sejmu Śląskiego należy ustalenie dorocznego budżetu śląskiego i zatwierdzenie zamknięć rachunkowych, zaciąganie pożyczek wojewódzkich, nabywanie, zbywanie i obciążanie nieruchomego majątku, przejęcie gwarancji przez Skarb Śląski i nakładanie podatków i opłat publicznych, oraz ustawodawstwo w następujących sprawach: 
 o używaniu języka polskiego i niemieckiego w urzędach; 
 o ustroju śląskich władz administracyjnych i samorządowych, o ,organizacji sił policyjnych i żandarmerii i o policji drogowej, budowlanej i ogniowej; 
 w zakresie szkolnictwa wszelkich typów i stopni i w sprawach ,wyznaniowych, z wykluczeniem konkordatu; 
 sanitarne z wyjątkiem przepisów o zwalczaniu chorób zakaźnych i zaraz zwierzęcych;
 o zaopatrzeniu ubogich i o zwalczaniu żebractwa i włóczęgostwa; 
 wodne, o budownictwie wodnym, z wyjątkiem dróg sztucznych i regulacji rzek żeglownych i granicznych; 
 o kolejach drugo- i trzeciorzędnych regularnych, o komunikacji elektrycznej i motorowej i o utrzymaniu dróg lądowych; 
 przeciwko lichwie; 
 o zaopatrzeniu w energię elektryczną; 
 w sprawie zakładów użyteczności publicznej względnie w sprawie robót publicznych, przeprowadzanych na koszt Skarbu Śląskiego;
 o melioracjach rolnych we wszystkich sprawach, dotyczących organizacji zawodowej rolniczej, organizacji kredytu rolniczego, komasacji gruntów, wytwórczości rolniczej lub leśnej, oraz uprawiania, używania przeznaczonych na nie obszarów jak leśnictwo, polowanie, rybołóstwo, chów bydła, ochrona pól (policja polna) i urządzenie celem tępienia szkodników rolnych i leśnych. 
"W myśl art. 8 wymagana jest zgoda Sejmu Śląskiego do pewnych w tym artykule określonych ograniczeń produkcji przemysłowej i do wprowadzenia podatków od produkcji lub monopoli na węgiel, wyroby hutnicze, wyroby chemiczne, cement i inne gałęzie produkcji. 
Ustawa Konstytucyjna z dnia 15 lipca 1920 r. została jeszcze przed przejęciem Górnego Śląska trzykrotnie uzupełniona przez wprowadzenie art. 8 a i 3-go ustępu do art. 33 ustawą konstytucyjną z dnia 8 marca 1921 r. oraz 3 i 5 ustępu do art. 40 ustawą konstytucyjną z dnia 30 lipca 1921 r. i ustępu l-go do art. 36 ustawą z dnia 18 października 1921 r. 
Zasadnicze znaczenie ustawodawcze posiada wymieniony art. 8 a, który przewiduje, iż wszelkie zmiany ustaw, dotyczących górnictwa, przemysłu, handlu i rękodzielnictwa, obowiązujących w Województwie Śląskim w dniu przejęcia Górnego Śląska przez Polskę, mogą nastąpić tylko za zgodą Sejmu Śląskiego. 
Aczkolwiek więc kompetencje Sejmu Śląskiego wydają się być dosyć obszerne, to jednak nie obejmują one wszystkich i najważniejszych dziedzin życia publicznego. Z kompetencji Sejmu Śląskiego wyłączone są nie tylko wojsko i polityka zagraniczna, ale także zasadniczo prawo cywilne, prawo karne i prawo handlowe. Wymieniony przepis art. 8a jest wprawdzie pewnym ograniczeniem ustawodawstwa Rzeczypospolitej w wymienionych tamże dziedzinach, lecz niewątpliwym jest, że Sejm Śląski sam tego ustawodawstwa nie ma. Sejm Śląski nie jest kompetentny do zaprowadzenia zmian odnośnych ustaw względnie wydawania takich ustaw. 
Wprawdzie jeszcze art. 7 statutu organicznego przewiduje ustawodawstwo Sejmu Śląskiego także w sprawach o zabezpieczeniu socjalnym i o zaopatrzeniu inwalidów wojennych tudzież wdów i sierot, jednakże tylko tak długo, jak długo ustawodawstwo państwowe nie zabezpieczy wymienionym warstwom społecznym lepszego lub przynajmniej takiego samego zabezpieczenia, co ustawy, na Śląsku obowiązujące. Ten przepis więc ma względne znaczenie i ewentualnie zupełnie nieaktualne. 
Statut organiczny zawiera także przepisy, dotyczące sądownictwa. Są one jednak tylko dowodem, iż sądownictwo nie należy do kompetencji Sejmu Śląskiego. Art. 33 i nast. statutu organicznego stwierdzają, iż sądy wydają wyroki W imieniu Rzeczypospolitej i że nadzór nad wszystkimi sądami zwyczajnymi sprawuje minister sprawiedliwości. Jedyne ograniczenie zawiera art. 38, według którego mianowanie urzędników wymiaru sprawiedliwości w pierwszych pięciu latach dokonuje się po wysłuchaniu wojewody. To ograniczenie zresztą już dawno, z powodu upływu czasu, stało się bezprzedmiotowe. Statut organiczny przewiduje też utworzenie sądu apelacyjnego dla Województwa Śląskiego. Nie jest to jednak żadne ograniczenie ustawodawstwa Sejmu Rzeczypospolitej, gdyż także województwa poznańskie i krakowskie mają sądy apelacyjne. Niewątpliwie więc i bez tego przepisu utworzonoby sąd apelacyjny dla Województwa Śląskiego, tym więcej, że na terenie województwa obowiązują jeszcze w wielkiej mierze ustawy dwóch państw zaborczych, t. j. austriackie i niemiecko-pruskie .
Z tego wszystkiego wynika jedynie, iż ustrój samorządu Województwa Śląskiego odpowiada ustrojowi województw poznańskiego i pomorskiego z tą jedynie różnicą, iż zakres spraw przekazanych Województwu Śląskiemu do własnego uregulowania jest szerszy oraz że Sejm Śląski swoje uchwały wydaje w formie ustaw i ma do dyspozycji własne środki do urzeczywistnienia swych celów. 
Istnienie zaś samorządu terytorialnego jest nie tylko zgodne z ustawą z .dnia 15 lipca 1920 r., zawierającą statut organiczny Województwa Śląskiego, ale także z kwietniową Konstytucją Rzeczypospolitej. Art. 75 tej ustawy przewiduje samorząd terytorialny. Taki sam przepis zawierała także Konstytucja marcowa. Jeżeli więc w dzielnicach poza Śląskim, województwami poznańskim i pomorskim nie ma samorządu terytorialnego, a w szczególności samorządu wojewódzkiego, to dowodzi to, iż stan anormalny istnieje nie na Śląsku, a raczej we wszystkich innych dzielnicach Państwa, gdzie nie ma samorządu terytorialnego. Trudno dociekać, dlaczego władze polskie ani za czasów Konstytucji marcowej, ani też obecnie nie wprowadziły i nie wprowadzają w czyn tak doniosłego przepisu. Można sobie to tłumaczyć jedynie tym, iż władze polskie uważały, że dla Polski w pierwszych latach jej istnienia lepszy będzie system centralistyczny niż decentralistyczny. Takie uzasadnienie jest jednak tylko pozornie słuszne. 
Samorząd jest szkołą cnot obywatelskich i daje możność ludności nie tylko decydowania o swoich sprawach, ale także wyrobienia się obywatelskiego i politycznego. 
Samorząd stał się w nowoczesnych państwach podstawą ich gospodarczego i kulturalnego rozwoju. Anglia była pierwszym państwem, które miało samorząd terytorialny. Właśnie temu samorządowi zawdzięcza swoją potęgę światową. Także państwo pruskie, a następnie Rzesza Niemiecka oparły się na samorządzie terytorialnym. Należy więc z tego wyciągnąć tylko jeden wniosek, iż również dla Państwa Polskiego zaprowadzenie samorządu terytorialnego jest koniecznością dla jego rozwoju. 
Nie powinno się też zapominać o znaczeniu psychologicznym samorządu. Zaprzęgnięcie bowiem jak najszerszych mas obywateli państwa do współdziałania przy wykonaniu władzy wiąże ich o wiele ściślej z państwem, gdyż dzieli się z nimi odpowiedzialnością za losy państwa. 
Może tylko chodzić o jedno zagadnienie, a mianowicie, czy słuszne są zastrzeżenia tego rodzaju, że zakres samorządu śląskiego jest za obszerny, że z tego względu zagrażał jednolitości i spoistości państwa oraz że nie do pomyślenia jest, by samorząd o takich rozmiarach zaprowadzono we wszystkich województwach Rzeczypospolitej.
Takie zastrzeżenia jednak owóż nie byłyby słuszne, jak to wykazuje historia tak autonomii śląskiej, jak i instytucji samorządu w ogóle. 
Za czasów panowania pruskiego, Górny Śląsk miał samorząd komunalny, t. j. miejski i wiejski oraz powiatowy, ale nie miał własnego ustroju samorządu prowincjalnego. Przeto nie miał on decydującego wpływu w samorządzie prowincjalnym. Gdy więc Niemcy, nie godząc się w sprawie Górnego Śląska na "warunki pokojowe", doręczone im 7. maja 1919 roku, uzyskali, że Rada Najwyższa zarządziła plebiscyt na Górnym Śląsku, rozpoczęli oni, celem pozyskania ludności górnośląskiej w plebiscycie starania o utworzenie z Górnego Śląska odrębnego kraju w ramach Rzeszy Niemieckiej na równych prawach, jak kraj pruski, bawarski, saski i t. d.  lub co najmniej o utworzenie z Górnego Śląska samodzielnej prowincji w ramach kraju pruskiego. Starania te odniosły pewien skutek. Ukazała się bowiem pruska ustawa w przedmiocie utworzenia prowincji Górnego Śląska z dnia 14 października 1919 r. Na mocy tej ustawy Górny Śląsk został wydzielony z prowincji śląskiej i otrzymał ustrój odrębnej prowincji. 
Aczkolwiek ustawa pruska nie realizowała obietnic nadania Górnemu Śląskowi ustroju państwa związkowego, to jednak miała swoje znaczenie agitacyjne. 
By temu przeciwdziałać, komisarz plebiscytowy, Wojciech Korfanty, wszczął starania w tym kierunku, by Sejm Ustawodawczy również zagwarantował Górnemu Śląskowi na wypadek złączenia go z Polską te same prawa samorządowe, z jakich korzystał pod zaborem pruskim i jakie mu dawała wspomniana ustawa pruska. 
Powołana przez Wojciecha Korfantego komisja, opracowała projekt samorządu dla Górnego Śląska, który stał się podstawą dla ustawy, uchwalonej przez Sejm ustawodawczy w dniu 15 lipca 1920 r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego.
Tak ówczesny Rząd Polski, jak i Sejm Ustawodawczy zdawali sobie sprawę z materialnej doniosłości ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. Wynika to z przemówień przedstawiciela Rządu wiceministra Wróblewskiego i referenta sejmowego ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., posła prof. Buzka podczas obrad nad tą ustawą. 
,Wiceminister Wróblewski mówił wówczas imieniem Rządu Polskiego o "wygodnym pomieszczeniu", jakie Polska przygotowała Ślązakom. Referent sejmowy tej ustawy, prof. Buzek, stwierdza z swoim przemówieniu sejmowym: 
"Lud śląski pragnie szerokiego samorządu, lud ten chce przede wszystkim sam zadecydować o swoich najbliższych potrzebach i aby mu dać sposobność do tego, aby zapewnić mu prawo samorządzenia na własnej ziemi, komisja konstytucyjna jednomyślnie projekt ten przyjęła i prosi o jego uchwalenie". 
Równocześnie tak Rząd, jak i Sejm dali wyraz temu, iż autonomia zostaje nadana Śląskowi nie ze względów agitacyjnych, ale ze względu na życzenie i potrzeby ludności śląskiej. ,Wiceminister Wróblewski tak to określił: 
"Nie o targi tu zatem chodzi, ani o przynętę, ile niezbędnym jest takie ułożenie wspólnego współżycia, by ludność obu Śląsków mogła znaleźć w Polsce najlepsze warunki rozwoju, by mogła najlepiej wyzyskać tę zdumiewającą zdolność twardej pracy, jaka jest jej udziałem i by w ten sposób mogła jak najobfitsze plony swoich trudów oddać na rzecz wielkiej Ojczyzny".
Prof. Buzek zaś oświadczył co następuje:
"iż w ten sposób lud górnośląski otrzyma w sposób jak najdobitniejszy gwarancję, iż niezłomną wolą sejmu i narodu polskiego jest dokonanie połączenia Śląska z Macierzą Polską w sposób, odpowiadający w zupełności także woli ludności śląskiej". 
Podczas tych obrad sejmowych powiedział profesor Buzek jeszcze, iż "w przeciwieństwie do Sejmu i Rządu Pruskiego, którzy żywią nieufność do ludu górnośląskiego, ponieważ nie mieli odwagi przeprowadzić wyborów do sejmików powiatowych na Górnym Śląsku w drodze cztero-przymiotnikowego prawa głosowania, Sejm Ustawodawczy do ludu górnośląskiego ma pełne zaufanie i dlatego nadaje mu tak daleko idące prawa samorządowe". 
Okres 15-letniej działalności samorządu śląskiego daje dostateczną podstawę do wyrobienia sobie poglądu na to, czy samorząd śląski w dotychczasowych rozmiarach był szkodliwy dla Państwa i czy lud śląski zawiódł zaufanie, wyrażone mu przez Sejm Ustawodawczy uchwaleniem ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r.
Autonomia śląska nie tylko że nie przyniosła żadnej szkody Państwu, ale przeciwnie, wielkie korzyści. Szkody takiej bowiem dotychczas nikt nie wykazał, a korzyści są oczywiste. Każdy zauważy ogromną różnicę chociażby już w zewnętrznym wyglądzie między Województwem Śląskim i województwami sąsiadującymi z nim. Czy to chodzi o gmachy publiczne t. j. administracyjne, szkolne, szpitalne i t. d., czy to o drogi, szosy, ulice, czy też o wygląd miast i wsi, to niewątpliwie jest przeciętnie o wiele wyższy poziom kulturalny na Śląsku niż w sąsiednich województwach. Mówi się wprawdzie, iż Śląsk jest dzięki swemu przemysłowi najbogatszą dzielnicą Polski. Nie mniej jednak i sąsiednie województwa posiadają przemysł, jak kieleckie i krakowskie. Krakowskie województwo ma ponadto jeszcze bardzo rozwinięty przemysł detaliczny i urodzajną glebę. Więc nie w tym kierunku należy szukać przyczyn tej różnicy, lecz jedyne wytłumaczenie tego stanu faktycznego leży w samorządzie śląskim. 
Ponieważ celem państwa jest dobro obywateli i stworzenie dla nich jak najlepszych warunków rozwoju gospodarczego i kulturalnego, to już taka działalność samorządu śląskiego, leży w interesie Państwa. 
Oczywiście Śląsk dlatego mógł dokonać takiego dzieła cywilizacyjnego, że dysponuje dostatecznymi środkami. Sejm Ustawodawczy, jak wynika z przemówienia profesora Buzka, świadomie przeznaczył Śląskowi w takiej mierze środki, by mogły być zrealizowane cele zakreślone statutem organicznym. 
Samorząd bowiem bez dostatecznych środków stałby się martwą literą.
Nieodzowne atoli są też i moralne wymogi jak miłość Ojczyzny, umiejętność, obowiązkowość, sumienność i pracowitość. Ludność śląska wykazała je w całej pełni tak w życiu prywatnym, jak i publicznym. Gdy chodziło o dobro Państwa i narodu, znalazła się cała ludność gotowa do wspólnego wysiłku, wzmacniając tym samym podstawy państwowe na Śląsku. Autonomia śląska zaś stała się jedną z najdoskonalszych form do urzeczywistnienia każdego takiego wysiłku. Umiejętność j zdolność do zarządzania mieniem publicznym na różnych odcinkach życia publicznego, a przede wszystkim w samorządzie nie pozwoliła na trwonienie grosza publicznego, a doprowadziła do należytego jego użytku w interesie dobra ogólnego. Sumienność i obowiązkowość przy świadczeniach publicznych jak płaceniu podatków tworzyła podstawę do zebrania takich środków materialnych, by nie tylko Śląsk mógł urzeczywistnić cele swego samorządu, ale także i Państwo otrzymało sprawiedliwą część dla swoich celów. 
Śląsk więc nie tylko zachował po przyłączeniu go do Polski swój poziom kulturalny i gospodarczy, ale zdołał go nawet podnieść i stał się tym samym jakoby pomostem między zachodnią Europą a resztą Polski. Wobec tego lud śląski nie zawiódł zaufania w nim pokładanego. 
Wszystkie dążenia zatem idące w kierunku zniesienia autonomii śląskiej i włączenia Śląska do województwa krakowskiego, względnie do podziału Śląska między inne województwa są krzywdzące dla ludu śląskiego, gdyż ich urzeczywistnienie pozbawiłoby Śląsk jego uprawnień, zagwarantowanych mu Ustawą Konstytucyjną l zepchnęłoby go na niższy poziom gospodarczy i są sprzeczne z interesem Państwa, które dąży do podniesienia każdej dzielnicy Państwa do najwyższego szczebla rozwoju, a więc do dźwigania w górę, a nie do spychania w dół. 
Jeszcze jeden poważny moment wchodzi w rachubę. Niemiecka część Górnego Śląska, t. j. Śląsk Opolski otrzymała zgodnie z wspomnianą ustawą pruską z 14 października 1919 roku ustrój prowincjalny. Wskutek uchwalenia przez Sejm Ustawodawczy ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., także ,parlament niemiecki wydał 27 listopada 1920 r. ustawę w przedmiocie Górnego Śląska (R. G. betr. Oberschlesien 1987). Według tej ustawy uzupełniony został art. 167 weimarskiej konstytucji Rzeszy Niemieckiej drugim i trzecim ustępem tej treści, że w pruskiej prowincji górnośląskiej nastąpi w ciągu dwóch miesięcy po objęciu przez władze niemieckie administracji na obszarze Górnego Śląska plebiscyt nad pytaniem, czy Górny Śląsk ma otrzymać ustrój kraju w ramach Rzeszy Niemieckiej z wydzieleniem go z kraju pruskiego. Do utworzenia państwa związkowego z Górnego Śląska, pozostawionego przy Niemczech, nie przyszło. Ludność Śląska, przyznanego Polsce, miała więc na mocy Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. o wiele większe uprawnienia, niż ludność niemieckiego Śląska. Gdyby atoli zniesiono autonomię śląską, względnie Województwo Śląskie wcielono do innego województwa, to by ludność śląska w Polsce miała mniej uprawnień niż ludność Śląska niemieckiego. W obcym państwie zaistniałyby tym samym lepsze warunki rozwoju gospodarczego i kulturalnego, niż w własnym. Taki stan rzeczy z różnych względów nie byłby pożądany. 
Jak się ludność śląska w obecnej ,chwili zapatruje na zagadnienie autonomii śląskiej, można ocenić na podstawie wyników ankiety, rozpisanej przez dziennik śląski "Polonia". 
W numerze 4594 z dnia 31 lipca 1937 r. są ogłoszone ostateczne wyniki tej ankiety. Według tego wzięło udział w tej ankiecie 427.928 głosujących. Za utrzymaniem autonomii śląskiej w obecnym zakresie wypowiedziało się 406.363, za zniesieniem Województwa Śląskiego i przyłączeniem go do województwa krakowskiego 868, za zniesieniem autonomii śląskiej przy zachowaniu Województwa Śląskiego 144. Ankieta "Polonii" spowodowała rodzaj plebiscytu nad pytaniem, czy należy zachować autonomię śląską i w jakim zakresie, względnie, czy znieść autonomię śląską przy wcieleniu Województwa Śląskiego do województwa krakowskiego, albo przy zachowaniu Województwa Śląskiego. Można mieć zastrzeżenia do takiego rodzaju przedsięwzięcia. Nie można atoli mu odmówić wszelkiego znaczenia. Ankietę przeprowadzono bądź co bądź pod kontrolą społeczeństwa. Gdyby nawet ta ankieta dała ? lub 1/3 wykazanych głosów, to by już to był taki wyraz dobitnej woli Śląska, żeby z nią się liczyć musiano. Godną uwagi w każdym razie jest ta olbrzymia ilość ludności, która na ankietę zareagowała. Wynika z tego stopień zainteresowania ludności kwestią autonomii śląskiej. 
Tym samym załatwiłaby się właściwie dalsza kwestia, czy mianowicie nie należałoby ścieśnić autonomii śląskiej. Nie wolno bowiem ścieśnić tego, co jest dobre. Pewne zmiany jednak byłyby konieczne nie w kierunku ścieśnienia uprawnień autonomicznych Śląska, ale celem usunięcia pewnych niedociągnięć i braków, jakie się w ciągu ostatnich lat działalności autonomii śląskiej ujawniły, a więc przede wszystkim celem skoordynowania działalności władz ustawodawczych i administracyjnych. 
Należałoby przede wszystkim stworzyć instancję, któraby decydowała w razie nieporozumień, jakie na tle interpretacji przepisów statutu organicznego powstają od czasu do czasu między rządem centralnym, a urzędem wojewódzkim i radą wojewódzką, względnie między parlamentami Rzeczypospolitej, a Sejmem Śląskim. Rozwiązanie tego zagadnienia w ten sposób, jak ta czyni konstytucja kwietniowa, uchylając przepis art. 44 ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., przewidujący mianowicie, że ustawa zmieniająca ustawę konstytucyjną wymagać będzie zgody Sejmu Śląskiego, nie jest bynajmniej celowe. Wprawdzie stwarzana drogę da wyjścia, lecz drogę sprzeczną z duchem ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. i walą ,sejmu Ustawodawczego. Profesor Buzek w dyskusji sejmowej nad statutem organicznym stwierdził wyraźnie, iż lud górnośląski otrzymał w sposób jak najdobitniejszy gwarancję swych uprawnień, wynikających z ustawy konstytucyjnej. Uregulowania czeka też dziedzina skarbowości śląskiej, a zwłaszcza stosunek systemu podatkowego śląskiego do systemu podatkowego państwowego i wzajemny stosunek administracji skarbowej i państwowej oraz śląskiej, jak ta przewiduje art. 5 statutu organicznego. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń można stwierdzić, iż podział dachodów podatkowych według klucza, określanego w dodatku da art. 5, był sprawiedliwy. Przy przyszłym uregulowaniu tej sprawy powinno Województwa Śląskie więc w rezultacie otrzymać tę sumę dochodów jak dotychczas, by mogło wypełnić swoje zadanie ustawowe. 
Nareszcie koniecznością jest, by uchwalono ostatecznie ustawę o ustroju wewnętrznym Województwa Śląskiego w myśl art. 1-1 ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r. 
Na innej płaszczyźnie leży pytanie, czy wszystkie województwa powinny otrzymać samorząd a tym samym zakresie jaki ma Śląsk. Jaki samorząd województwa mają mieć, to zależy od ich rozwoju gospodarczego i ich poziomu kulturalnego. Historia samorządu uczy, iż zależnie od tych warunków zakres samorządu może być bądź szerszy bądź węższy. Tak była w Prusach i w Niemczech. Tam zachodziło kilka typów samorządu komunalnego i prowincjonalnego. Inny samorząd był na zachodzie państwa, a inny na wschodzie. To też uzasadnione byłoby różniczkowanie samorządu dla poszczególnych województw w Polsce. Inny jest bowiem poziom kulturalny kresów zachodnich, a inny kresów wschodnich. Ogromne są różnice ustroju gospodarczego między Śląskim, a kresami wschodnimi. To też nic nie stałoby na przeszkodzie wprowadzeniu różnych typów samorządu w Polsce. 

III.

W ostatnich czasach mówi się coraz częściej a konieczności zjednoczenia czy zespolenia narodu w imię dobra Państwa i jego obronności. Niewątpliwie naród, który przez 100 lat był rozdarty i w niewoli trzech mocarstw zaborczych, dzielił losy ich i żył ich życiem państwowym w czasach, gdy po wielkiej rewolucji francuskiej nastąpiło rozbudzenie narodowe ludów i najwyższy rozkwit techniki, nie łatwo się znów zlewa w jedną organiczną całość. Praca nad takim zespoleniem narodowym jest nieodzowna w interesie narodu i Państwa. Niestety ci, którzy najwięcej do tej pracy nawołują, przeważnie czynią to w egoistycznych celach. 
Konieczność zespolenia narodowego dotyczy w każdym razie wszystkich dzielnic Polski w równej mierze. Wprawdzie Górny Śląsk, aczkolwiek znajdował się razem z Poznańskiem i Pomorzem pod tym samym panowaniem obcym, t. j. pruskim względnie niemieckim, odrębne jednak przechodził koleje. Od 600 lat nie dzielił już wspólnoty Polski, a dzielił losy innych państw. Nie mniej jednak nie można tylko w odniesieniu do niego mówić o konieczności ściślejszego zespolenia z Polską, jak się to w ostatnich czasach często słyszało. Historia Śląska bowiem wykazuje, iż lud śląski od zarania istnienia Śląska był polski i mimo obcych rządów i obcych wpływów polskim pozostał.
Nie wolno stawiać Śląska w tym kierunku na tej samej płaszczyźnie, co dzielnice wschodnie Polski, które mają, jeżeli nie większość, to poważną mniejszość ukraińską. Śląsk bowiem ma ludność rodzimą polską, a tylko stosunkowo mały odsetek ludności niemieckiej. 
Zespolenie, czyli połączenie i zjednoczenie Śląska z Polską jest dokonane zarówno pod względem państwowym jak i narodowym. 
Połączenie państwowe Śląska z Rzeczpospolitą Polską nastąpiło z chwilą zmiany suwerenności. 
Zgodnie z art. 1 ust. 2 ustawy konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r., zawierającej statut organiczny Województwa Śląskiego, część Górnego Śląska, przyznana Polsce na mocy plebiscytu z dnia 20 marca 1921 r., stała się częścią składową i nierozłączną Polski. Między Państwem Polskim a Górnym Śląskiem niema granicy państwowej. Górny Śląsk tworzy ze Śląskiem Cieszyńskim jedną z prowincji Państwa Polskiego jako województwo śląskie. 
Śląsk posiada wprawdzie własny sejm i własną administrację, ale tylko w ramach, statutem organicznym ściśle określonych, a podlega poza tym całkowicie władzom państwowym Polski, t .j. władzy ustawodawczej sejmu i senatu Rzeczypospolitej, władzy wykonawczej, t. j. radzie ministrów i poszczególnym ministrom oraz ich podwładnym urzędom i władzy sądowej. Na czele administracji Śląska stoi tak samo jak w innych województwach wojewoda t. j. urzędnik państwowy. 
Przedstawiciele ludności Śląska zasiadują w sejmie i senacie Rzeczypospolitej, Śląsk płaci podatki na rzecz Rzeczypospolitej i Ślązacy pełnią służbę w wojsku polskim. Aczkolwiek bowiem za wolą sejmu ustawodawczego Śląsk został zwolniony z obowiązku służby wojskowej, to Sejm śląski zaraz na początku swego istnienia tego przywileju się zrzekł. 
Śląsk więc nie tylko jest ściśle złączony terytorialnie i administracyjnie z Państwem Polskim, ale ludność Śląska z jednej strony korzysta z wszystkich praw i przywilejów, jakie przysługują obywatelom Państwa Polskiego, a z drugiej strony bierze udział w ciężarach, jakie Państwo nakłada na swych obywateli w' interesie swej obronności i utrzymania ładu i porządku. 
Śląsk jest też gospodarczo ściśle z Państwem połączony. 
Jego życie gospodarcze reguluje się na mocy ustawodawstwa polskiego, t. j. ustaw państwowych i śląskich i stoi pod kontrolą i opieką władz polskich. Ciężki przemysł Śląska, t. j. kopalnie i huty, stanowią nawet bardzo wybitną pozycję w życiu gospodarczym Państwa Polskiego, a odgrywają pierwszorzędną rolę w rozwoju przemysłowym Polski. Handel zagraniczny produktami przemysłowymi opiera się w głównej mierze o przemysł śląski. Produkcja i zbyt ciężkiego przemysłu ujęte są w normy wspólne dla całego przemysłu polskiego. 
Przemysł hutniczy i kopalniany oraz przemysł przetwórczy jako też kupiectwo i rzemiosło zorganizowane są w publicznoprawnych Izbach Przemysłowo-Handlowej względnie Rzemieślniczej; rolnictwo zaś jest pod kontrolą Izby Rolniczej. 
Można ubolewać nad tym, że nie cały kapitał, inwestowany w przemyśle śląskim i w większej własności ziemskiej, jest całkowicie polski i że poważna część tego kapitału znajduje się w rękach kapitalistów zagranicznych względnie obywateli polskich obcej narodowości. Niewątpliwie kapitał zagraniczny nie zawsze będzie miał wyrozumienie dla konieczności narodowych i państwowych Polski, a raczej będzie dążył do wydobycia z ziemi śląskiej jak największych zysków, chociażby to było połączone ze szkodą dla tej ziemi i jej polskości. Niemiecki kapitał będzie popierał swoich ziomków i tym samym tworzył irredentę szkodliwą dla interesów państwowych. Lecz kapitał zagraniczny i niemiecki również inwestowany jest w poważnej mierze w innych dzielnicach Polski, jak np. w Warszawie, Łodzi, Borysławiu i t. d. Z równym uzasadnieniem możnaby powiedzieć, iż należałoby wymienione dzielnice ściślej zespolić z Polską. Nikt tego jednak nie czyni. Jeżeli więc ktoś mówi o konieczności zespolenia Śląska z Polską z tych względów, to jest to co najmniej dziwne, jeżeli nie naiwne. 
Poza tym władze państwowe posiadają dostateczne środki, by szkodliwym wpływom obcego kapitału skutecznie się przeciwstawić. 
W tych warunkach w każdym razie niezrozumiałe jest twierdzenie, jakoby ściślejsze jeszcze zespolenie pod względem państwowym było możliwe lub konieczne. 
Zniesienie autonomii śląskiej nie spowodowałoby wcale takiego ściślejszego zlania się Śląska z Polską, ponieważ to nastąpiło już w superlatywie, a spowodowałoby tylko osłabienie spoistości państwowej i obniżenie się siły kulturalnej i gospodarczej Śląska. Wyparcie zaś kapitału niemieckiego z przedsiębiorstw Śląska jest niewątpliwie rzeczą pożądaną, ale dokonywuje się ono już powoli i stale. Zależne to jest zresztą nie od woli ludności śląskiej, a od woli Państwa i od siły nabywczej kapitału polskiego. O jednym tylko przy tym należy pamiętać, a mianowicie, iż wekslowaniem kapitału w przedsiębiorstwach śląskich nie wolno poderwać rozwoju tych przedsiębiorstw i ich produkcji oraz nie wolno szkodzić szerokim masom pracujących. 
Niemiecki kapitał zatrudniał wprawdzie w swych przedsiębiorstwach na Śląsku robotników pochodzenia śląskiego, ale na wyższe stanowiska sprowadzał swoich ludzi z głębi Niemiec . W ten sposób ten robotnik polski stał się niejako niewolnikiem panów niemieckich. Życzyć należy, by zmiana kapitału, dokonywująca się obecnie, nie spowodowała• w stosunku do robotnika śląskiego takiego samego stanu rzeczy pod panowaniem polskim, jaki istniał pod panowaniem niemieckim. Ten robotnik śląski, który walczył o połączenie z Polską, zasłużył w Polsce na lepszy los i co najmniej na takie zaufanie, jakim darzą władze robotnika polskiego z innych dzielnic. 
Zespolenie narodowe Śląska z Polską, t. j. zjednoczenie duchowe ludności Śląska z narodem, nastąpiło również, wprawdzie nie spontanicznie, ale ewolucyjnie. 
Zwrotnym punktem w tym rozwoju jest chwila zmiany suwerenności na Śląsku. Do tej chwili ludność śląska składała się z ludu śląskiego, t. j. z polskiego chłopa i robotnika i z napływowej ludności niemieckiej, t. j. z warstw posiadających i z inteligencji. Od zmiany suwerenności nastąpiły zasadnicze przesunięcia w układzie narodowościowym. 
Od wieków lud, zamieszkujący Śląsk, mówi językiem polskim, modli się i śpiewa po polsku. Jest to dowodem, iż lud ten jest polski, przyznawał się do kultury polskiej i miał wolę połączenia się z Polską. 
Lud śląski przechował swą mowę, swoje obyczaje, swoje zwyczaje po przez chwilę wydzielenia go z Państwa Polskiego w 1327 r., przez wieki przynależenia do obcych państw i mimo najtrudniejszych warunków swego bytowania. Śląsk należał kolejno do czterech państw, czeskiego, austriackiego, pruskiego i niemieckiego i dzielił ich losy. Warstwy uprzywilejowane i posiadające Śląska, jak książęta, szlachta, duchowieństwo i mieszczaństwo, w przeważnej mierze uległy wpływom kultur obcych, przestały być duchowymi przewodnikami ludu swego, a stały się z szkodą ludu polskiego opiekunami napływających elementów niemieckich. Lud zaś żył w poddaństwie niewolniczym tych warstw i był pozbawiony polskich przywódców. Dostał on się w ten sposób w wiele trudniejsze położenie, niż lud innych dzielnic Polski, gdzie wprawdzie stosunki polityczne i gospodarcze były, jak zresztą w owych czasach także w innych krajach, te same, gdzie atoli warstwy te uprzywilejowane przynajmniej były i zostały ,polskie i nie stały się rozsadnikami obcych kultur. 
Wielka rewolucja francuska przyniosła ludom europejskim wolność polityczną oraz oswobodzenie gospodarcze. Rewolucja ta jeszcze miała jeden dalszy skutek. Uwolnienie szerokich mas ludowych z pod jarzma politycznego i gospodarczego i prawne ich zrównanie z warstwami uprzywilejowanymi spowodowało przejście władzy państwowej i odpowiedzialności za losy państwowe na te właśnie uwolnione szerokie masy ludowe. 
W państwie pruskim nastąpiło to po rewolucji w roku 1848.
Wówczas także lud śląski odzyskał wolność polityczną, a w następnych latach także niezależność gospodarczą. Ta wolność polityczna spadła na ten lud nagle i niespodziewanie, nim zdołał wydać z siebie własnych przywódców i nim zdobył uświadomienie narodowe. Z tych to powodów w pierwszych latach wolności politycznej kierownictwo nad ludem śląskim objęli i w życiu politycznym w przeważnej mierze jego duszpasterze, t. j. kler katolicki. Dlatego w pierwszych sejmach pruskich i parlamentach niemieckich Śląsk nie posiadał przedstawicieli polskich, a był reprezentowany przez duchowieństwo i przedstawicieli katolickich, którzy aczkolwiek często pochodzili z tego ludu, jednak mieli orientację niemiecką. Lud takim stanem się na razie zadowolił, gdyż nie posiadał jeszcze dostatecznego uświadomienia, a po przewrocie rewolucyjnym w roku 1848 zapanowała w Prusach era wolnościowa i istniały nawet szkoły polskie na Śląsku. Dopiero gdy po wygranej wojnie francusko-niemieckiej w latach 1870/71 Prusacy zdobyli hegemonię pomiędzy państwami niemieckimi i złączyli je, z wyjątkiem Austrii, w nowy organizm państwowy, t. j. Rzeszę Niemiecką, gdy to nowe państwo dzięki rozwojowi gospodarczemu, jaki nastąpił po zwycięskiej wojnie wskutek uzyskanych odszkodowań wojennych, urosło w pierwszorzędną potęgę światową i gdy wobec tego wzrosła w niebywałe buta pruska, rozpoczął się ostry kurs polityki rządu pruskiego przeciwko mniejszościom narodowym w państwie pruskim. Na Śląsku skasowano szkoły polskie i zaprowadzono ustawy, uniemożliwiające rozwój ruchu narodowego i gospodarczego ludności polskiej. Głośne były te ustawy wyjątkowe o używaniu języka polskiego, o stowarzyszeniach i zebraniach, tak zwane ustawy kagańcowe. 
Przed tą polityką eksterminacyjną bronił się jednak lud śląski, t. j. ten rolnik i robotnik polski, chociaż był, nie posiadając przywódców polskich, przez swoich opuszczony i skazany na własne siły, a w miarę, jak wzmagały się tendencje antypolskie sfer rządowych i niemieckich, jego opór rósł. Przestał wierzyć swoim opiekunom centrowym i zaczął się własnymi siłami uświadamiać i narodowo organizować. Powstali kulturalni i polityczni przywódcy, powstali poeci ludowi, którzy sławili mowę i kulturę polską, budzili wiarę w Polskę i miłość do niej, powstali tacy, którzy zaczęli organizować towarzystwa kulturalne, jak towarzystwa śpiewu i towarzystwa gimnastyczne, wydawać polskie czasopisma i gazety i zakładać biblioteki i czytelnie polskie. Celem podniesienia gospodarczego ludu zakładano banki ludowe, które stały się powoli ostoją nie tylko rozwoju gospodarczego, ale także i rozwoju politycznego ludu. 
Wprawdzie budzący się ruch polski na Śląsku doznał poparcia ze strony warstw narodowych Poznania, Pomorza i innych dzielnic, gdzie uświadomienie narodowe już dawniej się rozbudziło pod przewodnictwem światłej i narodowej inteligencji, i ze strony nielicznych zresztą jednostek ze sfer kupieckich i wolnych zawodów, które przybyły z Poznania i z Pomorza i osiedliły się na Górnym Śląsku. Poważną rolę w tym rozwoju odegrały także miejsca pątnicze, jak Kraków, Kalwaria Zebrzydowska i Częstochowa, które miały wielką siłę atrakcyjną dla ludu śląskiego i stały się ostoją dla jego myśli religijnej i narodowej. 
W głównej mierze jednak ruch polski na Śląsku jest zasługą ludu samego. Gdyby ten lud nie miał tak wielkiego przywiązania do narodu polskiego i jego kultury i nie czuł po polsku i nie był polskim, toby wysiłki całego narodu zdały się na nic. Niewątpliwie pod wpływem polityki gwałtu słabsze jednostki się germanizowały. Nacisk rządu pruskiego atoli prowadził równocześnie do konsolidowania się narodowego ludu. W tych najtrudniejszych chwilach tej walki narodowościowej lud śląski wydaje stosunkowo największą ilość inteligencji rodzimej, narazi e wprawdzie przeważnie tylko duchownej, ale powoli także i świeckiej. Młodzież Śląska na uniwersytetach niemieckich zaczyna tworzyć stowarzyszenia polskie i łączyć się z polską młodzieżą innych dzielnic, przygotowując się do roli przewodniczej. 
Lud tymczasem zaprawia się do walki politycznej o zdobycie należytego mu miejsca w parlamentach państwowych i komunalnych. Wprawdzie wyborczy system trójklasowy do sejmu pruskiego i do zastępstw komunalnych uniemożliwia mu wysyłanie takiej ilości przedstawicieli, jaka by odpowiadała jego sile ilościowej. Za to bezpośrednie tajne i równe prawo wyborcze, jakie obowiązuje w Rzeszy Niemieckiej przy wyborach do parlamentu, daje możność do wysłania odpowiedniej ilości swoich reprezentantów parlamentarnych. 
W roku 1903 następuje pierwsza próba. W wyborach parlamentarnych, które się odbyły w tym roku, padło na Górnym Śląsku ogółem 44.175 głosów polskich. Jako pierwszy poseł polski ze Śląska wchodzi do parlamentu Wojciech Korfanty, a mianowicie z okręgu wyborczego, obejmującego Katowice miasto i powiaty katowicki i zabrski. Te wybory stały się równocześnie hasłem na przyszłość. W roku 1907, t. j. w następnych wyborach parlamentarnych, Śląsk wybrał 5 przedstawicieli do parlamentu niemieckiego, co stanowiło 1/4 ogólnej liczby posłów polskich w Rzeszy Niemieckiej. Wówczas następujące powiaty wybrały polskich posłów: Opole miasto i powiat opolski ks. Pawła Brandysa; Gliwice miasto i powiaty gliwicko-toszecki i lubliniecki ks. Teodora Jankowskiego, Bytom miasto, Królewska Huta miasto i powiaty katowicki i zabrski Wojciecha Korfantego, powiaty pszczyński i rybnicki ks. Aleksandra Skowrońskiego. Wszystkie te powiaty, należące do wymienionych 5 okręgów wyborczych, stanowią teren przemysłowy Górnego Śląska. Ludność powiatów niemodlińskiego, głubczyckiego, nyskiego i prudnickiego była już dawno całkowicie lub przeważnie zniemczona i Polska do nich pretensji nie podnosiła. Powiaty kozielski i strzelecki dały przy tych wyborach 9.706 głosów polskich, a 12.323 głosów niemieckich. Różnica była niewielka. Jeżeli ponadto głosów niemieckich było więcej, to zawdzięczać to należy centrowemu kandydatowi, który był księdzem i cieszył się dużym mirem wśród społeczeństwa. W powiecie raciborskim również była tendencja zwyżkowa wpływów i głosów polskich. 
Ogółem padło w tych wyborach na Górnym Śląsku 118.733 głosów polskich, czyli 74.558 więcej niż w roku 1903. W ten sposób Śląsk nie tylko wykazał ogromny postęp uświadomienia narodowego, ale jak pisze Karol Rzepecki w "Pobudce wyborczej", wydanej w roku 1907, uratował polski "honor polityczny", gdyż dzięki Ślązakom Polacy zadziwili całe inteligentne Niemcy fenomenalnym przyrostem głosów polskich. 
To nasilenie ruchu narodowego utrzymuje się nadal aż do następnych wyborów parlamentarnych w roku 1912 i nawet do wybuchu wojny. 
Przy wyborach w roku 1912 uzyskują Polacy nieco mniej głosów niż w roku 1907, bo 111.526 i tracą jeden okręg wyborczy, obejmujący Gliwice miasto i powiaty gliwicko-toszecki i lubliniecki. Aczkolwiek poza tym Polacy otrzymali dotychczasowy stan posiadania a okręg gliwicki utracili tylko z małą różnicą głosów 388, to była to jednak porażka ruchu polskiego. Powodem jej zaś były waśnie przywódców i zaniedbanie pracy. Nastąpiło opamiętanie. Prowincjonalny komitet wyborczy zreformowano przez wybór młodych rzutkich sił śląskich. Nastąpiło to w sam raz. Dzięki temu przy wyborach uzupełniających, jakie nastąpiły wkrótce po tym niespodziewanie w wspomnianym okręgu z powodu śmierci centrowego posła, wybranego w r. 1912, przypadło zwycięstwo Polakom i wybrany został Wojciech Korfanty, a działo się to w czasie wojny światowej i w ciężkich warunkach wojennych. 
Nie zgadza się z prawdą, co twierdzili Niemcy, chcąc obniżyć znaczenie tych wyborów, jakoby lud śląski głosował na polskich posłów li tylko ze względów socjalnych. "Wówczas nie było Państwa Polskiego, o które by się ruch polski na Śląsku mógł oprzeć. Ruchem kierowali synowie ludu z pobudek idealnych, narażając się na prześladowanie rządu i na poniewierkę życiową. Program ruchu polskiego był wybitnie narodowy i kulturalny. Gdyby względy socjalne były miarodajne dla polskich wyborców, to wybieranoby nie polskich narodowców, a socjalistów a co najmniej polskich socjalistów, którzy mieli wybitny program socjalny, a nie narażano się na przykrości i szykany z strony władz. 
Skoro nastąpiło uświadomienie polityczne szerokich warstw, wyniki wyborów nie mogły być dla nikogo niespodzianką. 
Niemieckie statystyki urzędowe wówczas już wykazały olbrzymią przewagę liczebną ludu polskiego na Górnym Śląsku i to zgodnie z rzeczywistością, gdyż rządy pruskie i niemieckie nie liczyły się z tym, by z tego faktu mogły dla nich powstać ujemne skutki. Gdy atoli w wyborach w roku 1903 wybrany został pierwszy poseł polski narodowy Wojciech Korfanty, którego oblicze i tendencje narodowe były dostatecznie wyraźne, rząd pruski zastosował najostrzejsze środki w kierunku zgniecenia budzącego się ruchu narodowego. Lecz lud śląski tego się nie uląkł, a niejednokrotnie ciężkimi ofiarami mienia, wolności i krwi swą wolę ku złączeniu narodowemu zadokumentował i ostatecznie zwyciężył. Tym samym placówka dla Niemców była stracona. 
Gdy bowiem po wojnie światowej konferencja pokojowa wytaczała granice między Polską a Rzeszą Niemiecką i decydowała o tym, które prowincje z państwa pruskiego mają być włączone do Polski, dla nikogo z czynników miarodajnych nie ulegało wątpliwości, iż do takich dzielnic należy Górny Śląsk. Warunki pokojowe, wręczone Niemcom w dniu 7 maja 1919 r., przewidują złączenie Górnego Śląska z Polską bez jakichkolwiek zastrzeżeń. 
To było wyłączną zasługą ludu samego. Zmiana pierwotnych warunków pokojowych była jego moralną krzywdą. 
Po wojnie światowej zaś, gdy naród polski odzyskał niezależność państwową, lud śląski idzie dalej zdecydowanie po niepodległościowej linii ruchu polskiego na Śląsku ku złączeniu się z odrodzoną Rzeczpospolitą. 
W styczniu 1919 roku odbyły się wybory, a mianowicie 19 stycznia do konstytuanty Rzeszy Niemieckiej, a 26 stycznia do Sejmu Pruskiego. Sejmik dzielnicowy, jaki się odbył 4 grudnia 1918 roku w Poznaniu, w którym wzięli udział poza Poznaniem i Pomorzem także przedstawiciele Górnego Śląska, uchwalił wstrzymanie się od tych wyborów. Ludność śląska hasła wstrzemięźliwości wyborczej usłuchała i nie poszła w wielkiej części do urny wyborczej mimo ogromnego nacisku czynników rządowych i mimo, że sfery duchowne głosiły, iż wstrzymanie się od wyborów jest grzechem. Brak ścisłych danych z tego okresu, gdyż sferom i urzędom niemieckim nie zależało na tym, by wykazać swoją klęskę. W każdym razie w pszczyńskim powiecie wstrzemięźliwość wynosiła przeszło 80 proc., a w powiecie rybnickim przeszło 70 proc. Lepszy obraz i lepsze naświetlenie stosunków narodowościowych na Śląsku w tym czasie dały jednak dopiero wybory komunalne, które się odbyły 9 listopada 1919 roku. Wynik tych wyborów dosadnie wykazuje ogromną przewagę głosów polskich. Przy tym należy wziąć pod uwagę, iż w jesieni ludność jeszcze wciąż żyła pod wrażeniem krwawo przez Grenzschutz stłumionego I. powstania i pod panowaniem zaostrzonego stanu wyjątkowego i zdemoralizowanego "Grenzschutzu". 
Według urzędowej statystyki w tych wyborach komunalnych wszystkie powiaty terenu plebiscytowego, położone po prawej stronie Odry, z wyjątkiem kluczborskiego, dały absolutną większość głosów polskich, a mianowicie Pszczyna 85,2 proc., Rybnik 78,78 proc., Katowice wieś 73,16 proc., Bytom wieś 75,73 proc., Gliwice wieś 71,68 proc., Strzelce 70,21 proc., Zabrze 75,45 proc., Lubliniec 66,75 proc., Opole wieś 61,28 proc., Olesno 55,58 proc. Powiat kluczborski wykazał 48,02 proc. głosów polskich. Ludność tego powiatu jest niewątpliwie etnograficznie polska, posiada atoli ze względu na religię ewangelicką, jaką wyznaje, orientację przeważnie niemiecką. Z drugiej strony atoli powiat raciborski, położony głównie po lewej stronie Odry, przy wyborach komunalnych dał 61,60 proc. głosów polskich. Śląskie powiaty miejskie, na ogół bardzo zniemczone i przesiąknięte napływowym elementem niemieckim, przy wyborach komunalnych wykazały także poważną ilość głosów polskich, a mianowicie: Gliwice 24,44 proc., Katowice 19,04 proc., Królewska Huta 41,17 proc., Bytom 31,48 proc., Racibórz 10 proc. Lecz nie tylko miasta wydzielone, ale także i reszta miast dała poważny odsetek głosów polskich. Frakcje polskie w radach miejskich zajęły, jeżeli chodzi o liczebność, drugie miejsce z rzędu, w Królewskiej Hucie Polacy tworzyli nawet najsilniejszą frakcję. 
W ogóle rok 1919 ma w historii ruchu polskiego na Śląsku wyjątkowe znaczenie. W tym roku bowiem zaszły dwa zdarzenia pierwszorzędnej wagi, t. j. wspomniane wybory komunalne i wybuch I. powstania. 
Wybory komunalne były sprawdzianem sił polskich i stopnia nasilenia woli narodowej ludu i stanowiły równocześnie próbny plebiscyt i to z wynikiem zwycięskim. Niestety wybory te odbyły się dopiero po podpisaniu traktatu wersalskiego, co nastąpiło 28 czerwca 1919 roku, i nie mogły wobec tego być wzięte pod uwagę, gdy ważyły się losy Śląska. Inaczej bowiem na pewno plebiscytu by nie było. Wynik tych wyborów był przekonywującym wyrazem, iż w układzie narodowościowym Śląska i po wojnie się nic nie zmieniło. 
I. powstanie śląskie, które wybuchło parę miesięcy przed tymi wyborami, a mianowicie 18 sierpnia 1919 roku, było najboleśniejsze, ale miało też w swoich skutkach może najdonoślejsze znaczenie z wszystkich trzech powstań śląskich. Pierwsze powstanie śląskie przeszkodziło wybuchowi innego powstania, zorganizowanego przez niemieckie sfery polityczne, a mianowicie konserwatywne i centrowe, w celu utworzenia z Górnego i Cieszyńskiego Śląska niezależnej republiki śląskiej. Nie wiadomo, czy byłoby się powiodło. Jeżeli się jednak zważy, iż akcja ta miała powstać niespodziewanie i była oparta o wpływowe i zamożne sfery Śląska, miała ona szanse powodzenia. Wiadomą też jest rzeczą, iż pewne sfery angielskie również na taką koncepcję stworzenia samodzielnego państwa śląskiego przychylnie się zapatrywały. 
W każdym razie rok 1919 był próbą stopnia uświadomienia narodowego i nasilenia woli do walki o wyzwolenie i złączenia się Śląska z Polską. Przeżycia i doświadczenia, jakie lud w tym roku przechodził, były szkołą przygotowawczą dla niego do dalszych walk orężnych w dwóch następnych powstaniach, t. j. w latach 1920 i 1921 i do rozgrywki plebiscytowej. 
Plebiscyt, który się odbył 20 marca 1921 roku, był urzędowym wyrazem woli ludu śląskiego za złączeniem się z Polską. 479.414 głosów, oddanych na terenie plebiscytowym, padło za Polską, a 706.820 głosów za Niemcami. Wprawdzie uzyskali Niemcy więcej głosów niż Polska. Nie zmienia to jednak faktu, iż polska część Górnego Śląska, położona po prawej stronie Odry, i jej mieszkańcy opowiedzieli się w większości za przynależnością do Polski. Należy przy ocenie wyniku plebiscytu wziąć następujące ważne momenty pod uwagę. Do terenu plebiscytowego należały powiaty już całkiem, albo przeważnie zniemczone, jak Głubczyce i Prudnik, do których Polska nie rościła sobie wcale pretensji, a które przez radę ambasadorów wcielone zostały do terenu plebiscytowego ze względów strategicznych oraz celem stworzenia dłuższej granicy polsko-czeskiej. Głosy tych powiatów należy więc potrącić ze sumy głosów, oddanych przy plebiscycie. W ten sposób odpadnie 45.595 głosów powiatu głubczyckiego i 27.284 głosów powiatu prudnickiego. W plebiscycie wzięło udział 192.408 emigrantów, t. j. ludzi, którzy aczkolwiek kiedyś urodzili się lub mieszkali na terenie plebiscytowym, jednak już żadną albo minimalną mieli łączność z nim i z których tylko 10.120 głosowało za Polską, a 182.288 za Niemcami. Biorąc więc sprawę tylko cyfrowo, t. j. wyłączając głosy powiatu głubczyckiego i prudnickiego i potrącając głosy emigrantów, dochodzi się do rezultatu, iż absolutna większość mieszkańców na terenie plebiscytowym po prawej stronie Odry głosowała za Polską. Ta ogromna masa emigrantów, która nagle spłynęła na Śląsk w przededniu głosowania lub kilka dni przed tym, docierając do wszystkich miejscowości i osiedli, i która przyjechała w przeszło 90 proc. z Niemiec i nastrojona na nutę zwycięską, nie tylko dała liczebną przewagę Niemcom, ale wywarła też wielki moralny wpływ na nastroje ludności. 
Jeszcze jeden dalszy fakt, mający dobitny wpływ na wynik plebiscytu, należy wziąć pod uwagę. Na terenie plebiscytowym pozostała przez cały czas aż do plebiscytu niemiecka administracja państwowa, samorządowa i szkolna. Również wielka własność ziemska i cały ciężki przemysł znajdowały się w rękach niemieckich. Wpływy tych sfer były, dzięki władzy i środkom materialnym, jakie posiadały, ogromne. Operowano argumentami, mającymi wykazać, iż w Polsce rolniczej nasz robotnik przemysłowy nie znajdzie pracy ani chleba, że rolnik nie otrzyma godziwych cen za swoje produkty oraz że każdy powinien pamiętać, iż, pozostając przy Niemcach, wie co ma, a głosując za Polską, która nawet nie ma granic ustalonych, nie wie co go czeka. Operowano też groźbami, iż ci, którzy za Polską się oświadczą, w razie korzystnego wyniku dla Niemców, do Polski pójść muszą. 
Na koniec plebiscyt nie jest tak doskonałym sposobem ujawnienia woli danej ludności, gdyż stoi pod działaniem najróżniejszych wpływów politycznych i uwarunkowany bywa najrozmaitszymi względami. Dla Polski na przykład okazał się niekorzystny warunek, iż na Śląsku miał się odbyć nie zaraz po zawarciu traktatu wersalskiego, ale znacznie później. Ludność śląska zaś zmęczona była wojną światową, niespokojnymi czasami, które nastąpiły po zawieszeniu broni, oraz powstaniem, i pragnęła tylko jak najszybszego uspokojenia się stosunków politycznych. 
W tym stanie rzeczy powinien był Polsce przypaść co najmniej cały Górny Śląsk, położony po prawej stronie Odry. Przyznano Polsce tymczasem tylko tę część, na której padło przeciętnie 60 proc. głosów za Polską. Było to krzywdą dla Polski. Okoliczność, iż na tym terenie padło 60 proc. głosów polskich, nie daje żadnego wytłumaczenia, gdyż wystarczyła zwykła większość do zadecydowania o przynależności Śląska. 
Po przejęciu Śląska przez Polskę zaczęły się dokonywać zmiany w układzie narodowościowym ludności. Gdy władze i urzędnicy niemieccy opuścili Górny Śląsk, stracili i ci wszyscy, którzy za Niemcami oddali głos, swoją ostoję i zaczęli się wyprowadzać do Niemiec. Największy odsetek pochodził z miast i z gmin przemysłowych, gdzie przeważał niemiecki element napływowy. Ze Śląska Opolskiego również przybywały bardzo liczne rzesze polskie, ulegając naporowi terroru. Rozpoczęła się na Śląsku wędrówka narodów, może największa z ostatnich czasów. Element niemiecki w miastach i w gminach przemysłowych kurczył się, a wzmagał się element polski. Nie tylko bowiem przybywali bracia ze Śląska Opolskiego, ale nastąpił też poważny przypływ Polaków z innych dzielnic Państwa. 
Przeprowadzony w roku 1931, t. j. po 9% latach panowania Polski, spis ludności wykazuje, iż na Śląsku jest na ogólną liczbę 1,295.000 ludności z językiem ojczystym polskim 1,195.600, czyli 92,3 proc., przy czym na górnośląskiej części województwa ten procent jest wyższy, bo wynosi 93,4. W województwach centralnych ludności z językiem ojczystym polskim jest 82,9 proc., a w zachodnich 90,9 proc. Procent ten jest więc niższy niż na Śląsku, nie mówiąc już o województwach wschodnich i południowych i o całym Państwie, gdzie procent ten wynosi 32,9 względnie 59,2 względnie 69,1. W porównaniu z poszczególnymi województwami Śląska ma największy procent ludności polskiej.
Przede wszystkim atoli pouczające są stosunki szkolne. Wpisy do szkół polskich wzrastały z roku na rok. W roku 1931, t. j .w roku ostatniego spisu ludności, liczba wpisów do szkół mniejszościowych wynosi 5,3 proc., a do szkół polskich 94,7 proc. wszystkich dzieci, obowiązanych do wstąpienia do szkoły. Stosunek więc narodowościowy dzieci szkolnych odpowiada mniej więcej stosunkowi narodowościowemu całej ludności śląskiej. 
Najdonioślejsze zmiany w stosunkach narodowościowych nastąpiły w miastach. Miasto Katowice przy plebiscycie wykazało 85,4 proc. głosów za Niemcami, a 14,6 proc. za Polską, miasto Królewska Huta 74,7 proc. za Niemcami a 25,3 proc. za Polską. Przy spisie ludności w roku 1931 te miasta wykazały: 
Katowice 84,9 proc. ludności z językiem ojczystym polskim a 13,4 proc. z językiem ojczystym niemieckim, a Królewska Huta 84,6 proc. z językiem ojczystym polskim a 15,4 proc. z językiem ojczystym niemieckim. Podobnie przedstawia się sprawa w innych niewydzielonych miastach. W roku 1931 miasto Pszczyna wykazało 15 proc. Niemców a Tarnowskie Góry 18,5 proc. Te cztery miasta, które kiedyś były ostoją i kością pacierzową niemieckości na Śląsku, zmieniły gruntowne swoje oblicze narodowościowe. 
Pewnikiem zaś jest, że ludność, której język polski jest językiem ojczystym, jest polska. Twierdzenie, jakim Niemcy w celach agitacyjnych operowali podczas pertraktacji pokojowych, jakoby język, którym mówi lud górnośląski, był narzeczem niemiecko-polskim, jest oczywiście absurdem. Tak samo możnaby powiedzieć, iż "plattdeutsch" jest językiem na pół niemieckim, przeciwko czemu Niemcy stanowczo by zaprotestowali. Może być, iż i w obecnych czasach jeszcze nie wszyscy, którzy mówią po polsku, posiadają pełną świadomość swojej narodowości polskiej. Jednak wątpić należy, by ludność polska wszystkich dzielnic w takich chwilach nie wykazała pewnego procentu ludzi chwiejnych. 
W każdym razie zdecydowana większość była tych wszystkich, którzy wiedzieli, czego chcą, i którzy oświadczyli się za złączeniem z narodem i Państwem Polskim. Ci wszyscy zaś, którzy błądzili, albo już wrócili na drogę właściwą, albo też wrócą, albo też nie wrócili i Śląsk opuszczają, a oblicze narodowościowe Śląska staje się co rok to wyraźniejsze. Pewien obraz tego ruchu narodowościowego daje statystyka podana w roczniku diecezji śląskiej z roku 1936, która aczkolwiek dotyczy tylko katolików, może jednak wzięta być pod uwagę, ponieważ ludność śląska w olbrzymiej części jest katolicka. Według tej statystyki liczba katolików w przeciągu 12 lat, t. j. od roku 1922 aż do roku 1934 wzrosła o 215.000 dusz, t. j. rocznie przeciętnie o 18.000 dusz, a z diecezji katowickiej wyprowadziło się około 80.000 Niemców a przybyło około 400.000 nowych diecezjan. Należy wnioskować, iż między wymienionymi 400.000 nowo przybyłych nie było Niemców, a że byli to Polacy, t. j. uchodźcy ze Śląska Opolskiego i polscy obywatele z innych dzielnic Państwa Polskiego. 
Przybył atoli jeszcze jeden element nie polski na Śląsk i zajął jakoby miejsca opróżnione po Niemcach, a mianowicie Żydzi. Ludność żydowska od 12 lat systematycznie napływała, zwłaszcza do miast górnośląskich. Ruch antyżydowski w Niemczech spowodował atoli bardzo liczny napływ żydów niemieckich na Śląsk. Doszło do tego, iż w Katowicach, odsetek ludności żydowskiej, który przy zmianie suwerenności był stosunkowo niski, wzrósł z biegiem czasu do tego stopnia, iż Katowice liczą około 8.960 meldowanych mieszkańców żydowskich. Przy tym należy zwrócić uwagę na fakt notoryczny, iż przynajmniej podwójna ilość przebywa w Katowicach, nie będąc meldowana. Że Żydzi, którzy przybyli z Niemiec i są przesiąknięci kulturą niemiecką i mimo kursu antyżydowskiego obecnego reżimu panującego w Niemczech, przywiązani do narodu niemieckiego, nie stanowią elementu przychylnego dla narodu i Państwa Polskiego, nie potrzebuje wytłumaczenia. Za ten stan rzeczy nie można jednakowoż czynić odpowiedzialną ludność Śląska. O ileby jednak zależało jakimkolwiek sferom na ściślejszym zespoleniu Śląska z Polską, to powinny one całą swoją energię zwrócić przeciwko napływowi takiego elementu żydowskiego na Śląsk i w kierunku, wysiedlenia ich ze Śląska, gdyż pobyt Żydów na pograniczu niemieckim nie leży w interesie ani ludu śląskiego, ani Państwa, ani jego obronności. 
Sprawa obrony granic Państwa jest dla ludności śląskiej ważka. O rozszerzenie tej granicy na odcinku śląskim wybuchło III. powstanie śląskie. Jeszcze przed przynależeniem do Polski, Ślązacy wzięli udział w wojnie z bolszewikami. Znana jest historia pułku bytomskiego. Zrozumiałym więc jest, iż Ślązakom jest drogi każdy kawałek ziemi Polski, za którą przelali swoją krew. Niemcy do dziś dnia nie przeboleli utraty naszego Górnego Śląska i nie przestają myśleć o odzyskaniu. Ludność śląska z tego sobie zupełnie jasno zdaje sprawę, jest czujna i gotowa każdej chwili stanąć do obrony granic. Dlatego Sejm Śląski od razu zrezygnował ze zwolnienia Ślązaków od służby wojskowej. Poza tym Śląsk w wszystkich obronnych poczynaniach Państwa bierze wybitny udział. Najdobitniejszym dowodem był w ostatnich czasach fakt, iż na 150 samolotów, ufundowanych przez społeczeństwo polskie na uzbrojenie armii polskiej, 51 samolotów ufundował Śląsk. 
Trudno dochodzić, w jakim stopniu inne dzielnice Polski zachowały swoją polskość i uświadomiły się narodowo. Wszelkie porównania nie zdałyby się na nic, ponieważ nie było drugiej dzielnicy, któraby przez tyle set lat, jak Śląsk znajdowała się pod obcym panowaniem i pod wpływami obcych kultur. 

Zespolenie Śląska z Polską dokonało się drogą dobrowolnego akcesu w mierze pełniejszej, aniżeli innych dzielnic. 

Wołanie o zespolenie Śląska z Narodem miałoby rację tylko w odniesieniu do Śląska Opolskiego. 

Poruszone kwestie dają nam asumpt, by raz na zawsze sprecyzować nasze stanowisko wobec Narodu i Państwa naszego. 
Pragniemy, by naród posiadał silną i potężną organizację państwową. 
Uważamy, iż pomyślność Państwa spoczywa i spoczywać musi na zdrowych zasadach samorządu terytorialnego. Będziemy bronić naszego samorządu wojewódzkiego, powiatowego i komunalnego, a to nie tylko dlatego, iż daje on nam prawa obywatelskie miary europejskiej, ale dlatego także, iż leży tow interesie całego Narodu i Państwa, jego pomyślności i obronności. 
My chcemy, by wszystkie dzielnice naszego Państwa mogły korzystać z dobrodziejstwa samorządu terytorialnego. My do tego dążyć będziemy. 
Nas nie trzeba zespalać, gdyż jesteśmy zespoleni. Nas patriotyzmu uczyć nie trzeba, gdyż wykazaliśmy, iż Naród i Państwo swoje kochamy. 
My Ślązacy czujemy się Polakami, my jesteśmy Polakami. Wszelkie jakiekolwiek insynuacje w tym kierunku odpieramy i odeprzemy. 
My nie chcemy łaski, a odpowiednie miejsce w Państwie i Narodzie sami dla siebie wywalczymy. 
Naszym życzeniem jest, by wszyscy obywatele na równi wobec Państwa wywiązywali się ze swych obowiązków. 
My chcemy atoli także, by Państwo wobec wszystkich obywateli stosowało tę samą miarę sprawiedliwości, a równanie w dół nie jest sprawiedliwością. 

Jan Mildner 

Źródła 
Dr. D ą b r o w s k i Włodzimierz, Górny Śląsk w walce o zjednoczenie z Polską. Katowice 1923. - K o m a r Stanisław, Górnośląska Konwencja Genewska pomiędzy Polską a Niemcami 1922-1937, Katowice 1937. R z e p e c k i Karol. Pobudka Wyborcza. Poznań 1907. - R z e p e c k i Karol. Naprzód czy wstecz, Poznań 1912. - "Materiały do Ustawy Konstytucyjnej z dnia 15 lipca 1920 r.... Sejm Śląski 1932. - S z r a me k Emil. Ks. Aleksander Skowroński, Obraz życia i pracy na tle problematyki Kresów Zachodnich, Katowice 1936. - Wolny Konstanty, Autonomia Śląska, Katowice 1920. 


PRZEMÓWIENIE MARSZAŁKA SEJMU POLSKIEGO,
WOJCIECHA TRĄMPCZYŃSKlEGO
W KATOWICACH, DNIA 16-go LIPCA 1922 R. 

Panie Wojewodo! Członkowie Tymczasowej Rady 
Wojewódzkiej, Ludu Górnośląski! 
Liczni członkowie Sejmu zjechali, aby w imieniu tegoż powitać ziemię śląską, która co tylko odzyskała wolność, i ziemię bohaterów. Bohaterów, powtarzam, ponieważ gdyby nie bohaterstwo ludności śląskiej, reprezentacje Rządu Polskiego by tu dziś nie stały na tym miejscu. 
Kiedy runęła siła niemiecka, zdawało się, że kamień grobowy, ciążący na narodzie polskim, zupełnie zostanie odwalony. Tymczasem intryganci całego świata sprzysięgli się na to, aby nie dać Śląskowi wolności, a zatrzymać go przy Niemczech. Wymyślono naprzód plebiscyt, i to na warunkach, które miały zamazać prawdziwy stan rzeczy. Ale mimo to polskość w plebiscycie zwyciężyła; intryga jednak chciała Polsce dać tylko skrawek Górnego Śląska. Ale Wy, Górnoślązacy, krwią Waszą przekreśliliście te niecne plany. Cześć Wam za to! 
 


ADRES HOŁDOWNICZY DLA WOJCIECHA KORFANTEGO

Czcigodny Synu Górnośląskiej Ziemi! 
W tej chwili dziejowej, gdy część staropolskiej ziemi piastowskiej po wiekowej rozłące wciela się nareszcie do Macierzy, gdy Polska z radością wita braci znad Odry we wspólnym naszym polskim domu, myśl nasza zwraca się szczególnie do Ciebie. Zrodzony pod jarzmem pruskim, zrozumiałeś sromotę nawały krzyżackiej, odczułeś tętno serc polskich, bijących tam dla Polski i jako poseł do parlamentu niemieckiego świetną stoczyłeś szermierkę o poprawę losu, o prawa swoich ziomków. Waliłeś taranem płomienistej swady w posady pruskiej nienawiści. W tej walce zahartowany i zmężniały, podniosłeś wysoko sztandar górnośląskiej sprawy. Skoro zapaliła się dla Twojej ziemi ojczystej jutrzenka wolności, jako komisarz plebiscytowy oddałeś jej wszystkie swoje siły, wszystkie swoje zdolności. Poprowadziłeś w szranki zapasów plebiscytowych drużyny naszych pracowników jako wódz urodzony. Natchnąłeś ich swoją gorliwością, energią, swoją wiarą w zwycięstwo. 
Tobie przypadło wielkie zadanie wyzwolenia Górnego Śląska z haniebnych pęt i poprowadzenia na łono Ojczyzny. Zadanie to zaszczytne spełniłeś zaszczytnie, najpiękniejsze listki zasługi wplatając w wieniec swoich prac obywatelskich. 
Tobie w znacznej mierze zawdzięcza Polska to, że dziś Katowice, Królewska Huta, Rybnik i Pszczyna, z nieprzebranym swoim skarbem ziemi i milionami wypróbowanych w twardej szkole Polaków przechodzą w granice jej, że młode państwo nasze na południowo-zachodnim krańcu potężną zyskuje redutę obronną. 
Zjednoczenie Polskich Stowarzyszeń, to Zjednoczenie, z którego zrodziła się tak wspaniała instytucja, jak Komitet Wielkiego Tygodnia Górnośląskiego, ocenia doniosłość i świetność dzieła tego lepiej może od innych zrzeszeń., dlatego uważa sobie za miły obowiązek złożyć Ci niniejszym wyrazy najwyższego uznania i hołdu z życzeniem, abyś dalej stał na straży zdobytej ziemi, wysuniętej placówki, oblanej rozhukanymi wodami wrażego żywiołu, byś nadal pracował tak dzielnie i owocnie dla Górnego Śląska i dla Polski. 
A w Panteonie zasłużonych mężów Ojczyzna wyryje złotymi głoskami: 
Cześć Korfantemu! 

 


 
 

Wojciech Korfanty
20. kwietnia 1873 - 17. sierpnia 1939
Rodowity Ślązak
syn górnika
Wojciech Korfanty, 
należy do Panteonu Chwały
Państwa  Polskiego
jako polski bohaterski patriota, 
który  polskość na Śląsku umocnił 
i część Śląska dla Polski odzyskał. 
 Od 1901 r. redaktor naczelny Górnoślązaka. 
W latach 1903-1912 i 1918 poseł do Reichstagu 
oraz pruskiego Landtagu (1903-1918), 
gdzie reprezentował Koło Polskie. 
25 października 1918 zażądał w Reichstagu 
przyłączenia do państwa polskiego 
wszystkich ziem polskich zaboru pruskiego. 
W 1918-1919 wchodził w skład rządu Wielkopolski
 podczas zwycięskiego powstania.
W 1920 r. byl Polskim Komisarzem Plebiscytowym, 
a w 1921r.  - dyktatorem  III powstania śląskiego.
Jego losy w II RP budzą grozę.

 
 

 
 
 

Wydawnictw Straży Nr. 14
Czytanek zeszyt VII.
Dobrodziejstwa pruskie w oświetleniu historycznem.
,
Mowa posła Wojciecha Korfantego,
wypowiedziana
w sejmie pruskim dnia 23 kwietnia 1913 r.
(w odpowiedzi na mowę posła v. Kardorffa w obszernem streszczeniu).

POZNAŃ.
Nakładem Wydziału kulturalnego Straży 
Czcionkami Drukarni Dziennika Poznańskiego.
1913.

Przesłanie i wariość argumentacyjna świetnej mowy posła Wojciecha Korfantego wygłoszonej w pruskim Landtagu są niedościgłym wzorem dla tych, którzy obecnie mienią się reprezentantami Polaków i polskiego interesu narodowego w Sejmie i Europarlamencie. Tylko ortografia i interpunkcja zapisu sprzed 100 lat jest już dzisiaj nieaktualna.
 Pełny tekst wart cytowania w XXI w.


 
 
Szaniec”, 29. sierpnia 1940r. 

Oczy za Zachód

pierwszy w polskiej prasie artykuł 
wysuwający postulat granicy
na Odrze i Nysie Łużyckiej

Pierwszą rocznicę wybuchu wojny obecnej obchodzimy wprawdzie w niewoli, ale nie w rozpaczy. Przeciwnie, nigdy może jeszcze w równie tragicznych warunkach duch narodu naszego nie był bardziej pewnym ostatecznego tryumfu swojej sprawy i wyzwolenia spod nienawistnego jarzma zbójców z zachodu i wschodu. I bardziej niż każdy dzień ten zasługuje, by go poświęcić rozważaniom nie tego cośmy stracili, lecz tego, co odzyskać musimy na zachodzie i na wschodzie. A jak dopiero po stracie zachodu przyszła strata wschodu, tak też wprzód nim wyrównamy rachunki ze wschodem, musimy zwrócić się na zachód. .
Jako minimum: rewindykacji ustalamy ziemie leżące na wschód od Nysy Łużyckiej i Odry, przy czym dla celów obronnych granica musi obejmować obie te rzeki, a nawet pas ochronny na ich lewym, zachodnim brzegu. Ziemie te należały do Polski od czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego, a zapewne i wcześniej jeszcze. Kraina ta bodaj najbardziej polska, a Odrę nazywał historyk prawdziwie "Wierną rzeką" Polski piastowskiej w jej zmaganiach odwiecznych z Niemcami. Pókiśmy pilnie strzegli brodów i umacniali grody nadodrzańskie, liczne wyprawy Henryka II i V oraz Konrada III załamywały się zawsze na tej wiernej rzece. Szczecin, Głogów, Wrocław - to polskie miasta niejednokrotnie występujące w walkach przeciwko Niemcom, za co były chlubnie wyróżniane (zwłaszcza dwa ostatnie). Ludność tych ziem nigdy nie szła dobrowolnie podjarzmo niemieckie. Ulegała przemocy i barbarzyństwu Niemców po zaciętych walkach, zachowując gdzieniegdzie aż do naszych czasów ducha, mowę i obyczaje polskie. Świadczy o tym niebywały w dziejach innych narodów przykład Śląska. Ludu tego nie zdołała zgermanizować przeszło 500 lat trwająca niewola niemiecka. Stwierdził on swą polskość i wolę powrotu do Macierzy nie tylko głosowaniem w plebiscycie [plebiscyt na Górnym Śląsku w roku 1921], lecz i krwią własną, trzykrotnie chwytając za broń w powstaniach śląskich.
Przyłączenie tego kraju do Polski to nie żadna zdobycz ani zabór, lecz wymiar sprawiedliwości dziejowej. Ziemie te traciliśmy powoli, lecz nieustannie. Odrywano je z naszego organizmu stopniowo. Przekroczenie przez Niemców (brandenburskich) Odry i zabór Ziemi Lubuskiej [Boleslaw Rogatka, książę śląski odstąpił Brandenburczykom Ziemię Lubuską w 1249 r.], było pierwszym klinem wbitym między Pomorze i Wielkopolskę. Ułatwiało to Niemcom dalsze postępy kolonizacji, opanowania Pomorza Szczecińskiego, a zarazem udaremniło zabiegi Łokietka i Kazimierza Wielkiego o odzyskanie tegoż Pomorza. . .
O naszym nieprzedawnionym prawie do tych ziem świadczą wszędzie polskie nazwy miejscowości położonych nawet daleko na zachód od Odry. Powrót tej ziemi do Macierzy skróciłby granicę polsko-niemiecką z 1900 km do 460 km i taka jedynie granica możliwa byłaby do obrony.
Wcielenie do Polski Gdańska i Prus Wschodnich jest koniecznością tak oczywistą i zrozumiałą samą przez się, że nie wymaga uzasadnień: bez tych terenów istnienie państwa polskiego byłoby w ogóle niemożliwe.
Ze wszystkich włączonych po wojnie do Polski terenów na zachodzie żywioł niemiecki musi być i będzie usunięty całkowicie i to według metod, które dziś do nas Niemcy stosują w Wielkopolsce i na Pomorzu, ba - nawet tuż pod Warszawą. Jeśli w polskiej praktyce metody te będą z pewnością znacznie łagodniejsze, to jedynie dlatego, że przy najsurowszej i najbardziej usprawiedliwionej chęci Polak organicznie nie jest zdolny do takiego chamstwa, zbydlęcenia i nikczemności, jak rasowy Niemiec.
Piszemy o tym i pisać będziemy jeszcze nieraz, gdyż tak zasadnicze zadania i cele polityki polskiej, jak odzyskanie ziem zachodnich, nie mogą być wyłącznie przedmiotem rozpraw wśród "wtajemniczonych". Treść ich musi stać się codziennym pacierzem każdego Polaka i Polki oraz każdego dziecka polskiego.. .
Wojnę obecną winniśmy uważać za szczególne zrządzenie opatrzności dla naprawienia błędów i krzywd wyrządzonych narodowi polskiemu po pierwszej wojnie światowej. Wówczas świat głuchy był na głosy nasze, ślepy na przedstawione przez nas perspektywy niepewnej przyszłości państwa polskiego w tych warunkach geopolitycznych, jakie wytworzone zostały w traktacie wersalskim. Wówczas mogła być to ignorancja i lekkomyślność, dziś byłaby to zbrodnia i zdrada. Gdyby podczas przyszłej konferencji pokojowej czyniono nam pod tym względem jakiekolwiek trudności, albo przedstawiciele nasi nie umieliby słusznych praw naszych wyłożyć i obronić, wówczas naród polski potrafi sam wystąpić w obronie swych konieczności życiowych i swego prawa do rozwoju i wielkości. Zbyt wiele i byt długo cierpieliśmy, a zapewne cierpieć jeszcze będziemy, by godzić się na jakiekolwiek odstępstwa od minimum rewindykacji na zachodzie. Błędem nie do darowania byłoby pominięcie tej okazji dziejowej, być może jedynej w szeregu stuleci.

 


 

Katowice 1939

Katowice 1939

Sosnowiec 1940

Katowice 1941

Ząbkowice, 3. grudnia 1941
 

Strzemieszyce 1943

<>

 
 

Bestiality …unknown in any previous record of history…
MR. BRENDAN BRACKEN, on July 9, 1942

Issued by
THE POLISH MINISTRY OF INFORMATION
London Stratton House, 1942

Printed by
ST. CLEMENTS PRESS (1940) LTD.,
London, W. C. 2.
II

DOCUMENTS FROM POLAND 
(7) PUBLIC EXECUTIONS
At CIERLICK GORNY in Cieszyn county, Emil Trepa, a Pole aged 32 years, accused of escaping from a concentration camp and spreading foreign wireless news, was executed publicly before his own home. Polish miners from Karwina and Sucha were brought under police escort to watch the execution, and the local inhabitants were also driven out to watch. The Germans compelled Polish students, colleagues of the condemned man, to set up the gallows. When the prisoner, Trepa, dressed only in his shirt and trousers, was brought from the prison, he was tortured for two hours in public, among the crowd being his paralysed mother, placed specially in front of the house, and his father, brought from prison. Trepa behaved with dignity and restraint, and as he stood below the .gallows shouted: 
" Long live Poland! "
At RUDA SlASKA (Polish Silesia) a gallows was prepared for Joachim Achtelik, of Ruda, while Kokot, of Bielszowice and Sergeant Nowak, of Godula, who were to be hanged in their own localities, were compelled to stand and watch their fellow Pole's death. Thousands of Poles and Germans were brought to watch the execution. 
Achtelik was a very interesting case. His father regarded himself as a Pole, but his mother brought up the young Achtelik as a German. The lad had artistic gifts, and funds for his education and training as a painter were raised by the Polish community. As he grew up he came to love Poland fervently and regarded himself as a Pole, and has now laid down his life for Poland. He died as he had lived. As he rode to the place of execution he carried his head high, but bowed low to the assembled Polish crowd, many of whom were sobbing. While the sentence was being read in German he took no notice, but called out to the crowd, asking questions about his mother. When the sentence was read in Polish he stood to attention. Before the noose was adjusted around his neck he asked God, in the words of Christ on the cross, for strength for himself, and forgiveness for his executioners. At this point all the crowd knelt down. Then the Germans gave orders for them to stand, enforcing their order with the rattle of carbines from the Hitler Youth. Achtelik died in fifteen minutes. 
The inhabitants of Ruda lit candles in their houses during the execution and said prayers for the dead. Although Achtelik asked for a priest, he was not allowed to see one. Nor were public prayers allowed for his soul, and although at first the body was to have been handed to his mother, the Germans were so afraid of demonstrations that they removed it for secret disposal. 
The other two men also died heroically. Kokot was hanged publicly in BIELSZOWICE, saying not a word, and Sergeant Nowak in Godula. Nowak was allowed to say good-bye to his wife and children. His last words were: 
"I was present at the death of my colleague, who asked forgiveness for his executioners. I cannot ask that. I ask God that my blood may raise up avengers. You, you Hitlerite bandits, remember that you wilt not escape vengeance, even in the tenth generation. Goodbye, wife, good-bye, children. Glory to Christ the King! 
 Long live Poland! "  . 

THE GERMAN TERROR IN POLAND
STATEMENT BY THE POLISH MINISTER FOR HOME AFFAIRS,
MR. S. MIKOLAJCZYK

News has been received of increased terror in Upper Silesia. There are gallows in eighteen Silesian towns. Those arrested are hanged. In Dombrowa, Szurley, Bendzin and Sosnowiec they are hanged publicly on gallows and trees, the public, even schoolchildren, being driven to look at these crimes.

więcej
THE STRUGGLES FOR POLAND, PART 4

 

 
 

Emil Trepa i Joachim Achtelik
i setki tysięcy innych ofiar
niemieckiego bestialstwa na Śląsku
publicznie powieszonych na szubienicy
postawionej w jednym z 18 miast Śląska
lub na gałęzi
Rodowici Ślązacy
Emil Trepa z m. Cierlick Górny
i Joachim Achtelik z m. Ruda Śl.
i setki tysięcy innych ofiar
niemieckiego bestialstwa na Śląsku
należą do Panteonu Chwały
Państwa  Polskiego
jako polscy bohaterscy patrioci, 
w tym znani tylko z nazwiska
lub bezimienni,
którzy ginęli z okrzykiem:
Niech żyje Polska!
- o czym Zachód był 
dokładnie poinformowany
i zapowiadał karę za zbrodnie

 
 
Józef Ryszka

My Ślązoki

Kiej nas z łojcowizny, nas bidnych Ślązoków,
Wojna wygoniła tysiącem wyroków,
Kiej po naszej ziemi dzisiok Niemiec chodzi -
Ano nic nie szkodzi.

To wszystko do czasu, tak jak wszystko mijo,
Tak i ty się skończysz niemiecko bestyjo,
Ty sie sparzysz łapy, ty pochylis głowy,
Ślązok już gotowy.

I jak śpiywka godo - tak i my powiymy,
Że to som chłopcy, co się nie bojymy,
Firera strzaskomy, bić bybymy dali,
Aże się Germania cołko nie łobali.

A że czas ten przyjdzie, jo to dziś już cuja,
I we swoi piersi nowy Ślązak hoduja,
Łon już przijocielem, jo śnim ciągle godom,
Przeca go niedługo tam poniosa do dom.

Zaniesa tyj ziemi, pokłonia się piyknie,
Niech se kapka pojy, niechaj niym nasiynknie,
Niechaj z tej jałowizny nowe wzrosną plony,
Nowe pierony.

Niech wyrosną Józki, Karliki, Marciny,
Nowe pokolenia bez skazy, bez winy,
I tyż bez łonego szwabskiego łoddechu,
Co iektórych słabych sprowadził do grzechu.

A wtedy Pon Bóczek do kopalni zyńdzie,
We hucie go znajdziesz, na hołdzie i wszyndzie,
Weźmie kilof w rynka, by nom pomóc bokiem,
I bydzie Ślązokiem i bydzie Polokiem.

A potem Karliki, Haźbietki i Anny
Pięknie poklynkniemy do Piekarskiej Panny
Żeby już na zawsze Breslau był Wrocławiem,
Tak myślą Ślązoki. Wierza, myślą prawie.

Józef Ryszka
urodzony 14. lutego 1920 w Katowicach-Szopienicach,
rozstrzelany przez Niemców 17 listopada 1943 w Warszawie
rodowity Ślązak, który w 23. roku życia
poległ w podziemnej walce Polaków o Ojczyznę
należy do Panteonu Chwały Państwa  Polskiego


   
 

Narodowe Siły Zbrojne Deklaracja,  luty 1943r.

NSZ są formacją ideowo-wojskową Narodu Polskiego.
NSZ skupiają w swych szeregach, niezależnie od podziałów partyjnych, wszystkich Polaków zdecydowanych na bezwzględną walkę z każdym wrogiem o Państwo Narodu Polskiego w należnych Mu powiększonych granicach, oparte na zasadach sprawiedliwości i moralności chrześcijańskiej.
NSZ - zbrojne ramię Narodu Polskiego, realizując wolę jego olbrzymiej większości, stawiają za swój pierwszy cel, zdobycie granic zachodnich na Odrze i Nysie Łużyckiej, jako naszych granic historycznych, jedynie i trwale zabezpieczających byt i rozwój Polski.
Do tego celu NSZ dążyć będą bezpośrednio i natychmiast po złamaniu się Niemiec i po wypędzeniu okupantów z Kraju. (...)

 
   
Notatka przygotowana 
w Ministerstwie Prac Kongresowych
pt. „Polacy we wschodnich prowincjach
Rzeszy Niemieckiej według oceny autorów
>>Atlasu statystyczno – geograficznego<<
opracowanego w czasie okupacji w Kraju 1943/44

Polacy w Prusach Wschodnich

Południowa część Prus Wschodnich jest zamieszkana przez ludność polską. Są to tzw. Mazurzy, czyli mówiący po mazursku, jak ich Niemcy określają. Po mazursku mówi ludność Mazowsza, czyli środka Polski. Jest to dialektyczna odmiana języka polskiego, polegająca na innym wymawianiu niektórych spółgłosek, tzw. mazurzeniu. Mazurzy z Prus Wschodnich pochodzą z Mazowsza i osiedlili się w średniowieczu w zalesionych i nie zamieszkanych okolicach Prus. Zachowali język mazurski, zwyczaje aż do ostatnich czasów. W końcu XIX w. wszystkie powiaty mazurskie, czyli cała regencja olsztyńska, była wyłącznie polska, w równym stopniu, co środek Polski. Powiaty nad Wisłą miały dużą domieszkę Polaków, zwłaszcza najwięcej powiat sztumski. Ten stan przetrwał z małymi zmianami do 1910 r. Spis ludności niemieckiej, na którym jest opracowana mapa Spetta, wykazał to najdobitniej.
Na skutek krzywdzącego przyłączenia Mazurów do Rzeszy i wynaradawiającej polityki niemieckiej, procent. Mazurów w oficjalnych statystykach niemieckich bardzo zmalał po wojnie światowej. W r. 1925 podają Niemcy ogólną cyfrę Mazurów na 110000. Ta cyfra nie odzwierciedla stanu faktycznego. Ludność mazurska zna język polski i zdaje sobie sprawę ze swej odrębności, obawia się jednak do tego przyznać. Niemiecka propagandowa nauka stworzyła legendę, że Mazurzy są odrębnym narodem i wpaja to w miejscową ludność. Analogiczne rozbijanie narodu polskiego miało miejsce w tworzeniu narodowości Kaszubów, Ślązaków i Górali. Ludność Warmii, w powiatach południowych w olsztyńskim oraz nadwiślańskich w sztumskim posiada głębsze zrozumienie swej narodowości polskiej, gdyż od czasów rozbiorów' należała do Państwa Polskiego. Ogólną ilość Mazurów ocenić można w oparciu o spis z 1910 r. na 414000. Cyfrę tę otrzymano obliczając procent Mazurów z 1910 r. (z korektą Romera) [szacunek oparty na spisie szkolnym ż 1911 r. R. Romer, Polacy na kresach pomorskich i pojeziornych, Lwów 1919] 1 dla ludności z 1931 r.

Polacy na Śląsku, Pograniczu i Pomorzu

Aż po Odrę i Nysę Łużycką sięgają rdzenne ziemie polskie, na których ludność polska została zgermanizowana. Istniejąca tu ludność niemiecka jest tylko wtórnie niemiecka, a z rasy, krwi, nazwiska i tradycji - słowiańsko-polska. Pas zmagań narodowościowych polsko-niemieckich cofał się na wschód. Najdotkliwsze straty odnieśli Polacy od XVIII w., tzn. od powstania Królestwa Pruskiego i jego polityki wynaradawiającej. Był to program Fryderyka zapoczątkowany słynnym powiedzeniem, którego Hitler by się nie powstydził: dajcie mi te ziemie, a ja je uczynię niemieckimi. Następują zakazy używania języka polskiego w życiu publicznym, w szkole, nawet w domu między panem i służbą. Najdłużej zachowuje się język polski w kościele. Świadczą o tym daty zachowania się nabożeństw polskich w XIX w. podawane przez Partacha, Niemca. Po lewym brzegu Odry w okolicach Oławy, długo, gdyż prawie do połowy XIX w., były jeszcze okolice używające języka polskiego. To samo na prawym brzegu w okolicy Trzebnicy i Oleśnicy. Pod koniec XIX w. cofnęła się polskość o kilkadziesiąt km i zatrzymała odtąd prawie bez zmiany na linii Nysy Śląskiej-Kluczborka, jak to wykazuje mapa Spetta. Śląsk Opolski ostał się polskim nie tylko z krwi, ale języka i świadomości narodowej do ostatnich czasów. Niemcy podają cyfrę Polaków na Śląsku Opolskim na 542000 w roku 1925. Według obliczeń polskich, biorąc pod uwagę procent z 1910 r., z ludności 1939 r. otrzymamy z górą 900000 ludności polskiej.
Nie mniej dotkliwe straty poniósł naród polski w XVIII i XIX w. na Pograniczu i Pomorzu. Pogranicze jest to dawna część W. Ks. Poznańskiego i Prus Zachodnich (Ziemia Złotowska), pozostawione przez traktat wersalski przy Niemcach (Grenzmark-Posen-Westpreussen). Polacy żyją tu w rozproszeniu, ograniczeni ostatnio specjalnym ustawodawstwem i prześladowani. Razem jest ich tu ca 40000, oczywiście nie według źródeł niemieckich.
Na Pomorzu, z Ziemi Koszalińskiej wypierany jest język polski już w XVIII w., ale ludność zachowuje zwyczaje, stroje dawne, np. w okolicach Koszalina - we wsiach Jamunt, Labus. Na początku XIX w. całe powiaty Słupsk, Bytów, Lębork były jeszcze kaszubskimi. W połowie tego wieku uczony rosyjski Hilferding w podróży po tych okolicach znalazł liczne wsie kaszubsko-polskie. Pod koniec XIX w. Parczewski znalazł ich znacznie mniej.
Cofanie się polskości na ziemiach nadodrzańskich i Pomorzu było rezultatem gwałtu, jaki Prusy zastosowały do miejscowej ludności. Obszary polskie etnicznie wchodziły w skład państwa pruskiego, które je wynaradawiało przemocą. Było to takim samym bezprawiem, jak włączenie obecnie rdzennej Wielkopolski i utworzenie niemieckiego Warthegau. Dokonało się ono tylko w powolniejszym tempie.
 


 
 
Fragment broszury konspiracyjnej 
Antoniego Wrzoska  pt. "Śląsk"
1943, luty, Warszawa
Źródło:
Ziemie powracające. 
Obraz geograficzno-gospodarczy, cz. 3: Śląsk, 
TWZW, Warszawa 1943, s. 24 - 26

III. Stosunki ludnościowe

6. Rozwój stosunków narodowościowych

Nie jest rzeczą dziwną, że tak zwana kraina przejściowa, jaką jest Śląsk, przechodziła skomplikowaną ewolucję ludnościową i narodowościową. Nie zatrzymując się nad wielu zmianami w składzie zaludnienia Śląska, jakie zachodziły w czasach prehistorycznych, ograniczymy się do stwierdzenia, że już w okresie wczesnohistorycznym żyli tutaj niewątpliwie bezpośredni przodkowie dzisiejszego ludu śląskiego, zaliczający się do plemion polskich, mianowicie plemię Ślężan.
Równocześnie po drugiej stronie gór śląskich, od południowego zachodu, zamieszkiwały pokrewne plemiona czeskie. Niezaludnione góry sudeckie stanowiły przegrodę między plemionami polskimi i czeskimi, i ta wyraźna granica naturalna przyczyniła się do wykształcenia różnic plemiennych i do spotęgowania ich. Można się posunąć do twierdzenia, że gdyby nie istniały Sudety, nie byłoby dziś dwu odrębnych, choć bliskich sobie języków i narodów, lecz Polacy i Czesi stanowiliby jeden naród. Plemiona ich jednak były rozdzielone szerokim pustkowiem.
W to pustkowie zaczął się wciskać powoli od XII wieku napływowy żywioł niemiecki, bardziej obeznany w swej ojczyźnie z warunkami życia w górach, bo posiadający ich nadmiar, znający wcześniej górnictwo i umiejący stworzyć sobie w niegościnnym górskim terenie znośne możliwości życiowe. W ten sposób na miejscu dawnego pustkowia powstał w Sudetach obcy klin narodowy, który jeszcze silniej, niż poprzednio same góry, oddzielił od siebie oba narody słowiańskie i pozbawił ich bezpośredniego kontaktu na długim odcinku granicznym. Dlatego, o ile na całym Śląsku nizinnym zachowały się polskie nazwy miejscowe, to jedynie w górach sudeckich przeważają niemieckie nazwy wsi, gór i potoków.
Pozostałe części Śląska - poza Sudetami - miały nadal charakter narodowościowy polski, ale już od połowy XV wieku nie miał Śląsk łączności państwowej z Polską, lecz z państwami gdzie panował język niemiecki lub inny. Toteż polskość zaczęła z wolna ustępować. Ustępowała zaś dwiema drogami: naprzód przez napływ kolonistów niemieckich na tereny spustoszone wojnami, lub też dopiero nowo zasiedlone, oraz przez stopniowe niemczenie się miejscowej ludności, poddanej pod wpływy niemieckiego otoczenia. Takimi ośrodkami niemczyzny stawały się przede wszystkim miasta, zakładane od XIII wieku na prawie niemieckim i zasiedlanie częściowo napływowym niemieckim elementem.
Jednakowoż jeszcze w XVIII wieku znaczne części Śląska Dolnego i Środkowego oraz cały Śląsk Górny były językowo polskie. Zwarty polski obszar językowy sięgał wówczas za zachód po Trzebnicę, Wrocław, Strzelin. Natomiast na północnym przedpolu Bramy Morawskiej oraz w księstwie opawskim, które odpadło od Polski już w r. 1038, rozpowszechnił się język czeski, tak że dziś część Śląska leżąca na pn.-zachód od linii. Karniów-Opawa-Hulczyn-Morawska Ostrawa ma charakter etniczny czeski.
Po przyłączeniu Śląska do Prus (1742 r.) i zakończeniu wojny siedmioletniej (1763) rozpoczęła się ze strony Prus planowa akcja germanizacji Śląska. Narzędziami germanizacji były ustawy i rozporządzenia, upośledzające ludność i język polski oraz silna kolonizacja. W czasie od r. 1763 do 1805 przybyło na Śląsk ponad 100 000 osadników niemieckich. Żywioł polski ustępował z miast coraz bardziej, utrzymywał się nieźle na wsi. Śląsk Dolny i Środkowy ulegał coraz więcej germanizacji, natomiast Śląsk Górny, gdzie było mniej miast, zachowywał nadal charakter wybitnie polski, a równolegle z naciskami germanizacyjnymi rosło wśród ludności poczucie narodowe.
Taki mniej więcej stan utrzymywał się do wybuchu wojny 1914 r. Ostatni niemiecki spis ludności przed tą wojną w roku 1910 podawał dla Górnego Śląska (rejencji opolskiej) 52,5 proc. Polaków, a ponadto 4 proc. tak zwanych "dwujęzycznych", których też trzeba zaliczyć do ludności polskiej. Granica językowa przebiegała mniej więcej wzdłuż linii łączącej miasta Prudnik i Namysłów. Po zakończeniu tej wojny i przegranej Niemiec, ludność Śląska Górnego miała się sama wypowiedzieć w plebiscycie co do przyszłej przynależności państwowej. Plebiscyt ten nie zdał próby życia. Przeprowadzone ostatecznie granice były wynikiem kompromisu, nie uwzględniały konsekwentnie ani zasad narodowościowych, ani potrzeb gospodarczych i komunikacyjnych.
Po ustaleniu nowych granic ludność polska znalazła normalne możliwości rozwoju tylko na tej drobnej części Górnego Śląska (4216 km kw.), która została przyznana Polsce. Zaś rozwój gospodarczy doznał tak po jednej jak i drugiej stronie granicy poważnych zaburzeń, i całą gospodarkę trzeba było sztucznie przystosowywać do zmienionych, nienaturalnych warunków. Ludność polska w części Śląska pozostawionej przy Niemczech została wystawiona na wzmożony ucisk narodowościowy zaś po objęciu władzy przez hitleryzm straciła zupełnie możliwość egzystencji.
Zajęcie Czech, wybuch drugiej wojny światowej i rozbicie Polski przez Trzecią, Rzeszę pociągnęło wreszcie za sobą dalsze likwidowanie polskości na całym Śląsku drogą dobrze nam znanych, bezwzględnych posunięć. Mimo to, jednak faktycznie utrzymuje się ona nie tylko u tych, którzy poprzednio byli Polakami, ale budzi się także u wielu Ślązaków zgermanizowanych, którzy poprzednio zapominali o swym polskim pochodzeniu.
 


 
Aide-mémoire
Rządu Rzeczypospolitej Polskiej
przekazane Rządom Wielkiej Brytanii 
i Stanów Zjednoczonych AP
Listopad 1942

WSTĘP

Polska zainteresowana jest w całokształcie zagadnienia Niemiec i warunkach, jakie powstaną w Rzeszy w wyniku zwycięstwa Zjednoczonych Narodów. Poza tym Polska, jako jeden z najliczniejszych i najbardziej zagrożonych sąsiadów Niemiec, posiada swój bezpośredni kompleks zagadnień z Niemcami, których pomyślne dla Polski załatwienie może dopiero zabezpieczyć w trwały sposób jej niepodległy byt państwowy.
Postulaty, wysunięte w niniejszym aide-memoire, nie są sformułowane wyłącznie pod kątem widzenia interesów Polski. Łączą się one jak najściślej z potrzebą stworzenia takich warunków politycznych, gospodarczych i komunikacyjnych, które by umożliwiły wprowadzenie w życie po zakończeniu wojny konstruktywnego planu federacji państw Europy Środkowej. Federacja ta oprze się tylko wówczas na trwałych podstawach, o ile bezpieczeństwo państw wchodzących w jej skład będzie całkowicie zapewnione i o ile federacja będzie mogła przy bliskim współdziałaniu ze światem anglosaskim swobodnie się rozwijać pod względem politycznym i gospodarczym, nie będąc uzależnioną od Niemiec przez niekorzystny układ stosunków. Doświadczenie bowiem wskazuje, że Niemcy - jak żadne inne państwo - potrafią wykorzystywać dla swych zamysłów zaborczych - za pomocą presji lub stwarzania utrudnień - wszelkie możliwości gospodarcze i komunikacyjne, nieraz nawet wbrew interesom ekonomicznym.
W obecnej fazie wojny, która przyniesie głębokie przemiany w strukturze moralnej i materialnej narodów, nie jest możliwym dokładnie określić, jakie będzie powojenne oblicze Europy oraz układ sił poszczególnych państw. Dla ludzi przyzwyczajonych do myślenia kategoriami sprzed września 1939 r., niektóre postulaty wysunięte w stosunku do Niemiec mogłyby się wydawać trudne do urzeczywistnienia. Jednak po klęsce, która wstrząśnie od podstaw aparatem państwowym i całym organizmem gospodarczym, społecznym i demograficznym Rzeszy, wiele problemów znajdzie znacznie łatwiejsze rozwiązanie.
W związku z przygotowawczymi pracami nad budową przyszłej Europy, wydaje się rządowi polskiemu pożądanym już obecnie w sposób poufny przedstawić rządowi Stanów Zjednoczonych - rządowi brytyjskiemu, z szerszą wizją na przyszłoŚć, zasięg bezpośrednich zainteresowań Polski w stosunku do Niemiec.
Dla Polski Odra z Zalewem Szczecińskim i jej dopływami z kierunku granicy czeskiej stanowi naturalną linię bezpieczeństwa od strony Niemiec, podobnie jak Ren dla Belgii i Francji. Na wschód od linii tej położone są bazy wypadowe pruskie, skierowane przeciwko Polsce, a mianowicie: Prusy Wschodnie, klin śląski i Pomorze niemieckie.
Ten stan rzeczy winien być z punktu widzenia ogólnego bezpieczeństwa w pełni uwzględniony przy stawarzaniu podstaw przyszłej federacji w Europie Środkowej, jak również, gdy w myśl postanowień Karty Atlantyckiej [Karta Atlantycka ogłoszona została przez prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla 12 VIII 1941 r.] o całkowitym rozbrojeniu Niemiec, zasady okupacji wojskowej Rzeszy, a zatem i zona okupacji polskiej będą przedmiotem obrad.

* * *

Traktat wersalski nie uwzględnił niezbędnych warunków bezpieczeństwa Polski. Połowiczne załatwienie na niekorzyść Polski spraw Gdańska i Górnego Śląska, pozostawienie Prus Wschodnich przy Rzeszy i niedostateczne zabezpieczenie od zachodu wybrzeża polskiego wytworzyły anormalną sytuację na jej zachodniej i północno-zachodniej granicy. Na decyzję tę mocarstw wpłynęło m.in. szereg przyczyn z dziedziny stosunków międzynarodowych, nie związanych bezpośrednio z istotnymi interesami państwa polskiego.
Skutki tego stanu rzeczy zaciążyły na całokształcie stosunków polsko-niemieckich. Niemcy zyskały szereg ważkich atutów politycznych, gospodarczych i komunikacyjnych dla swej agresywnej działalności względem państwa polskiego i wykorzystały je w pełni, stosownie do polityki, którą prowadziły w danej chwili. Wysoce niedogodna sytuacja strategiczna Polski od strony. Niemiec tragicznie się odbiła na losach kampanii wrześniowej 1939 r.
Wojna, którą Rzesza wywołała po raz drugi na przestrzeni dwudziestu kilku lat, narażając ludzkość na najcięższe cierpienia, wymagać będzie wspólnego wysiłku Zjednoczonych Narodów dla stworzenia tym razem trwałych podstaw pokoju w Europie. Całkowite rozbrojenie Niemiec uznane zostało za jeden z głównych celów wojny w Karcie Atlantyckiej (Artykuł VIII) oraz w licznych oświadczeniach kierowniczych mężów stanu Zjednoczonych Narodów. Z pojęciem rozbrojenia łączy się nie tylko, zniszczenie materialnych środków do prowadzenia wojny oraz zakaz utrzymywania sił zbrojnych przez Niemcy. Zasada całkowitego rozbrojenia winna obejmować również odebranie państwu niemieckiemu najważniejszych baz wypadowych, których posiadanie zapewnia Niemcom na wypadek agresji bezwzględną przewagę strategiczną w danej części Europy, tym bardziej, jeśli tereny te są ośrodkami wrogiej agitacji przeciwko sąsiednim państwom, tworząc stałą przeszkodę do rozbrojenia moralnego. Obszary te w posiadaniu sąsiadów Rzeszy, usposobionych pokojowo, stworzą dla nich korzystne warunki obrony, co przyczyni się do wzmocnienia podstaw zamierzonego na przyszłość międzynarodowego systemu bezpieczeństwa w Europie.

MORZE BAŁTYCKIE
A BEZPIECZEŃSTWO EUROPY

Zasada wolności mórz potwierdzona ponownie w Karcie Atlantyckiej (pkt. VII) wymaga, by Bałtyk był morzem otwartym. Jest on jedyną drogą morską, łączącą Polskę oraz państwa, które będą z nią sfederowane, jak również inne państwa położone w tej części Europy, z Zachodem i światowymi szlakami morskimi.
W ciągu drugiej połowy XIX wieku Morze Bałtyckie poczęło w szybkim tempie zamieniać się w wewnętrzne morze niemieckie. Początek do tego dał Bismarck przez najazd na Danię w r. 1864 i aneksję Szlezwiku-Holsztynu, po której dokonano przekopania Kanału Kilońskiego, idącego wewnątrz terytorium pruskiego. Od tej chwili Niemcy zdobyli pełną kontrolę wojs-kową Danii, a tym samym i cieśnin duńskich. Flota wojenna Rzeszy uzyskała możność przepływania z jednego morza na drugie w ciągu kilku-nastu godzin.
Rezultaty tego stanu rzeczy dały się silnie odczuć w pierwszej wojnie światowej. We wrześniu 1939 r. niemiecka kontrola nad dostępem do Bałtyku uniemożliwiła pomoc morską W. Brytanii dla napadniętej przez Rzeszę Polski, a wiosną r. 1940 pozwoliła Niemcom na błyskawiczne opanowanie Danii i Norwegii. W r. 1941 flota niemiecka odegrała znaczną rolę w szybkim opanowaniu Łotwy i Estonii, przez co pozwoliła siłom zbrojnym Rzeszy na zagrożenie Leningradu. Ze swych baz morskich i lot-niczych w Norwegii Niemcy podjęli próby przecięcia północnej drogi mors-kiej, łączącej Rosją z Zachodem via porty w Murmańsku i Archangielsku. Te same bazy niemieckie w Norwegii stanowić mogą punkt wyjścia dla inwazji wybrzeży szkockich.
Wszystko to wykazuje jasno, że niemieckie władztwo nad Bałtykiem groziłoby zawsze w wypadku wojny podziałem Europy na dwie izolowane od siebie części: zachodnią i wschodnią, między którymi komunikacja mogłaby być sparaliżowana w zupełności.
By skutecznie zabezpieczyć wolność dróg, łączących Bałtyk z Morzem Północnym i wykluczyć kontrolę niemiecką, konieczne jest stworzenie  odpowiedniej obrony tych dróg. Cel ten da się jedynie osiągnąć przy wydatnym współdziałaniu W. Brytanii i przy poparciu Stanów Zjednoczonych.
Uregulowanie tych zagadnień winno by wyglądać w zarysach następująco: 
1) Kanał Kiloński zostałby umiędzynarodowiony, przy czym najlepszym rozstrzygnięciem byłoby, gdyby mandat administracji i ochrony Kanału spoczywał w rękach W. Brytanii, przy udziale w eksploatacji handlowej tej drogi wodnej wszystkich państw nadbrzeżnych Bałtyku wspólnie z W. Brytanią. Po obu stronach Kanału winny istnieć dostatecznie szerokie strefy ochronne, wyłączone spod suwerenności Niemiec.
2) Cieśnina Sund musiałaby być pogłębiona tak, żeby największe okręty wojenne mogły przez nią przepływać.
3) Na wyspach Morza Północnego, położonych w pobliżu wybrzeża niemieckiego, zwłaszcza przy ujściu Łaby (Elbe) winny powstać ufor-tyfikowane brytyjskie, względnie brytyjskie i amerykańskie bazy mors-kie i lotnicze, a na wyspach zachodniej części Morza Bałtyckiego bazy brytyjskie i polskie. (Dla Polski są szczególnie ważne Rugia, Fehmarn i Bornholm). Północno-wschodnia część Morza Bałtyckiego pozostała-by z natury rzeczy głównie pod kontrolą tamtejszych przybrzeżnych państw.

PRUSY WSCHODNIE I GDAŃSK

Najdalej na wschód wysuniętą bazą wypadową niemiecką są Prusy Wschodnie. Tworzą one sztucznie wyhodowaną enklawę w obcym terytorium etnicznym.
Dla umysłowości niemieckiej stanowią one zachętę do nowych zaborów. Wszelkie koncepcje podziału Polski od czasów Fryderyka Wielkiego aż po dziś dzień łączą się z zagadnieniem Prus Wschodnich i Gdańska.
Stałe dążenie Niemiec do terytorialnego połączenia Prus Wschodnich z klinem śląskim po przekątnej (oś Królewiec-Opole) przejawiło się w naszej dobie przez inkorporowanie do Rzeszy po wrześniu 1939 r. ziem zachodnich i dużej części ziem centralnej Polski, dając tym samym wąskiej enklawie pruskiej zaplecze. Tendencja rozszerzania Prus Wschodnich wyraziła się w przyłączeniu do prowincji w ostatnim czasie dodatkowo okręgu białostockiego.

* * *
Z punktu widzenia militarnego Prusy Wschodnie z Gdańskiem stały się klasyczną place d'armes, punkt wyjścia dla operacji flankowych mających na celu:
1) odcięcie Polski od Morza Bałtyckiego i przerwanie w ten. sposób jej  morskiej komunikacji z Zachodem,
2) zagrożenie stolicy kraju Warszawy, odległej od granicy Prus Wschodnich w prostej linii zaledwie o 75 mil,
3) oskrzydlenie armii polskich w Polsce zachodniej i środkowej, przez uderzenie w kierunku południowo-wschodnim i wschodnim ku Brześciowi n/B. i Wilnu, i przedostanie się w ten sposób do wschodniej części Polski.
Prusy Wschodnie służyły już Rzeszy Hohenzollernów do przygotowania głównego natarcia na Rosję w 1914 r. Stąd też operował niemiecki korpus bałtycki przeciw Rosji Sowieckiej po r. 1918. Kiedy w wyniku postanowień traktatu wersalskiego armia niemiecka została rozwiązana, liczne tajne oddziały niemieckie (Freikorps, Schwarze Reichswehr) zostały w tej prowincji rozkwaterowane po wielkich majątkach ziemskich, gdzie jako bataliony pracy ukrywały się przed komisjami alianckimi. Na kilka lat przed dojściem Hitlera do władzy rozbudowano jeszcze bardziej w Prusach Wschod-nich fortyfikacje od dawna tam istniejące (ośrodkiem ich był tzw. trójkąt lidzbarski - Heilsberg).
Z chwilą zerwania przez Hitlera postanowień militarnych traktatu wersalskiego, w Prusach Wschodnich utworzony został najsilniejszy korpus w Niemczech (I Armee Korps), którego dowódcą był późniejszy feldmarszałek. von Brauchitsch. Korpus ten utrzymywany był stale na stopie wojennej. Prowa-dzono nadal wytężone prace fortyfikacyjne i przygotowawcze do wojny.
We wrześniu 1939 r. z prowincji tej wyszło niemieckie uderzenie na skrzydło i tyły sił polskich, walczących frontem na zachód. Uderzenie to, wraz z działaniem niemieckim ze Słowacji, spełniło rolę kleszczy, które objęły od razu całą głębokość terenu Polski, co w rezultacie zapewniło Niemcom uzyskanie szybkiego rozstrzygnięcia.
Operująca z Prus Wschodnich niemiecka armia powietrzna Nr 1 miała nad wyraz ułatwione zadanie. Posiadanie tak bliskich baz pozwalało wykonać każdemu samolotowi po kilka wypraw w jednym dniu.
Zatem z punktu widzenia militarnego Prusy Wschodnie i Gdańsk, które w ręku niemieckim są stałą groźbą dla niepodległości Polski i podboju Europy, winny być przyłączone do Polski.

* * *

Potrzeby gospodarcze i komunikacyjne Polski, jak również całego zespołu krajów sąsiedzkich, tak samo za tym przemawiają.
Polska, która w chwili wybuchu wojny miała przeszło 150 tys. mil kwad-ratowych obszaru z ludnością przekraczającą 35 milionów - należała więc do największych państw w Europie - posiadała zaledwie około 90 mil wybrzeża morskiego. Dla porównania zaznaczyć należy, że długość wybrzeża morskiego Niemiec wynosiła prawie 1100 mil. W tych warunkach polskie wybrzeże morskie zarówno pod względem militarnym, jak komunikacyjnym i gospodarczym, nie odpowiadało zgoła potrzebom państwa polskiego. Obrót obu portów: Gdyni i Gdańska rósł w niesłychanie szybkim tempie. Przeładunek w Gdyni, który wynosił w r. 1928 - 1958000, doszedł w r. 1938 do 9174000 ton. Przeładunek Gdańska, rozbudowanego i zmodernizowanego przy wydatnym udziale Polski, podniósł się z 2112000 ton w roku 1913 do 7127000 w r. 1938. Już w r. 1936 ponad 75% całego handlu zagranicznego Polski szło przez oba porty.
Po wojnie przez porty polskie będzie szła znaczna część obrotu towaro-wego nie tylko Polski, ale i całej projektowanej federacji środkowoeuropejs-kiej. Gdynia i Gdańsk na to nie wystarczą. Jeśli kraje położone w obszarze między Niemcami a Rosją mają utrzymywać swoją istotną niepodległość ekonomiczną, muszą one mieć zabezpieczony, znacznie szerszy niż dotychczas, a zupełnie niezależny od kontroli niemieckiej - dostęp do Morza Bałtyckiego.
Wskutek odcięcia od swego naturalnego zaplecza polskiego, Prusy Wscho-dnie stanowią obszar pod względem gospodarczym bierny, deficytowy i nie mający żadnych widoków rozwoju. Wysiłki rządowe w postaci znacznych subsydiów i prób uprzemysłowienia kraju, zwłaszcza w okresie sztucznej koniunktury wytwarzanej po r. 1933, nie zmieniły tego stanu rzeczy. Pociąg-nięcia rządu hitlerowskiego, do których zaliczyć należy szumnie reklamowane doroczne targi królewieckie, które poza propagandą nie przynosiły żadnych gospodarczych korzyści z punktu widzenia handlu zagranicznego, były w zna-cznej mierze obliczone na podtrzymanie ducha tej prowincji do czasu zrealizowania zaborczych planów III Rzeszy.
Zła sytuacja tej dzielnicy była przyczyną stałego odpływu ludności do środkowych i zachodnich Niemiec. Mimo wszystkich zarządzeń zapobiegaw-czych, odpłynęło z Prus Wschodnich od r. 1840 do r. 1939 przeszło 1100000 ludzi. W osiemnastu powiatach na trzydzieści jeden odpływ ludności był tak znaczny, że nastąpił nawet spadek absolutnej liczby mieszkańców.
Gospodarka Prus Wschodnich zostanie oparta na zdrowych podstawach przez zespolenie tej prowincji z Polską, która będzie w możności wykorzystać jej położenie nadmorskie. Prusy Wschodnie zyskają również przez napływ ludności rolniczej z przeludnionych części Polski.

* * *

Historycznie biorąc, Prusy Wschodnie były jak gdyby kolonią, eksploatowaną przez niemiecki Zakon Krzyżacki, który sprowadzony w XIII w. przez księcia Konrada Mazowieckiego dla krzewienia chrześcijaństwa, rozwinął całą swoją zaborczość, tępiąc bezwzględnie ludność miejscową oraz zagrażając Polsce i Litwie. Na podłożu tradycji Zakonu, książęta brandenburscy z domu Hohenzollernów walczyli w następstwie intrygą i podstępem o pozbawienie Polski jej praw do tego kraju. Po rozbiorach Polski prowincja ta stała się ośrodkiem "ducha pruskiego".
Zarówno niemiecki Zakon Krzyżowy, jak i książęta niemieccy, a później królowie pruscy, systematycznie przeprowadzali germanizację ludności. Udało im się tego dokonać w szerszych rozmiarach na obszarach zamieszkanych przez litewskie plemię Prusów, natomiast w południowej części prowincji ludność polska, stanowiąca większość mieszkańców, zachowała swą mowę i obyczaje ojczyste po dzień dzisiejszy.
Wpływ kultury polskiej był bardzo znaczny w całych Prusach Wsch., istniały tu liczne szkoły polskie, wychodziły polskie książki i czasopisma. Od XIX w. począwszy nastąpiło coraz bezwzględniejsze tępienie życia gospodarczego i kulturalnego Polaków. Zamknięto wszystkie szkoły polskie, za-broniono nauki języka, systematycznie niszczono polskie warsztaty kierownicze i centra intelektualne. Mimo to urzędowy spis ludności dokonany przez władze pruskie w r. 1910 wykazał, że całe południe tej prowincji zamieszkane jest w większości przez ludność polską. Włączenie jej do Polski wykaże dopiero nie-niemieckie oblicze znacznej jej części.
Dodać należy, że w północno-wschodniej części Prus Wschodnich znajdują się do tej pory skupienia ludności litewskiej.
Oblicza etnicznego Prus Wschodnich ujawnić nie może oczywiście po tylu latach ucisku żaden plebiscyt. Plebiscyt odbyty w południowej części tej prowincji w r. 1920 nie mógł oddać rzeczywistej woli ludności. Odbył się on poza tym w chwili, gdy wojska sowieckie zbliżyły się do Warszawy [plebiscyt na Warmii i Mazurach odbył się II VII 1920 r.]. Nadto średnia i niższa administracja niemiecka, a więc ta, która ma kontakt z ludnością, pozostała w rękach niemieckich; ludność terytorium plebis-cytowego terroryzowana była przez bojówki tajnych organizacji, jak Schwarze Reichswehr, z drugiej zaś strony działał bezwzględny nacisk gospodarczy junkrów i pracodawców niemieckich.
Po głębokich wstrząsach i przesunięciach ludności, jakie spowodował hitlerowski nowy ład, po deportacjach i masakrach, nie będzie żadnej moralnej ani politycznej podstawy dla przeprowadzenia plebiscytu w tej części Europy.

* * *

Łącznie z Prusami Wschodnimi wcielony winien być również do Polski -- Gdańsk. Jako wolne miasto nie spełnił on swojej roli, stając się tylko odskocznią dla mącenia stosunków polsko-niemieckich i podważania przez Niemców instytucji międzynarodowych. Na terenie wolnego miasta rozwijała się działalność piątej kolumny i szpiegostwa niemieckiego. Dzisiejsi gauleiterzy Polski okupowanej, Greiser i Forster, zaprawiali się w Gdańsku do przyszłych swych zadań.
Militaryzacja Gdańska, dokonywana wbrew postanowieniom układów międzynarodowych, przeprowadzona była z bazy wschodniopruskiej.
Wolne Miasto Gdańsk mimo olbrzymich korzyści, jakie wypływały dla niego z polskiego handlu zagranicznego, dzięki czemu mogło powrócić do dawnego rozkwitu - sabotowało pod dyktandem Berlina porozumienia gospodarcze z Polską, gwałcąc jej prawa ustalone w traktacie pokoju oraz w szeregu konwencji. Polscy przemysłowcy, kupcy i rzemieślnicy nie byli dopuszczani do osiedlenia.
Miejscowa ludność polska narażona była na ustawiczne szykany. Uniemożliwiano Polakom wykonywanie ich zawodów, pozbawiano ich pracy, nie dopuszczano do zakładania nowych placówek gospodarczych. Życie kulturalne Polski było systematycznie gnębione.
 W rezultacie Gdańsk hamował raczej, niż ułatwiał dostęp Polski do morza i korkował ujście jej głównej arterii wodnej - Wisły.
Kwestia Gdańska miała w stosunkach międzynarodowych znaczenie tylko w związku z zagadnieniem Prus Wschodnich. W wyniku wcielenia tej prowincji do Polski zniknie automatycznie ten problem.
 
 

ŚLĄSK OPOLSKI

Poza Zagłębiem Ruhry Śląsk jest drugim głównym ośrodkiem niemieckiego przemysłu wojennego. Rola przemysłu śląskiego – „jednej z największych kuźni broni wielkoniemieckiej Rzeszy" - jak powiedział gauleiter Bracht 20 kwietnia 1941 roku, posiada tym większe znaczenie w obecnym konflikcie, iż przemysł ten przez swoje odległe położenie jak dotąd znajdował się poza strefą operacyjną RAF [Royal Air Force - -Królewskie Siły Powietrzne].
Tej sytuacji nie przewidziano w Wersalu, odstępując od pierwotnego projektu konferencji pokojowej przyznania Polsce całego śląskiego basenu przemysłowego.
Warto przypomnieć, że w ciągu niespełna 80 lat (1864 -1942) Niemcy dokonały (licząc podbój Austrii i Czechosłowacji) siedem niewątpliwych agresji militarnych, wywołując przy tym dwie wojny światowe.
Po tych doświadczeniach nie może pozostać przy Niemczech w przyszłych rozwiązaniach terytorialnych Śląsk Opolski z jego ważną częścią przemysłową.
Pomijając nawet wszelkie inne względy dobro ogólne wymaga, by obszar ten włączony został do państwa polskiego.

***

Śląsk niemiecki (okręg opolski Górnego Śląska - Oppeln, oraz Śląsk Dolny) jest niezwykle ważną bazą wypadową dla działań militarnych o charakterze ofensywnym. Stanowi on rodzaj klina wrzynającego się na znacznej przestrzeni między Polskę a Czechosłowację. Klin ten, idący od północnego zachodu ku południowemu wschodowi, ma 185 mil długości, przeciętnie około 75 mil szerokości.
Wojny o ugruntowanie potęgi Prus kosztem Austrii, a pośrednio Polski, prowadzone przez Fryderyka Wielkiego, rozgrywały się na tych ziemiach. W kampanii pruskiej przeciwko Austrii w r. 1866, zakończonej Sadową, główne uderzenie wyszło od klina śląskiego na równinę czeską. Klin ten stanowi niebezpieczeństwo dla polskiego zagłębia węglowego i przemysło-wego, paraliżując możność skutecznej kooperacji wojskowej polsko-czecho-słowackiej.
Między południowo-wschodnim jego krańcem a granicą Austrii odległość jest stosunkowo nieznaczna. Jest to tak zwana Brama Morawska - pas pagórkowatych nizin oddzielających Sudety czeskie od zachodnich krańców Karpat. Nie przesądzając, jaki będzie przyszły los Austrii i czy niebezpieczeńs-two z jej strony zostanie w sposób trwały usunięte, należy mieć zawsze na uwadze, że atak niemiecki od strony Śląska i granicy austriackiej grozić może szybkim odcięciem Czech od Słowacji i Polski.
Z klina śląskiego prowadzili Niemcy swe operacje militarne, zajmując wiosną 1939 r. Czechy. Na jesieni tego roku wyruszyło stamtąd główne natarcie ku centrum Polski, prowadzone przez armie generałów von Reichenau i Blaskowitz. Na skutek tego uderzenia, polski okręg przemysłowy położony na samej granicy już od pierwszego dnia wojny był zagrożony przez niemieckie siły zbrojne.
Z militarnego punktu widzenia tylko znaczne skrócenie i zwężenie klina śląskiego zapewnić może należyte terytorialne zwarcie Polski i Czechosłowacji oraz ich wzajemne bezpieczeństwo na wypadek wojny.
* * *
Pod względem etnicznym klin śląski był od szeregu stuleci ziemią w większości swego obszaru polską.
Pomimo akcji germanizacyjnej język polski utrzymał się w wielu okolicach części środkowej Śląska, a południowy jego wschód, Opolszczyzna, posiada po dziś dzień ludność w znacznej większości polską.
W drugiej połowie XIX wieku, mimo ucisku władz pruskich i gospodarczej zależności ludności robotniczej od "pruskich baronów węglowych", zaczęło się tu odrodzenie ducha narodowego i kultury polskiej. Wyraziło się to między innymi w wysyłaniu posłów narodowości polskiej z Górnego Śląska do Parlamentu Rzeszy i do Sejmu pruskiego.
Toteż słuszne były postulaty zawarte w pierwszej wersji traktatu wersalskiego, przedłożonej delegacji niemieckiej w maju r. 1919, żądające przydzielenia Polsce całego niemal Śląska Górnego, łącznie ze Śląskiem Opolskim. Decyzja ta państw alianckich uległa później zmianie i na Górnym Śląsku zarządzono plebiscyt.
Plebiscyt odbyty 20 marca 1921 r. nie odzwierciedlił w należytej mierze etnicznego oblicza Górnego Śląska, ponieważ nie istniały warunki swobod-nego wypowiedzenia się ludności. Wywierała na nią nacisk pozostała na miejscu średnia i niższa administracja niemiecka, jak również duża część kleru katolickiego przynależna do partii centrowej. Robotnik polski był skrępowany zależnością od pracodawców niemieckich. Bojówki niemieckie wywierały terror. Wynik plebiscytu sfałszowany został ostatecznie przez fakt udziału w głosowaniu blisko 200000 przybyłych z Rzeszy osób, związanych z tą prowincją tylko faktem urodzenia. Byli to przeważnie potomkowie pruskich urzędników, nauczycieli i funkcjonariuszy różnych, którzy przejściowo tylko pełnili służbę na Górnym Śląsku i często już na wiele lat przed wojną przenieśli się w inne okolice Rzeszy.
 Wreszcie brak jednolitości poglądów między mocarstwami zachodnimi również i w sprawie śląskiej miał skutki korzystne dla Niemców.
Należy zaznaczyć, że części Śląska przyłączone do Polski zlały się z Rzecząpospolitą niezwykle szybko, pozbywając się samorzutnie naleciałości narzuconych przez długi okres prześladowań i germanizacji.

 * * *

 Śląsk Opolski gospodarczo ciąży na wschód. W tej części rolniczej stanowi on strukturalną jedność z sąsiednimi obszarami wiejskimi państwa polskiego.
Część zaś przemysłowa, kopalnie i huty żelaza, stanowią niezaprzeczalną całość z polskim zagłębiem przemysłowym, którego ośrodkami są Katowice, Sosnowiec i Kraków.
Z 43,3 miliona ton węgla, produkowanych rocznie przed rokiem 1914 na terenie ówczesnego śląskiego okręgu przemysłowego, tylko 12,5 miliona ton szło w głąb Rzeszy, a przeszło 25 milionów ton znajdowało zbyt na obszarach, które po r. 1918 weszły w obręb państwa polskiego. Zapotrzebowanie drzewa dla górnictwa pokrywały wówczas (rok 1913) w 80 mniej więcej procentach te same ziemie polskie.
Niemieckie czynniki gospodarcze zawsze zdawały sobie dobrze sprawę z tej łączności Śląska z polskim obszarem gospodarczym, czego dowodem między innymi stwierdzenie tej prawdy w "Handbuch des Oberschlesischen lndustriebezirkes", wydanym w r. 1913, a przede wszystkim szereg kolejnych memoriałów, przedłożonych w toku pierwszej wojny światowej cywilnym i wojskowym władzom naczelnym Rzeszy przez niemieckie koła gospodarcze. W memoriałach tych domagano się takiego rozwiązania sprawy polskiej, aby z Górnym Śląskiem zostały koniecznie związane gospodarcze terytoria polskie, które mogłyby mu dostarczać dobrych i ze względu na cenę frachtów bardzo tanich rud i materiału drzewnego, i stanowić naturalne, wprost niezastąpione pola zbytu. Produkcja bowiem surówki żelaza, jak i stali, a również i innych wyrobów hutniczych Górnego Śląska, stała w tyle za rozwojem ogólnoeuropejskim, a szczególnie za rozwojem Rzeszy Niemieckiej. Produkcja surówki, która wynosiła 381318 ton w 1913 r., nie osiągnęła poziomu przedwojennego nawet w rekordowym r. 1928, kiedy wyprodukowano na Śląsku niemieckim 247755 ton. W następnych latach produkcja spadła jeszcze bardziej, ponieważ Śląsk niemiecki nie może rywalizować z lepiej położonym przemysłem Zagłębia Ruhry. W r. 1932 wygasły wielkie piece. W latach poprzedzających bezpośrednio obecną wojnę powiększyła się znacznie produkcja węgla i żelaza niemieckiego Śląska, ale było to głównie na skutek dozbrajania Niemiec.-
W początku r. 1941 Niemcy podzielili Śląsk na dwie prowincje: Gau Niederschlesien z Wrocławiem jako stolicą i Gau Oberschlesien z Katowicami. Prowincja Oberschlesien obejmuje byłą rejencję opolską, województwo śląskie, okręg Dąbrowy Górniczej oraz granicznej strefy województwa krakowskiego, a mianowicie Jaworzno, Chrzanów, Białą i Żywiec.
Z wywodów samego gauleitera śląskiego Brachta, wygłoszonych na temat "planu czteroletniego" w dniu 20 kwietnia 1941 r., wynika, że przemysł górnośląski wyraźnie ciąży nad bilansem gospodarczym Rzeszy. Zdaniem Brachta "podtrzymanie i rozwój tego przemysłu jest jednak konieczne ze względu na niemiecką rację stanu", to znaczy z przyczyn związanych z ekspansją zaborczą.
Pozostanie Śląska Opolskiego przy Niemczech byłoby tedy w sprzeczności z tendencjami, które niewątpliwie będą dominowały po wojnie, to jest, aby produkcje oprzeć o najnaturalniejsze warunki i elementy gospodarcze, które istnieją dla tego obszaru tylko w połączeniu z Polską.

* * *

Pozostaje zagadnienie biegu zachodniej granicy państwa polskiego. W związku z tym należy uwzględnić następujące okoliczności.
Dotychczasowa. granica polsko-niemiecka z okresu przed zajęciem Czechosłowacji miała 1263 mile długości. Porównawczo warto wspomnieć, że długość granicy francusko-niemieckiej wynosiła 215 mil, z czego połowa przypada na naturalną zaporę, jaką stanowią wody Renu. 
Polskie porty morskie, największe ośrodki handlu zamorskiego na Bałtyku, których znaczenie poważnie wzrośnie w przyszłości, przylegają do Pomorza pruskiego, które zagraża wybrzeżu polskiemu, wrzynają się klinem od zachodu. Uniemożliwienie Niemcom wyzyskania Pomorza pruskiego, jako terenu koncentracji i jako bazy wyjściowej do uderzenia na dolną Wisłę i porty polskie od zachodu, staje się zatem koniecznością. Dla Polski Pomorze pruskie z Zalewem Szczecińskim posiada niezmiernie ważne znaczenie strategiczne, stanowiąc obszar obronny od strony Niemiec. Z tych też względów dolny bieg Odry we wstępnych uwagach aide-memoire określono jako natural-ną linię bezpieczeństwa Polski i federacji środkowoeuropejskiej.
Nie wyczerpując więc w niniejszym aide-memoire całokształtu zagadnienia zachodniej granicy Polski, ograniczamy się do stwierdzenia, że granica ta winna być wyprostowana i skrócona przez dokonanie niezbędnych przesunięć na zachód, uwzględniających bezpieczeństwo państwa polskiego.

ZAGADNIENIE LUDNOŚCI NIEMIECKIEJ

Szereg czynników wpłynie korzystnie na rozwiązanie problemu ludności niemieckiej na terytoriach, które zostaną przyłączone do państwa polskiego.
Na wschodnich obszarach Rzeszy odbywa się, począwszy od ostatnich dziesiątków lat ubiegłego stulecia, odpływ ludności niemieckiej, szczególnie wiejskiej. Ten pęd demograficzny ze wschodu na zachód nie został powstrzymany, mimo szeregu drastycznych środków przedsięwziętych zwłaszcza w ostatnich latach przez rząd niemiecki, jak: subsydia, wprowadzenie zagrody dziedzicznej, próby uprzemysłowienia Prus Wschodnich, presja organów administracyjnych i partyjnych.
Odpływ ludności daje się zauważyć w dalszym ciągu zwłaszcza w Prusach Wschodnich, na Śląsku oraz w regencji koszalińskiej. Potwierdzają to m.in. wiadomości przenikające do prasy niemieckiej na temat wyniku spisu ludności z 1939 r.
Ze zjawiskiem tym wiąże się ściśle brak robotników rolnych na wschodzie Rzeszy. Przed wojną 1914 r. rolnictwo niemieckie dla utrzymania średnich warsztatów na odpowiednim poziomie zmuszone było sprowadzać do 400 tysięcy robotników sezonowych z części Polski, znajdujących się wówczas pod zaborem rosyjskim, wzgl. austriackim. W okresie powersalskim aż do wybuchu wojny, rządy niemieckie stale zabiegały o robotników sezonowych z Polski dla wschodnich obszarów Rzeszy, i to nawet w epoce kryzysu gospodarczego, gdy bezrobocie przyjmowało w przemyśle niemieckiem szerokie rozmiary. Zatrudniano ich nie tylko w wielkich, lecz nawet i w drobnych gospodarstwach rolnych. Zależność rolnictwa niemieckiego w prowincjach wschodnich od rąk roboczych z Polski wystąpiła jeszcze jaskrawiej na tle wojennych trudności gospodarczych niemieckich, gdy Rzesza przystąpiła do przymusowego przenoszenia z Polski setek tysięcy robotników. Liczne ich rzesze rozmieszczone są dziś gęsto w prowincjach wschodnich, tworząc na warsztatach rolnych polskie ośrodki.
Rdzenna ludność obszarów wschodnich Rzeszy jest pochodzenia słowiańskiego i została na skutek podbojów niemieckich poddana systematycznej germanizacji.
Prusy wprowadziły do swych praktyk administracyjnych cały skom-plikowany system, zmierzający do wynaradawiania miejscowej ludności pol-skiej. Mimo to ludność autochtoniczna, zwłaszcza w okręgach wiejskich, nie zatraciła swych cech narodowych i można się liczyć z tym, że spora jej część, która poczęła używać języka niemieckiego od niedawna, powróci samorzutnie do narodowości polskiej. Procesowi temu sprzyjać będzie niewątpliwie wstrząs psychiczny, jakim zwłaszcza dla całych wschodnich obszarów Rzeszy będzie jej załamanie się militarne wraz z wszystkimi tego następstwami.
Co się tyczy ludności rzeczywiście niemieckiej, bardzo duża jej część oddali się z odnośnych terytoriów z własnej woli, zwłaszcza w pierwszym okresie po ustaniu działań wojennych. Przypomnieć tu należy, że z zachodnich prowincji polskich, które po pierwszej wojnie światowej zwrócone zostały Polsce, odpłynęła w głąb Rzeszy - bez żadnego nacisku z polskiej strony - fala kilkuset tysięcy Niemców, stanowiąca większość tamtejszej niemieckiej ludności.
W związku z zagadnieniem populacyjnym ważne jest ustalenie poglądu na sprawy wysiedlania ludności niemieckiej, jako środka mającego na celu zabezpieczenie państwa od działalności dywersyjnej i wyeliminowanie ze stosunków międzynarodowych stałych możliwości tarć na skutek akcji mniej-szości niemieckiej.
Koncepcje wysiedlania przymusowego ludności zrodziły się w Niemczech przed przyjściem do władzy Hitlera. Znanym jest plan sztabu generalnego niemieckiego z ubiegłej wojny, aprobowany na piśmie przez marszałka Hindenburga, o wysiedleniu ludności polskiej z szerokiego pasa położonego między b. dzielnicą pruską a Królestwem Kongresowym. Projekt ten miał na celu stworzenie zapory niemieckiej, oddzielającej ziemie pod władaniem Prus od reszty Polski. Klęska Niemiec unicestwiła te zamierzenia. Metody wysiedlania, stosowane obecnie przez rząd hitlerowski na ziemiach polskich, są zbyt dobrze znane, by wymagały tutaj dłuższego omówienia. Przymusowe wysied-lania nie ograniczają się wyłącznie do Polaków i są stosowane również w szerokich bardzo rozmiarach do innych narodowości. Zostały one przez ogół społeczeństwa niemieckiego przyjęte bez najmniejszego sprzeciwu, jako metoda polityczna, zmierzająca celowo do realizacji nowego ładu w Europie. Społeczeństwo niemieckie, bez różnicy zapatrywań, wydatnie współdziała z rządem przy przejmowaniu mienia prywatnego, pozostałego po wysied-lonych.
Praktyki wysiedleńcze niemieckie nie ograniczają się atoli wyłącznie do obcych narodowości. Zostały one również wprowadzone w życie w stosunku do własnych obywateli. Porozumienie niemiecko-włoskie co do granicy na Brennerze z r. 1938 przewidywało przymusowe przesiedlenie do Rzeszy Niemców, zamieszkałych w zwartej masie w południowym Tyrolu włoskim. Jeszcze w okresie pokoju przystąpiono do wykonania tego porozumienia.
Układy niemiecko-sowieckie, zawarte po pakcie nieagresji niemiecko-sowieckim z dnia 23 sierpnia 1939 r., obejmowały ewakuację Niemców z państw bałtyckich, z Besarabii, z Bukowiny i ze wschodnich części Polski.
Fakty te doprowadzają do stwierdzenia, że metoda wysiedlania została usankcjonowana w stosunku do samych Niemców. Nie byłoby zatem ani słuszne, ani celowe, mieć jakiekolwiek wątpliwości co do przenoszenia ludności niemieckiej w wypadkach, gdy wyższe względy związane ze stabilizacją pokojowych warunków w Europie tego wymagają.
Niezależnie od dobrowolnego odpływu Niemców z ziem, które zostaną przejęte przez Polskę, konieczne będzie przeprowadzenie transferu ludności niemieckiej do Niemiec. Transfer ten w pewnym zakresie będzie mógł mieć charakter wymiany ludności, równocześnie bowiem winna powrócić do Polski ludność polska, głównie robotnicza, zamieszkała już przed wojną w Niem-czech zachodnich i środkowych.

Londyn, listopad 1942 r. 


Powyższe teksty pisane przez osoby lojalne w stosunku do Polski i Polaków
powstały dawno i/lub na Zachodzie i na ich treść Sowiety nie miały żadnego wpływu
 Te dokumenty powinny położyć kres goebbelsowskiej propagandzie uprawianej
przez osoby nielojalne w stosunku do Polski i Polaków
i głoszącej jakoby powrót Polski na Ziemie Odzyskane
Polaków zaskoczył, a przywracanie tu pamięci żywiołu słowiańskiego,
polskości obecnej w każdym starym kamieniu (por. Piastowski Wrocław)
było  sztucznie wykreowane przez sowieckich komunistów.
Kto wysługuje się rewizjonistom, do pięt nie sięga patriotom spośród komunistów.

Sobótka powiat Wroclaw: pomnik Polakom na Ziemiach Odzyskanych tym, ktorych los i historia rzucily na te ziemie w poszukiwaniu domu
Sobótka powiat Wroclaw: pomnik Polakom na Ziemiach Odzyskanych
"tym, ktorych los i historia rzucily na te ziemie w poszukiwaniu domu".
Wypędzeni z Kresów Wschodnich bronią ojcowizny na Kresach Zachodnich.
O odzyskaniu ojcowizny pisał pół tysiąca lat przed rokiem 1945
ks. kanonik Jan Długosz

PISARZ TEJ KRONIKI CIESZY SIĘ, ŻE ZA JEGO ŻYCIA PRUSY
POŁĄCZYŁY SIĘ Z KRÓLESTWEM POLSKIM
ROK PAŃSKI 1467.
I ja, piszący te kroniki, czuję niemałą pociechę z ukończenia wojny pruskiej, odzyskania krajów z dawna od królestwa polskiego odpadłych i przyłączenia Prus do Polski. Bolało mnie to bowiem, że królestwo polskie szarpane było dotąd i rozrywane od rozmaitych ludów i narodów. Teraz szczęśliwym mienię i siebie, i swoich spółczesnych, że oczy nasze oglądają połączenie się krajów ojczystych w jedną całość; a szczęśliwszym byłbym jeszcze, gdybym doczekał odzyskania za łaską Bożą i zjednoczenia z Polską Śląska, ziemi lubuskiej i słupskiej, w których są trzy biskupstwa, od Bolesława, wielkiego króla polskiego, i ojca jego, Mietsława, założone, to jest wrocławskie, lubuskie i kamieńskie. Z radością zstępowałbym do grobu, słodszy miałbym w nim odpoczynek.
Ksiądz kanonik Jan Długosz, Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae (Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego)



Towarzystwo Ślężańskie

Towarzystwo Ślężańskie
Sulistrowiczki-Wrocław-Warszawa

Formularz kontaktowy na Stronie Głównej
Towarzystwo Ślężańskie


   

BYLICA

SOBÓTKA - OBRZĘD PRASŁOWAŃSKI

PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE

SZTUKA
ŚLĘŻAŃSKA 
SLEZA 
ART
sztuka światła
the art of light
sztuka słowa
the art of word
SZTUKA  ŚLĘŻAŃSKA



Dziewiczy Wrocław, Europejska Stolica Kultury 2016. Dziewictwo do ślubu jest najlepsze dla ciebie. Virginal Wroclaw, Poland, European Capital of Culture 2016. Virginity until marriage is the best for you.
Dziewiczy Wrocław, Europejska Stolica Kultury 2016. Dziewictwo do ślubu jest najlepsze dla ciebie. 
Virginal Wroclaw, Poland, European Capital of Culture 2016. Virginity until marriage is the best for you.
Marcelina, 17, poleca   * * * * *  Marcellina, 17, recommends  

 2016-wroclaw-culture.com



The Art and Spirit of Wroclaw, Poland


The Art and Spirit of Wroclaw, Poland

The Multiannual Wroclaw Festival of Integrity of the Human Person. dedicated to St John Paul II
Motto: Time for Enlightenment in Europe

Love Wroclaw's culture. European Capital of Culture 2016: Wroclaw, Poland and San Sebastián (Donostia), Spain Europejska Stolica Kultury 2016: Wrocław, Polska i San Sebastian (Donostia), Hiszpania Capital Europea de la Cultura 2016: Wroclaw, Polonia y San Sebastián (Donostia), España 2016ko Europako Kultur Hiriburu: Wroclaw, Polonia eta San Sebastián (Donostia), Espainia
European Capital of Culture 2016: Wroclaw, Poland and San Sebastián (Donostia), Spain
Europejska Stolica Kultury 2016: Wrocław, Polska i San Sebastian (Donostia), Hiszpania
Capital Europea de la Cultura 2016: Wroclaw, Polonia y San Sebastián (Donostia), España
2016ko Europako Kultur Hiriburu: Wroclaw, Polonia eta San Sebastián (Donostia), Espainia


Wroclaw, Poland, European Capital of Culture 2016, is instrumental in promoting compensatory fertility to protect indigenous peoples of Europe from extinction and diverse European cultures from disappearance. 
culture of compensatory fertility - the last chance for Europe



***


The art of virginal charm - an irrepressible and an irresistible grace of virginity

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

Miss Love of Wroclaw, Poland, World Virginity until Marriage Capital,
European Capital of Culture 2016


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

The Wroclaw Virgins are Us!


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit


***
European Capital of Culture 2016: Wroclaw, Poland and San Sebastián (Donostia), Spain
Europejska Stolica Kultury 2016: Wrocław, Polska i San Sebastian (Donostia), Hiszpania
Capital Europea de la Cultura 2016: Wroclaw, Polonia y San Sebastián (Donostia), España
2016ko Europako Kultur Hiriburu: Wroclaw, Polonia eta San Sebastián (Donostia), Espainia


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

 Wroclaw Silesian Capital

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

 Wroclaw close-ups

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Wroclaw, Poland, the capital of Polish Silesia proud of its Roman Catholic past, present and future

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***


Saint Teresa Benedicta of the Cross, O.C.D. Roman Catholic nun, Virgin and Martyr
-
How Edith Stein, a rebellious Jewish girl raised in Wroclaw
became a saint patroness of Europe and of World Youth Day


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour banner above to visit

***

SEDES SAPIENTIAE WRATISLAVIENSIS

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

 How to love the Germans? Jak pokochać Niemców?
Jak milovat Němců? Wie man die Deutschen lieben?


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Vocazione di san Matteo - Powołanie św. Mateusza  - The Calling of St. Matthew


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Mt Sleza  Silesian Sleza Mountain

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

MARCH OF VIRGINS UP TO THE MOUNT SLEZA
POCHOD PANICŮ A PANEN NA HORU SLEZU
MARSCH DER JUNGFRAUEN ZUM DEN BERG SLEZA


Góra Ślęża - punkt spotkań ludzi maszerujących w czystości ku małżeńskiej płodności
click the full colour icon above to visit

***

Ślęża - Maryjna Góra Pokoju
Sleza - The Marian Mountain of Peace
Sleza - La Montagna Mariana della Pace
Sleza - Mariánská Hora Míru
Sleza - Die Marian Berg des Friedens
Слеза - Марийная Гора Мира


MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Stations of the Cross Droga Krzyżowa Křížová cesta Kreuzweg
Przełęcz Tąpadła - Szczyt Ślęży

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Nature, Wildlife, Landscape, Ecology of Silesia, Poland

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

The Odra River, Mother of Western Poland

MLoW Poland icon full colour banner
click the full colour icon above to visit

***

Śląsk Polska Silesia Poland Slezsko Polsko Schlesien Polen Main Page

MLoW Poland icon full colour banner

click the full colour icon above to visit

Web pages in Polish

Śląsk #1: Ślęża - korzeń Śląska od zamierzchłej przeszłości do teraźniejszości

Śląsk #2: Śląsk kolebką Polski

Śląsk #3: Dwieście lat prusactwa na Śląsku

Śląsk #4: Mapy

Źródło * Anna * Dzika * Przyroda * Góra * Ślęża * Śląsk * Polski

Ślęża

Towarzystwo Ślężańskie

Grupa Ślęży - fragment starej mapy i mapa turystyczna

Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady w Sulistrowiczkach

Ziemia Ślężańska w internecie

MARSZ DZIEWIC NA GÓRĘ ŚLĘŻĘ

Góra Ślęża - punkt spotkań ludzi maszerujących w czystości ku małżeńskiej płodności